Człowiek, który nie znał strachu

Posted: 11/14/2011 by misiekwolski in Ciągi
Tagi: , , , , ,

Toporne to tłumaczenie, ale oddaje chyba klimat tytułu Daredevil: The Man Without Fear, z którym miałem przyjemność obcować ostatnimi czasy. Może się to wydawać mało ambitne czy wręcz infantylne, że doktorant czyta niewyszukane komiksy superbohaterskie, podczas gdy powinien czytać niewyszukane powieści wampiryczne, ale nie samą krwią żyje człowiek. A tak się śmiesznie składa, że wspomniany komiks o Daredevilu do infantylnych i mało ambitnych zdecydowanie nie należy.

Rozchodzi się rzecz jasna o te numery Daredevila, które są ambitne, czyli napisane przez Briana Michaela Bendisa z rysunkami (głównie) Alexa Maleeva. Co je wyróżnia spośród setek innych komiksów superbohaterskich? Niemal wszystko. Zacząć należy od ciężkiej, mało sympatycznej i mrocznej – ale naprawdę mrocznej – kreski Maleeva. To nie jest komiks dla młodszego odbiorcy, dużo w nim niepokoju, długich cieni, niepewności i brudu. Jeśli do tego przypomnimy sobie, o czym tak naprawdę jest seria Daredevil – czyli o niewidomym prawniku na własną rękę walczącym ze zorganizowaną przestępczością – to już możemy się domyślać, w którą stronę to zmierza. Oczywiście, brawo, wszyscy zgadli. To klimat filmów noir. Niejednoznaczność bohaterów, brak konkretnych i prawdziwych wartości, wokół których można budować moralno-etyczny układ odniesienia, brak happy endów, powolne ześlizgiwanie się wszystkich postaci w duszną i lepką ciemność, w której przytłacza ich poczucie bezsilności… Nad tym wszystkim gdzieś unosi się postać w kostiumie Daredevila, która buduje swoją legendę poprzez kontrast z nieciekawą i brudną codziennością; ale kostium to tylko symbol, pod maską kryje się człowiek, który ma takie same wątpliwości, problemy i demony, co reszta społeczeństwa. No dobra, ale miałem mówić o rysunkach, a zjechałem już w narrację… nic to, muszę chyba przejść do fabuły. Choć na swoją obronę powiem, że jedno idealnie koresponduje z drugim.

O czym jest Daredevil Bendisa i Maleeva? O konflikcie między Mattem Murdockiem a światem przestępczym Nowego Jorku, ze szczególnym uwzględnieniem dzielnicy Hell’s Kitchen, którym rządzi – wiadomo – Kingpin. Wskutek mafijnych podchodów i machinacji jeden z donów Kingpina – przy współpracy jego syna – doprowadza do przewrotu, którego ubocznym skutkiem jest ujawnienie społeczeństwu tożsamości Matta Murdocka/Daredevila. Od tej pory zaczyna się gra bez pardonu; Murdock, nie chcąc zrezygnować z walki ze zorganizowaną przestępczością, wypowiada kryminalistom walkę i w pewnej chwili ściąga przed nimi maskę, deklarując, że to on będzie nowym Kingpinem. Tym samym zaczyna rozdawać karty w grze, której nienawidzi i która pożera go od środka; obok utrzymywania kontroli nad zorganizowaną przestępczością musi on bowiem walczyć przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, FBI za wszelką cenę chce go bowiem schwytać i osądzić. Żeby wytrwać, Matt musi wiele poświęcić, w tym swoje osobiste szczęście.

 

Na co szczególnie warto zwrócić uwagę w tej serii, to polifoniczność narracji. Wiele aspektów opowieści poznajemy bowiem z perspektywy dziennikarza śledczego, Bena Uricha, dużo jest reminiscencji i powrotów do tych samych wydarzeń oglądanych oczami przechodniów, przypadkowych świadków, uczestników po tej czy innej stronie. Dużo jest zagrań rodem z najlepszych filmów noir: zdrada, wszechobecne femme fatale, kalectwo i bezsilność głównych bohaterów, korupcja, rozprawy sądowe, zemsta, omerta, świat dilerów narkotyków, prostytutek i alfonsów, zamachów, zabójstw i ludzkiej małostkowości. W tym nieciekawym i poszarpanym świecie jedynie Daredevil i inni superbohaterowie (jest ich tam kilku, od Spider-Mana po Luke’a Cage’a) stanowią symbol nadziei i walki o chociaż trochę lepsze jutro. Tę polifoniczność i wielowymiarowość najlepiej chyba widać w historii zatytułowanej Dekalog Daredevila, w której na spotkaniu wsparcia w kościele pojawiają się zwyczajni/niezwyczajni ludzie, których los jakoś tam zetknął z Murdockiem i którzy starają się znaleźć sens w tym wszystkim, co ich dotknęło. Narracja, atmosfera, cliffhangery, zwroty akcji… wszystko jest tam poprowadzone bezbłędnie. Jak zresztą w całym komiksie.

 

Nad serią Daredevil: The Man Without Fear Bendisa i Maleeva warto się pochylić, bo to stanowcze i poważne podejście do komiksu superbohaterskiego, bardzo bliskie temu, co wyczyniano w komiksach z serii Ultimate. To wysmakowane, pełne niesamowitych emocji i brudu odejście od nieco zmurszałej i często wyszydzanej konwencji, które polecam z całą odpowiedzialnością.

Reklamy
Komentarze
  1. Strid pisze:

    Daredevil nigdy nie był moim ulubionym bohaterem ale mimo wszystko lubiłem go za to, że nigdy nie szedł śladami FF czy Avengersów. Nigdy nie ratował świata przed kosmitami czy przybyszami z innych wymiarów. DD zawsze był blisko ulicy, niczym Batman w swoich najlepszych latach, zawsze blisko ludzi i brudów ulicy. Wiadomo, że różnie z tym bywało ale mimo wszystko w komiksach o Daredevilu zwykli ludzie nie byli tylko przypadkowymi ofiarami w walących się na około bitew herosów wieżowców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s