A może by tak solo?

Posted: 10/28/2011 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , ,

Jaka jest nowa Coma, wszyscy wiemy. Dlatego w poszukiwaniu jakiejś kontry dla – było nie było – jednak słabego czerwonego albumu sięgnąłem po ostatnie dokonanie Piotra Roguckiego. Myślałem sobie: niemożliwe, żeby ten sam człowiek, który napisał odmieniającego życie Leszka Żukowskiego, który w paru słowach potrafił nakłonić do zmiany studiów, który tysiące ludzi doprowadzał do stanu magicznej ekstazy… stracił to wszystko i rozmył się w przeciętności. I wiecie co? Nie myliłem się.

Tzn. sprawa ma się tak: nie wiem, co przeszkadza Roguckiemu w rozwijaniu fenomenu Comy; pewnie w dużej mierze wynika to z ogromnych oczekiwań stawianych przed zespołem i usilnej potrzeby ciągłej aktualizacji własnej pozycji. Na pewno są jeszcze inne powody, ale to w tej chwili nieistotne; w każdym razie, coś sprawia, że Coma miota się i miota, nie mogąc doprecyzować swojego charakteru. Tymczasem charakter Roguckiego ma się świetnie, czego dowodem jego solowa płyta Loki – Wizja dźwięku. Dokonanie z pogranicza poezji śpiewanej, piosenki aktorskiej i akustycznego rocka, w którym ewidentnie Roguc odnalazł się lepiej niż pod sztandarami ostatniej Comy. A co tam wyszło fajnie i czym można się zainteresować (o ile nie zachwycić)?

Przede wszystkim, jak to w piosence aktorskiej, na uwagę zasługują teksty i ich interpretacje. Z tym drugim Rogucki nie miał nigdy problemu, o ile – oczywiście – nie śpiewał po angielsku. Ale to pierwsze też pozytywnie zaskakuje.  Sympatyczny, dynamiczny Sopot uroczo dystansujący się od osiągnięć Comy, ładna, utrzymana w klimacie PPA i luźnych rockowych ballad Nie Bielsko, rozbity na trzy części, multiinstrumentalny (trochę a la Czesław Śpiewa), melorecytowany i orientalnie frenetyczny utwór Plaster miodu (do tekstu Rafała Wojaczka), czy wreszcie gdzieś obracająca się w klimatach łączących Comę z… Kasią Groniec (?) piosenka Szatany, która emocjonalnie zbliża się do legendarnego Spadam. A to tylko kilka z jaskrawych i pozytywnych punktów tej płyty. Nie można wszak nie wspomnieć o najjaśniejszym spośród nich, fenomenalnej i otwierającej krążek Wizji dźwięku. Shall we?

 

Dalej jest równie dobrze, a za każdym przesłuchaniem coraz lepiej. Wielkie K oscyluje gdzieś w okolicach brudnych, dynamicznych dokonań The White Stripes, sympatyczna balladka miłosna Mała, trochę przywodząca mi na myśl fuzję Fleet Foxes ze Spiętym kompozycja I’m Not Affraid Of Your Soul, gdzieś pod skórą nawiązująca do Boba Dylana (ale cały czas pogodna) piosenka Szwajcarski Nóż czy piękna, nieco Pasażerowata Ruda wstążka, która gdzieś w tempie i rytmie wzrusza podobieństwem do 100 tysięcy jednakowych miast. Są też oczywiście nieco słabsze kompozycje, jak comowe Piegi w locie, nieszczególnie humorystyczne Witaminki czy wreszcie bardzo aktorski, ale słabszy na tle reszty utwór Argonauci. Całość jednak wypada dobrze, zaskakująco dobrze. Co więcej, wiele z tych utworów swobodnie koresponduje z dorobkiem Comy, dążąc do ciekawych kontrastów. Jeden z ważniejszych: Loki – Wizja dźwięku to mimo często drastycznych, pesymistycznych tekstów album zaskakująco pogodny, pełen tak cennej w muzyce przestrzeni, niespieszny i refleksyjny. Duża w tym zasługa muzyków sesyjnych pracujących nad aranżacjami, zwłaszcza Mariana Wróblewskiego, który też wziął na siebie produkcję krążka. Roguckiemu natomiast znakomicie udało się połączyć swoje dwie wielkie siły, swoje największe atuty: pełne aktorskiego zaangażowania wykonanie i zamiłowanie do poetyckich, intymnych tekstów. Nie jest to oczywiście intymność z Pierwszego wyjścia z mroku Comy, o nie; Rogucki się zmienił i zmieniła się jego wrażliwość. Nie ma w tym nic złego. Ale jak słyszę Lokiego… i pochylam się nad tekstami, to mam wrażenie, że jest tutaj to, co było również na Pierwszym wyjściu…, a czego nie ma na ostatniej płycie. Aż chce się powiedzieć: to stary dobry Roguc. Ten sam, który napisał tę piosenkę:

 

Trochę brakuje na płycie starszych tekstów Roguca, jak powyższa Piosenka pisana nocą czy Ballada o próżności; wtedy krążek byłby już całkowicie kompletny. Stanowczo jednak Rogucki tym albumem zasłużył, żeby wymieniać go w jednym rzędzie ze Spiętym czy Porczykiem. Jest poetycko, jest aktorsko, jest indywidualnie. Jest tak, jak trzeba. A na dowód tego przepiękna Ruda wstążka:

 

P.S. Okładki nie opisywałem, bo słaba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s