Cynik i ironista

Posted: 09/19/2011 by misiekwolski in Narracje
Tagi: , ,

Zawsze ceniłem Janusza Głowackiego za jego dystans do rzeczywistości i cięty, bardzo subtelnie zgryźliwy i niesamowicie wyszukany język, którym w sposób wyjątkowy rozprawia o rzeczywistości. Głowacki-pisarz zawsze był i będzie dla mnie wzorem intelektualisty przewrotnego, niejednostajnego i podszytego feerią absurdów, które z takim zapamiętaniem tropi. Głowacki-reżyser i Głowacki-scenarzysta jednakowoż zawsze stali za pisarzem – przynajmniej w moich oczach – trochę z tyłu. Dużo ciekawiej i przyjemniej czytać o powstawaniu sztuki niż samą sztukę, znacznie wartościowszymi i ciekawszymi są refleksje Głowackiego wypowiadane wprost, nie poprzez sito szeroko pojętego artyzmu (które zresztą Głowacki opanował całkiem nieźle). Stąd też z zainteresowaniem i dużymi oczekiwaniami sięgnąłem po zbiór felietonów publikowanych w latach 70. XX wieku na łamach „Kultury” i wydanych pod wspólnym tytułem Powrót hrabiego Monte Christo.

No cóż… okładka wygląda tak:

Wprawdzie każde dziecko wie, że nie należy oceniać książek po okładkach, rozumiecie chyba jednak, że mogłem mieć spore oczekiwania. I nie zawiodłem się. Głowacki z doskonałym wyczuciem i znakomicie dobranymi chwytami retorycznymi komentuje i rozbraja współczesną mu rzeczywistość. A czepia się tego, co zna najlepiej: od kulisów działań nowomowy i socjalistycznego myślenia poprzez ciekawostki historyczne na refleksjach filmoznawczych kończąc. Co ciekawe, wiele jego spostrzeżeń – pisanych często w tonie karnawałowej czy wręcz sowizdrzalskiej uciechy – nie straciło na aktualności. „Wspaniały ekspansywny pochód polskiej myśli filmowej – pisze Głowacki – wbrew wszelkiej logice nie wiąże się z sukcesami naszego kina, oporna materia nadal pozostaje w tyle za ideą. Jest polska myśl filmowa, nie ma filmów”. W innym miejscu możemy przeczytać: „Stan naszego kina jest bardzo dobry (i jest to zdanie ze wszech miar podszyte ironią i cynizmem w stanie czystym – przyp. M.W.). Same filmy nam nie wychodzą, robimy jednak, co możemy […]. Za to mamy najlepszą na świecie myśl filmową. Pisze tak nasza prasa, bo tak jest”. Kategoryczne sądy ostentacyjnie odmienne od zdroworozsądkowej wykładni, bliskie hurraoptymistycznej nowomowie socjalizujących intelektualistów – to właśnie styl Głowackiego. Zresztą, że jego opinia o polskim kinie nie straciła na aktualności, przypomnieli nam ostatnio Australijczycy.

W innych felietonach Głowacki stosuje identyczną manierę i w gruncie rzeczy po parunastu stronach czytelnik nie ma najmniejszego problemu z odczytaniem jego autentycznych intencji, co może na swój sposób nużyć i przywoływać posądzenia o wtórność. Autor jednak wychodzi z tego w miarę obronną ręką, przywołując coraz to nowe wywody – spójne pod względem zasad logiki i retoryki, warto dodać – dotyczące czy to postaci literackich, jak Hamlet czy tytułowy Monte Christo, czy też historycznych, vide Attyla. Wszystko to sprawia, że przez zbiór można przebrnąć szybko i przyjemnie, co jakiś czas nawet parskając śmiechem. Dystans, witalność, ironia i szydera… po prostu Głowacki w sosie własnym, podany może i na zimno, ale wciąż znakomity.

Wreszcie jest to Głowacki inny niż szyderca, ironista i cynik w książkach typu Z głowy czy Good Night, Dżerzi; tam – owszem – równie bezlitośnie i z dystansem komentuje otaczającą go rzeczywistość, powoli jednak zaczyna z niego wyłazić coś jakby nieuświadomiony lęk, śliska niepewność i gorzka nieświadomość tego, że choć myśl jego jest celna, bezpośrednia i genialna, potomni mogą nie zechcieć postawić Głowackiego-pisarza obok innych artystów. Że mimo dystansu i ironii w każdym niemal napisanym przez siebie zdaniu wszystko, co pisze, jest jednak trochę za bardzo wprost. Dlatego w Z głowy co i rusz – jakby nieco na siłę – stawia siebie obok Marka Piwowskiego jako współtwórcę Rejsu, dlatego też powstał Good Night, Dżerzi, zrównujący go z Jerzym Kosińskim. Ale bez obaw, panie Januszu! Powrót hrabiego Monte Christo jest znakomitym dowodem na to, że i bez odwołań do już niemal legendarnych polskich twórców jest Pan personą, o której zapomnieć niepodobna. I może Pan być spokojny. „Ziarno nie zamarło”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s