Trybut

Posted: 11/11/2011 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , ,

To chyba najlepsze słowo, jakim można określić płytę Zadyszka, na której młode, polskie zespoły oddają hołd popularnej, pop-punkowej formacji happysad. Na marginesie: nie wiem, czy wspominałem, że irytuje mnie uciążliwa maniera pisania nazwy tej kapeli małymi literami. Sami wykonawcy taką wersję preferują i proszą o nią wszędzie gdzie bądź, że niby to takie alternatywne. Cóż… ja osobiście wolałbym, żeby zespół był alternatywny wobec innych zasad niż reguły ortografii, ale niech im będzie. Póki co.

No to do rzeczy. Zasadniczo, rozchodzi się o tę płytę:

Cóż mogę rzec… wydawnictwo jubileuszowe, które ma formułę trybutu, trąci nieco przesadnym egotyzmem, ale z drugiej strony – to jest zawsze ciekawa propozycja muzyczna i interpretacyjna. Czego by bowiem nie mówić o zespole happysad, a można go lubić albo nie, gardzić nim lub się zachwycać, traktować jako wypełnienie rynkowej luki po Pidżamie Porno albo pseudopunkową popelinę…. w każdym razie czego by nie mówić, ich utwory w interpretacjach innych (a często skrajnie różnych) wykonawców muszą budzić zainteresowanie. Moje rozbudziły.

I co dostajemy?  Dość ciekawy pomysł alternatywnej – trochę w stylu Moloko a może nawet Moby’ego – aranżacji utworu Łydka, której podjął się zespół Mjut. Bogatszą instrumentalnie i chyba nieco podrasowaną wersję Jeszcze, jeszcze Muzyki Końca Lata (których darzę irracjonalną sympatią), o niebo lepszą od oryginału. Zanim pójdę – jeden z flagowych przebojów happysad – w wykonaniu Czesława Śpiewy, z charakterystycznym dla niego instrumentarium, które wypada zaskakująco dobrze. Z kolei Hymn 78 w wykonaniu Stanu Miłości I Zaufania – poza odpowiednim dla tej kapeli przytupem – niczym się nie różni od oryginału. Jest może nieco bardziej punkowo, ale to tyle. W Kostuchnie jest z kolei bardziej reggaeowo (w końcu to Indios Bravos), a względem oryginału na plus można policzyć jakość wokalu i odmienne instrumentarium… czyli tak jakby wszystko. Big-beatowe wykonanie Partyzanta K z kolei niemal nie odbiega od oryginału; tak grano 7 lat temu, teraz to trochę takie mało energetyczne i w sumie niewiele wnosi. A stoi za tym kapela Maki I Chłopaki. Flow charakterystyczny dla bałkańskiego folku, z jakiego słynie zespół Enej, odświeża trochę powoli goszczący na płycie marazm i ze słynnego przeboju Mów mi dobrze czyni propozycję co najmniej interesującą; a jak jeszcze dodam, że mnie zawsze ten kawałek nastrajał pozytywnie, to niech nikogo nie dziwi, że  w tej wersji jest on dla mnie wprost uroczy. W stronę poezji śpiewanej z pogranicza Leonarda Cohena i… Antoniny Krzysztoń zabiera nas Nathalie and The Loners ze swoją aranżacją utworu Taką wodą być. Długa droga w dół w wersji zespołu Drivealone – choć ciekawe – nie wytrzymuje zestawienia z ładnym i sympatycznym oryginałem. Ja do Ciebie w wersji Hurtu jest równie słabe, co happysadu. Kilka mocniejszych riffów i maniera wokalna rodem z lat 80., i zespół Naiv dużo lepiej radzi sobie z typowo punkowym kawałkiem Jeśli nie rozjadą nas czołgi. Na osobną uwagę zasługują aranżacje Nie ma nieba w wykonaniu Much i Frontside; o ile w oryginale już była to ładna piosenka, tak Muchy ją trochę spłycają, a Frontside… cóż, to zespół deathmetalowy. I ten zespół deathmetalowy zrobił sześciominutową wersję jednego z utworów happysad. Jak dla mnie to najmocniejszy punkt płyty i największe zaskoczenie. Urywa pysk przy samych kostkach. Z kolei Janusz Zdunek z instrumentalną, idącą nieco w ska wersją Takiej historii, jest po prostu niesamowity; zwłaszcza po mocnym i agresywnym uderzeniu Frontside. Z kolei Made In China w wersji Agima Dżeljiljiego (chyba tak się to odmienia), cóż… jest zaskakujące. To niemal czysty, orientalny dubstep. Płytę zamykają Manewry szczęścia w wykonaniu samego zespołu happysad, ale to może puszczę, zamiast opisywać…

 

Ładne, ale bez szału. W każdym razie nie tak, jak wiele kawałków na płycie, która powinna się nazywać „pudełko z niespodziankami”. Zdarzają się rozczarowania, zdarzają się wykonania przeciętne, ale zdarzają się też perełki. Chyba warto się z tym wydawnictwem zapoznać, bo – poza tym, że mamy tam ładny przegląd rodzimej sceny alternatywnej – wychodzi na to, że piosenki happysad, jakie by nie były i co byśmy o nich nie sądzili, są bardzo podatne na przeróbki, trawestacje i udoskonalenia. I to jest fajne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s