Na żywo z frontu

Posted: 11/24/2011 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , ,

Słucham Sabatona. A ściślej ich najnowszego, koncertowego wydawnictwa, World War Live. W najbardziej haniebnym skrócie mówiąc, jest to kompilacja  kilkunastu koncertów, zamknięta w dwudziestu siedmiu wykonaniach różnych kawałków. Całość mieści się na trzech płytach i trwa 2 godziny 11 minut. Czy jest czego słuchać?

Jako kryptoentuzjasta power metalu powiem: tak. Jest to całkiem zgrabna i przy tym dość solidna dawka epickiej, patetycznej i dynamicznej muzyki, której daleko wprawdzie do pomysłów (coraz bardziej świadomych) chłopaków z pokrewnych kapel typu Manowar czy Blind Guardian, ale da się pojąć, dlaczego Sabaton tak elektryzuje publiczność na koncertach. Ja wprawdzie cierpię teraz na przesyt ciężką muzyką i wolę się relaksować przy nieco innych brzmieniach, ale World War Live wysłuchałem z przyjemnością. Co oczywiście nie oznacza, że padłem na kolana i zachwyciłem się pod niebiosa. Nie. Żeby do tego doszło, musiałbym w power metalu odkryć coś naprawdę zjawiskowego. Ale i tak jest dobrze.

Tak wygląda okładka. W sumie jest wszystko, co można znaleźć w graficznej oprawie (power) metalowych płyt: fikuśne, zakręcone i błyszczące logo będące nazwą zespołu, utrzymana w zimnej tonacji kolorystyka i jakiś akcent batalistyczny, w tym przypadku krążownik. Wszystko zgodnie z oczekiwaniami, jedziemy dalej, otwieramy pudełko, zapuszczamy pierwszą płytę i… słyszymy monumentalne The March To War, zarejestrowane w grudniu 2010 na The Sabaton Cruise. Kolejne czternaście utworów będzie właśnie pochodzić z tego koncertu i trzeba przyznać, że słucha się tego bez zażenowania, choć muzyka tego typu mało miejsca zostawia na improwizacje i odejścia od studyjnych wykonań. Na plus  wyróżnia się może Uprising, Aces Of Exile i Swedish Pagans, warto też zwrócić uwagę na Metal Medley i Dead Soldiers Waltz. Potem dostajemy dwa utwory zarejestrowane w Dortmundzie, gdzie w sumie też bez zaskoczenia. Grany w Mińsku Into The Fire jest za to całkiem przyzwoity. Utwory grane w innych miejscach – Krakowie, Glasgow, Turku, Antwerpi itp. – też raczej nie odbiegają od normy. Zacnie się słucha utworu Panzerkampf zarejestrowanego w Nijmegen, trochę monotonnie Hellridera z Pratteln, pozostałych kawałków też spoko. Ot, taki „debestof” Sabatonu, tylko na żywo. No i na koniec dostajemy kolejne – chyba nawet lepsze – wykonanie 40:1 zarejestrowane w Łodzi; a przynajmniej lepsze od – również będącego w zestawieniu 40:1 z The Sabaton Cruise.

Czy to dobre wydawnictwo koncertowe? Prawdę mówiąc śmiem wątpić. Chłopaki z Sabatonu Ameryki nie odkrywają, prezentują swoje najlepsze utwory poprawnie, ale wiele z tego nie wynika; zespoły power metalowe największą magię i energię generują podczas występów na żywo odbieranych na żywo. Jak ktoś z Sabatonem miał dotąd nie po drodze i chce się pobawić w nadrabianie zaległości, to World War Live może być odpowiednim kompendium. Fani gatunku raczej nic więcej dla siebie nie znajdą. Polecam z czystym sumieniem, bo szajsu nie ma (chyba że zgodnie z kluczem gatunkowym uznać, że cały power metal to szajs). Ale szału też nie.

(Dlatego też nie daję linka do YouTube’a, bo w przypadku tego albumu jest to bezcelowe.)

Reklamy
Komentarze
  1. jantheevening pisze:

    Twierdzisz, że szajsowatość jest wyznacznikiem gatunkowym power metalu?

    • misiekwolski pisze:

      Ja nie, ale wielu by pewnie się pod tym podpisało.

      • jantheevening pisze:

        Dlatego nie wolno być kryptofanem power metalu, tylko trzeba stawać z otwartą przyłbicą! 😀 Ja dołączę niebawem do frontu obrony power metalu z moją relacją z koncertu Gamma Ray.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s