Arachnoksiążę na scenie

Posted: 09/25/2011 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , ,

U2 wszyscy znamy. Wiemy, że połowa tego zespołu – Adam Clayton i Lary Mullen Jr. – zrobili swego czasu fantastyczny i już dzisiaj kultowy soundtrack do Mission: Impossible. Co ciekawe, druga połowa tej ekipy, czyli wokalista Bono i gitarzysta The Edge, też spróbowała ostatnio swoich sił w pisaniu ścieżek dźwiękowych. I trzeba przyznać, że podeszli do tego z właściwym sobie rozmachem, zrobili bowiem nie byle co. Musical. I to nie byle jaki. Bo o Spider-Manie.

To już samo w sobie musi ociekać zajebistością. Broadwayowski musical o Spider-Manie! Ej! Przecież to kwintesencja fantastyczności i wspaniała okazja do przeniesienia pulpowej i nieco już sztampowej historii Człowieka-Pająka na terytorium związane z – było nie było – wysublimowaną i wyszukaną rozrywką. Co więcej, wydaje się, że z opowieści o pajęczym superbohaterze (czy jak go kiedyś określali w TM-Semic, „Arachnoksięciu”) można wyciągnąć bardzo dużo. Młody, nastoletni chłopak dostaje do rąk moc, z którą musi sobie poradzić, wziąć odpowiedzialność za siebie i swoich bliskich i przeciwstawić się swoim lękom. Na kilometr czuć tu opowieść o dojrzewaniu, można by rzec – rodem z Króla Lwa, w której na każdym kroku czekają nas wybory i dylematy rodem z monomitycznych rites de passage i innych ultymatywnie patetycznych opowieści o bohaterach. Jakoś jednak Spider-Man zawsze z tej zamkniętej, okrągłej drogi się wymykał; nad typowym dla masowych bohaterów poczuciem fatum nadbudowana jest bowiem jasna, pozytywna, autoironiczna i ogólnie sympatyczna atmosfera radości życia. Spider-Man zasadniczo nie ma ostatecznego zadania, które musi wykonać, kobiety do uratowania ani potwora do ubicia… ot, żyje jak najlepiej umie i stara się coś zmienić w świecie, na miarę swoich – skądinąd wcale nie takich skromnych – umiejętności. No i owiewa go atmosfera teatralnego, nieco slapstickowego kiczu, wiec idealnie nadaje się na musical.

No dobra, wystarczy paplaniny o samym Spider-Manie. W ramach oddechu – fragment spektaklu:

 

I to jest właśnie to. Młody chłopak musi wejść we wciąż za duże buty, ale robi to z niesamowitym wdziękiem. I do tego idealnie pasuje muzyka rodem z płyt U2, która nawet jak jest pesymistyczna – to jest bardzo jasna. Więc jakkolwiek nie znam się na broadwayowskich aktorach, więc obsady nie skomentuję, to nie wyobrażam sobie innych kompozytorów niż Bono i The Edge. A jak im wyszło? Przyznam, że słuchałem tego z większym zainteresowaniem i obawami niż tradycyjnych kompozycji U2, a to zdecydowany plus. Jest bardzo jasno i spider-manowato, co mnie również bardzo cieszy (jako że jestem od dziecka fanem Człowieka-Pająka, a ostatnio zwłaszcza w wersji Ultimate). Samą muzykę muszę z konieczności oceniać na podstawie płyty, ale to w niczym nie przeszkadza; panom Bono i The Edge (oraz aktorom śpiewającym ich kompozycje) wyszedł bowiem kawał fantastycznego krążka. Instrumentalne intro NY Debut idealnie wprowadza w klimat dalszej części, trochę naprowadzając nas na klimat zbliżony do filmowego Spider-Mana, ale nadal pozostając w klimatach U2. A potem jest tylko lepiej: właściwe otwarcie czeka nas w fenomenalnym kawałku pod wiele mówiącym tytułem Boy Falls From The Sky, by przejść w spokojne i czyste Rise Above 1. Potem jest jeszcze ciekawiej; aktorzy nie odchodząc od znanych sobie klimatów malują przed nami wizję jasnego, pogodnego bohaterstwa w Picture This i pierwszych, szczeniackich rozterek miłosnych w I Just Can’t Walk Away (Say It Now). Dalej Bono i The Edge zaczynają jednak eksperymentować: w jeszcze zbliżonym do U2, ale jakby bardziej punkowym Bouncing Off The Walls pobrzmiewają już zapowiedzi bardziej typowych dla konwencji, ale wciąż przemyślanych aranżacji. Na ich realizację nie trzeba długo czekać; w Pull The Trigger pojawia się wreszcie konkretny łotr, idealnie wpasowując się w musicalową tradycję piosenek wielkich złych antagonistów, znaną chociażby z Repo! The Genetic Opera. Na uspokojenie dostajemy dość typowy dla musicali, śpiewany na dwa głosy No More, by potem wylądować w środku chóralnego, narastającego w tempie, aranżacji (i emocjach) DIY World i prześlicznej ballady If The World Should End. To jednak jedynie zapowiedź klasycznego dla musicali le grande finale; zaraz potem dostajemy dawkę niepokojącego i lekko psychodelicznego rocka w Sinistereo i trochę kojarzący się z Marylinem Mansonem A Freak Like Me Needs Company, czyli kolejną wielką piosenkę łotra. Wreszcie przedostatnią – czyli najważniejszą (jak wiemy z Tańcząc w ciemnościach Von Triera) – piosenką jest Rise Above 2, będąca rearanżacją swojego odpowiednika sprzed dziesięciu utworów i w oczywisty, a nawet nieco nachalny sposób ukazująca przemianę i dojrzewanie głównego bohatera. Ale ponieważ musical musiał się zakończyć z odpowiednim przytupem, Bono i The Edge przygotowali na finał fenomenalną, nieco mistyczną – choć nieco niepasującą do konceptu – Turn Off The Dark.

A że tej musicalowej próbki powyżej było mało, to może na zakończenie wspomniane Rise Above 2:

 

A, jeszcze jakieś podsumowanie. Jest trochę w stylu U2, trochę w konwencji musicalu, a bardzo konceptualnie. Kompozycje Bono i The Edge idealnie pasują do klimatu Spider-Mana, a czyste, fajne i przemyślane aranżacje budują bardzo ciepłą, sympatyczną i niecodzienną atmosferę. Warto dać się porwać tej muzyce i odpłynąć na tę niecałą godzinę ze Spider-Manem, dać się ponieść tym emocjom i tej energii. Zwłaszcza, że za rok będzie nowy film o Pająku i cały klimat wykreowany przez musical najpewniej pójdzie w diabły.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s