11.11.11

Posted: 11/13/2011 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , , ,

Tego dnia o 11.11 czasu amerykańskiego zespół Black Sabbath ogłosił, że wraca na scenę, ale ja nie o tym. Tego samego dnia bowiem we Wrocławiu w Hali Orbita miało miejsce widowisko rock-operowe Krzyżacy, powstałe na motywach wiadomej powieści wiadomego pisarza. Nie mogłem tam się wtedy pojawić; byłem gdzie indziej i robiłem coś innego. Ale ponieważ sam pomysł elektryzował mnie już od roku, kiedy usłyszałem o tym projekcie po raz pierwszy, nie mogłem przejść obojętnie obok płyty z piosenkami z tego… musicalu? Chyba tak trzeba na to patrzeć, biorąc pod uwagę jakość i charakter utworów tam zamieszczonych. Bo jest ciekawie. Może nie fenomenalnie, ale ciekawie.

Zacząć trzeba od tego, że sam pomysł jest fantastyczny. Wziąć fabułę powieści, która skądinąd trąci już myszką, i przekuć ją w rockowo-musicalową formułę, która wszak też z konieczności ograniczona jest srogim gorsetem konwencji… to się musiało udać. Oczywiście nie można spodziewać się po tym nie wiadomo jakich objawień muzycznych, ale jeśli rozpatrywać całość pod kątem konwencjonalności i sympatyczności, to parę ciekawych rzeczy można wyłapać. Przede wszystkim, jeśli wziąć pod uwagę kontekst i charakter powieści Sienkiewicza, to twórcom rock-opery udało się odejść od podskórnej, bogoojczyźnianej recepcji <em>Krzyżaków</em>, a nawet w paru miejscach – jak chociażby w śpiewanym przez Piotra Hajduka utworze <em>Wszystkich świętych szczątki</em> – zakpić z bezmyślnej dewocji. Hadrian Filip Tabęcki, który jest twórcą tych aranżacji, zdecydowanie stanął na wysokości zadania, rozsądnie splatając ze sobą rockowy pazur z musicalową przystępnością. Miał do dyspozycji spore instrumentarium i trzeba przyznać, że go to nie przytłoczyło (co znakomicie słychać w podniosłej <em>Uwerturze</em> otwierającej album); ja go jak dotąd znałem z ascetycznych aranżacji utworów Kaczmarskiego z programu <em>Raj</em>, które przygotował wspólnie z Mirosławem Czyżykiewiczem i Jackiem Bończykiem, byłem więc zawczasu odrobinę zaniepokojony. Jak się okazało – niesłusznie.

Mogę mówić tylko o płycie – wszak spektaklu nie widziałem – i będę pisał tylko o płycie, bo choć oficjalnie jest ona dodatkiem do książki ze zdjęciami z premiery, rysunkami komiksowymi i tekstami utworów, to jak dla mnie jest dokładnie na odwrót: dostajemy album z nieco rozbudowaną książeczką z tekstami. A co na płycie? Jak dla mnie, to jest ona połączeniem bogatego instrumentarium, zagrywek chóralno-wokalnych kojarzących się z kompozycjami Piotra Rubika (choć trzeba pamiętać, że to nie Rubik wymyślił chórki, a Tabęcki mając rockową perkusję nie musiał uciekać się do klaskania) oraz mieszanek stylów muzycznych na co najmniej kilku poziomach ekspresji. Utwory Mój ci jest, Jagienko Jagno czy Trzeba wybrać to pop-rockowe kawałki w stylu wspólnych dokonań duetu Borysewicz & Kukiz albo IRY, Dopiero miłość skręca w stronę bardziej operowego rocka z powerowym zacięciem, Stań i walcz to mrugnięcie okiem w stronę muzyki progresywnej, a zamykające płytę Miłości szukaj Asteyi Dec na odwrót – zahacza o wrażliwość muzyczną Edyty Górniak (niestety, dotyczy to również jakości tekstu). Z kolei śpiewane przez Macieja Balcara z Dżemu, okraszone mocnymi riffami Oddajcie ją to już solidny kawałek hard-rocka. Koresponduje z tym klimatem Trudno tak umierać w wykonaniu Jana Jangi Tomaszewskiego, z początku udające, że jest poezją śpiewaną spod znaku Czyżykiewicza albo Gintrowskiego, przechodzące jednak w stronę piosenki typowo musicalowej w konstrukcji, ale aktorskiej w wykonaniu. Bardziej tradycyjna jest oscylująca wokół fortepianowego popu, ponura ballada Pawła Kukiza – Czarne chmury, czy pozostające w klimacie IRY Śnił mi się sen, pompatyczne i okraszone manierami wokalnymi Cezarego Studniaka, znanymi z powermetalowych ballad. W podobne tony uderza Pod fałszywym znakiem w wykonaniu Kukiza i Katarzyny Jamróz, utwór stanowiący idealne preludium do wielkiego finału i tak też odbierany.

