„Aqualung” – przykurzone arcydzieło

Posted: 11/24/2011 by jantheevening in Dźwięki

Ostatnio urządziłem sobie sentymentalny wieczór z płytami, które wydano dokładnie czterdzieści lat temu i sporo namieszały w rockowym świecie. Jak to w sentymentalnych momentach bywa, włączył mi się tryb „kiedyś to były czasy”, „takich płyt się już nie nagrywa”, „czemu dziś się tego nie słucha?” Oczywiście myśli te są z gruntu fałszywe, jednak jest w nich nutka prowokacyjna. I na tej nutce zawiesiłem pytanie wieczoru: „Którą z tych płyt chciałbym całkowicie zapomnieć i dziś usłyszeć znów poraz pierwszy?”. Najpierw dystans, skłonność do rozbrajania mitycznych legend, potem skupienie, zachwyt i… bezkrytyczna transformacja w apologetę. Mieliście tak? Bo ja miałem z „Dark side of the moon”, „Sabbath bloody sabbath”, „In the court of the crimson king”, „Look at yourself” – moje prywatne mity nierozbrojone. No, ale wracając do postawionego pytania, odpowiedź brzmi: Jethro Tull „Aqualung”. Czemu? Bo arcydzieła nie rodzą się codziennie, a to jest arcydzieło przywłaszczane i podawane jako klasyka przynajmniej kilku gatunków muzycznych: hard rock, rock progresywny, folk. Punktuje tu kapitalny pomysł na album koncepcyjny poświęcony religii i zwątpieniu w nią oraz rozziewowi między rzeczywistością religijną a tą całkiem rzeczywistą rzeczywistością (parafrazując klasyka polskiej retoryki). Strona tekstowa, muzyczna a także graficzna w całości została poświęcona tej ambitnej tematyce. I tak już na dzień dobry zderzamy się z brutalnym światem bezdomnych wrzuconych w życie bez żadnych kół ratunkowych. Mam tu oczywiście na myśli granat liryczno – odłamkowy pt. „Aqualung” (z kapitalną solówką Martina Barre’a). Potem spotykamy kilka kawałków akustyczno – folkowych będących przerywnikami między cięższymi (riffy pamięta się długo) utworami o charakterze rozliczeniowym: „My God”, „Hymn 43”, „Locomotive Breath”. Świetna płyta prowokujaca do myślenia, której treść do dziś pozostaje całkowicie aktualna. Aktualna jest również zawartość muzyczna. Nie wyobrażam sobie lepszej oprawy dla przyjętej tematyki niż rockowo-folkowe melodie serwowane przez Jethro Tull i ciepły, nieco ironiczny głos Iana Andersona trzymającego zawsze flet w rękawie (sic!). Myślę, że album nabiera dodatkowego waloru w kontekście ostatnich wydarzeń związanych z kryzysem ekonomicznym oraz kiepską kondycją Kościoła.

A to na zachętę:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s