Ultimate Review 4: Ultimate Elektra: Devil’s Due

Posted: 12/26/2011 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Końcówka komiksu Ultimate Daredevil & Elektra mówiła dużo o głównych bohaterach, pokazała też w zarysie problemy i antagonizmy świata Ultimate Marvela, ze szczególnym uwzględnieniem akcentowanego przez Ruckę feminizmu i ostracyzmu kobiet. Na kontynuację losów Matta Murdocka i Elektry Nachios nie trzeba było długo czekać; po pierwsze dlatego, że w 2004 roku miał mieć premierę spin-off filmu Daredevil, zatytułowany właśnie Elektra, a po drugie ze względu na elektryzującą, napiętą atmosferę pod koniec poprzedniej miniserii. Nic więc dziwnego, że Elektra znów znalazła się w centrum uwagi.

   

 

W domu Eelektry problemy. Jej ojciec nie ma pieniędzy, żeby otworzyć swoją pralnię, z pomocą przychodzą mu więc kuzyni, podobnie jak on – imigranci z Cypru. Jak to jednak z imigrantami z Cypru bywa, prowadzą oni szemrane interesy. Pralnia ojca Elektry szybko więc staje się pralnią brudnych pieniędzy, traf jednak chce, że księgowy cypryjskiej mafii zmienia stronę i idzie zeznawać przeciwko swoim mocodawcom oraz ich kontrahentom. Jeden z nich – Wilson Fisk – jest szczególnie zainteresowany w odzyskaniu kajetu owego księgowego. Żeby zabezpieczyć swoje interesy, sprowadza on z Chicago płatnego zabójcę, który ma rozwiązać problem księgowego: a nazywa się on Benjamin Poindexter, a.k.a. Bullseye.

Uczynienie z Elektry głównej, dynamicznej postaci komiksu było znakomitym posunięciem. Po pierwsze, walka Murdocka o utrzymanie ideałów młodości nie byłaby nawet w połowie tak ciekawa, jak utrata niewinności panny Nachios. Chcąc uratować ojca od mafijnych konszachtów, osobiście idzie do swoich kuzynów i oferuje swoje usługi, tam też po raz pierwszy spotyka Wilsona Fiska. Nie waha się przyjmować zleceń od mafii, a gdy – przez nią – jej ojciec trafia do więzienia, robi wszystko, aby go ocalić. Sprzymierza się też z Mattem przeciwko Bullseye’owi, choć oczywiście ma własne plany. Stopniowo odgradza od siebie wszystkich, którym na niej zależy, a do Murdocka odnosi się wręcz obcesowo (nadal nie mogąc mu wybaczyć kłamstwa z poprzedniej miniserii). Oszukuje, zdradza, kradnie, wchodzi w środowisko mafii i coraz głębiej zanurza się w bagno zależności i gangsterskich powiązań, czym zwraca na siebie uwagę samego Fiska.

Matt ewidentnie jest w tym komiksie postacią drugoplanową; ponownie – i po rycersku – rzuca się na pomoc Elektrze, która wprawdzie przyjmuje jego asystę, ale nie przeszkadza jej to zdradzić Murdocka w dogodnym momencie. Ewidentnie stara się on ją ocalić przed bagnem, w jakie sama wchodzi, koniec końców jednak opuszcza miłość swojego życia, pozostając przy swojej wierze w sprawiedliwość poprzez prawo. Gdy musi wybrać między nią a ideałami, pozostaje przy ideałach, ukazując – dość obcesowo – Elektrze jej błędy. Oczywiście po drodze jest cwaniakiem, zgrywa chojraka, zaczyna praktyki w firmie adwokackiej i walczy z przestępcami, co ciekawe – ani razu nie zakładając kostiumu. Swoją rolę – acz drobną – ma też Foggy Nelson, który ewidentnie wspiera Matta we wszystkich wyczynach: tak prawniczych, jak i superbohaterskich.

Uniwersum Marvela wybitnie się rozrasta, czego dowodem pojawienie się głównego rozgrywającego w nowojorskim półświatku, Wilsona Fiska, oraz jego głównego enforcera, Bullseye’a. Obaj są dość typowi i przewidywalni: Fisk konkretny, inteligentny i groźny, Bullseye (który tylko raz ubiera coś na kształt swojego kostiumu, a i to bez maski) cyniczny, wygadany i wredny. Ich relacje odzwierciedlają sytuacje znane z filmu Daredevil, w pewnym momencie Poindexter nawet żartuje z Murdocka, że o ślepym pogromcy przestępców na pewno ktoś powinien coś nakręcić. Z kolei zmiana scenarzysty trochę rozwinęła postać Elektry; w wizji Mike’a Careya panna Nachios wprawdzie zdystansowała się od swoich przyjaciół, ale zapomniała o granicy, jaką nieomal przekroczyła w poprzedniej miniserii. Gada więcej, jest bardziej ironiczna, ciągle uczulona na seksizm, ale jakby – mimo zadymy z Mel i Treyem – wciąż bardzo niewinna, a widok trupa nagle wywołuje u niej lęk. Ewidentnie jest jeszcze na początku swojej drogi przyszłej zabójczyni, choć nie ma już dla niej odwrotu.

Rysunków Salvadora Laroccy nie będę osobno komentował, bo nie odbiegają swoim stylem i charakterem od ostatniego razu. Znakomicie odnalazł się w roli ilustratora mniej kameralnej, bardziej złożonej historii, która superbohaterska jest tylko z wierzchu. Jeśli ktoś czeka na prawdziwych, kostiumowych herosów, w Ultimate Elektrze ich nie będzie. Znajdzie się jeden za to w następnym wpisie, taki sympatyczny, młodziutki. I łażący po ścianach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s