Dwa słowa o wykonawcach. Nietrudno się domyślić, że na wysokości zadania stanął Paweł Kukiz, Maciej Balcar, Artur Gadowski i Cezary Studniak to też nazwiska, które mówią same za siebie. Pozostali zasadniczo wykonują swoje kompozycje jak trzeba, czasem nawet lepiej niż trzeba, a na szczególną uwagę zasługuje – o czym nie wspominałem – zaangażowanie i wokal Olgi Szomańskiej, znanej zresztą z występów u Rubika. Tutaj pokazuje pazury i widać (a raczej słychać), że świetnie odnalazła się w repertuarze. Michał Rudaś też daje radę. Troszkę zawodzi Joanna Dec, znana szerzej jako Asteya, bo skręca w stronę mało ambitnego popu, ale to debiutantka, więc wszystko jeszcze przed nią. Smoła Smoliński dostał dostał do śpiewania piosenkę bardzo prostą, wręcz banalną, zbudowaną na częstochowskich rymach („Czym jest honor – nie wiadomo” czy „Zwykle tchórze żyją dłużej”) i chwytliwych przejściach, ale wyszedł z tego obronną ręką. O pozostałych już mniej lub więcej powiedziałem, więc może w ramach przerywnika posłuchamy jednej z piosenek. Akurat padło na Balcara:

 

Dwa światy przeżyć, dwa skojarzenia, do których non stop powracałem słuchając Krzyżaków. Pierwszy z nich był oczywisty ze względu na formułę, jaką przyjął Tabęcki: bajki Disneya. Tak właśnie, konstrukcyjnie i pod względem dynamiki przypomina to osiągnięcia kompozytorów zatrudnionych przez to studio, oraz – często znakomite – aranżacje, jakie możemy usłyszeć chociażby w Królu Lwie czy moim ulubionym Dzwonniku z Notre Dame. Oczywiście, jest bardziej rockowo, ale to tylko plus. Drugi świat przeżyć odsłonił się przede mną, kiedy usiłowałem przekuć swoje wrażenia w słowa na potrzeby tej recenzji. Meat Loaf! To jest to! Może nie w stu procentach, ale ewidentnie Tabęcki uderza w tę samą wrażliwość muzyczną. Czy to oznacza, że będzie on nowym, polskim wcieleniem Jima Steinmana? Nie mam pojęcia i w tej chwili mnie to nie obchodzi. Wyszła mu zacna rzecz, oczywiście konwencjonalna, oczywiście spauperyzowana, ale idealnie wpasowująca się w oczekiwania względem scenicznej rock-opery czy musicalu. Środki są dobrane konkretnie, z rozmysłem i wspaniale wpisują się w bogaty, rozbudowany styl reprezentowany przez Meat Loafa. I mnie się to podoba.

P.S. Muszę przyznać, że ciekaw jestem, jak się to wszystko prezentuje na scenie. Innymi słowy, jest powód, dla którego warto czekać, aż znów wystawią Krzyżaków; tym bardziej, że na płycie nie ma wszystkich utworów ze spektaklu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s