Ultimate Review 3: Ultimate Daredevil & Elektra

Posted: 12/25/2011 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , ,

Po Ultimate Iron Manie wypadałoby mieć nadzieję, że gorzej być już nie może. I faktycznie, dalej jest tylko lepiej. W 2003 roku – kiedy Ultimate Marvel tryumfował swoimi regularnymi seriami – ruszyła czteroczęściowa historia o początkach Daredevila i jego romansie z Elektrą Nachios. Chronologicznie jest to pierwsza kanoniczna opowieść z Ziemi-1610, dlatego teraz oficjalnie rzucam ją na tapetę.

  

   

Ultimate Daredevil & Elektra zaczyna się niepozornie. Młoda dziewczyna, Elektra Nachios, rozpoczyna studia. Już na początku semestru jest świadkiem szykan i molestowania, jakich dopuszcza się inny student, Trey, na zastraszonej koleżance. Elektra staje w jej obronie, a że od szóstego roku życia trenuje sztuki walki, szybko spuszcza łomot Treyowi i ratuje dziewczynę. Następnie przedstawia ją oraz swoją współlokatorkę z akademika, Phoebe (inspirowaną postacią z Przyjaciół, na moje oko…), swojej mistrzyni, pani Stone. Dziewczyny szybko się zaprzyjaźniają i zaczynają wspólne lekcje samoobrony; Elektra zaczyna też spotykać się z niewidomym, ale ambitnym studentem prawa, Mattem Murdockiem. Tray jednak nie daje za wygraną i odgrywa się na uprzednio napastowanej przez siebie dziewczynie (której na imię Melissa, tak na marginesie), próbuje też spalić sklep ojca Elektry. Wszystko to sprawia, że Elektra jest coraz bliżej przekroczenia pewnej granicy. Czy Matt zdoła ją powstrzymać?

Jak na historię poniekąd superbohaterską, komiks ten pełen jest nierozwiązywalnych konfliktów, niepewności i bezsilności. Matt Murdock jest pryncypialny i wierzy w prawo, które studiuje, ceną wyznawanych zasad jest jednak samotność i rozgoryczenie. Choć daje wielokrotnie dowody swojej ogromnej inteligencji, nie jest w stanie zatrzymać przy sobie Elektry. Ta – jak zresztą sama mówi – jest wcieleniem feminizmu. W ogóle cała miniseria jest pełna nawiązań do ruchu emancypacji kobiet, ukazuje ich prawo do samostanowienia i piętnuje męski szowinizm (oraz patriarchalizm), którego przedstawicielem (oraz w pewnym sensie ofiarą) jest Tray, żyjący w cieniu bezkompromisowego i władczego ojca. Elektra usiłuje ułożyć sobie życie z Mattem – wyznaje nawet, że go kocha – jednak gdy on nieco wbrew jej woli usiłuje rozwiązać za nią jej problemy, reaguje agresywnie i repulsywnie. Jej największą sojuszniczką jest Phoebe, również feministka, a także pani Stone, dobroduszna, wyemancypowana mistrzyni sztuk walki. No i jest współlokator Matta, Foggy Nelson, który jak zwykle nic nie rozumie.

Scenarzysta komiksu, Greg Rucka, miał znakomity pomysł na zrobienie z Elektry postaci tragicznej: z jednej strony morderczej, bezkompromisowej ikony feminizmu, z drugiej kobiety zagubionej, która usiłuje być wierna swoim przyjaciołom i rodzinie nawet za cenę własnego szczęścia. Wewnętrzny konflikt wpisany w tę postać stawia ją po drugiej stronie barykady niż jej chłopaka i największą miłość, Matta Murdocka. Sam Murdock jeszcze nie stracił ideałów, jeszcze wierzy, że prawo i porządek mogą być zaprowadzone, i że on jest w stanie to zrobić. Przy Elektrze przyszły Daredevil (i niedoszły łowca wampirów, ale to na marginesie) wypada jednak naiwnie i niewinnie. Nie pomaga nawet sugestia panny Nachios, jakoby mógł on być mutantem (to zdanie nabierze wagi w kontekście innych komiksów). To właśnie Elektra i historia jej upadku jest motorem napędowym tego komiksu, co zresztą wychodzi tej historii tylko na plus.

No i rysunki Salvadora Laroccy. Stonowane, nieinwazyjne, spokojne, pokazujące normalne, ludzkie życie, ale – kiedy trzeba – bolesne i sugestywne (zwłaszcza w scenach następujących po gwałcie Treya na Melissie), pokazują tylko, że ta pseudo-superbohaterska opowieść jej mocno osadzona w rzeczywistości. Nie ma absurdalnych wolt i rozwałek (choć jest bieganie po dachach) charakterystycznych dla Marvela, są ludzkie emocje, konflikty, pasje i marzenia, których efektem jest tragiczne rozstanie Matta i Elektry. Gorzkie to początki dwójki bohaterów Marvela, a tym bardziej bolesne, że realistyczne. W tym duchu utrzymana jest zresztą i kolejna (chronologicznie) miniseria, która kończy opowieść o upadku Elektry i powstaniu Daredevila.

Reklamy
Komentarze
  1. LV pisze:

    Tak strasznie bylo mi szkoda Matta na ostatnich stronach tej serii, gdy Elektra zmusila go do podjecia decyzji, czy zostaje by ratowac to ludzkie scierwo jakim jest Trey czy idzie z nia.
    Sprawiedliwosc czy Milosc?
    Gdy Elektra odeszla, a on przewiazal noge tego bydlaka i niosl go do szpitala, jego spuszczona glowa dawala do zrozumienia jak ogromny smutek nim targal.
    Murdock to dobry gosc, ale slepa wiara w litere prawa jest bledna, bo przy wystarczajacych srodkach zloczyncy kpia sobie ze sprawiedliwosci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s