Kot(y) w butach… po węgiersku

Posted: 01/07/2012 by magoo8787 in Narracje
Tagi: , , , ,

Od 5 stycznia w polskich kinach gości „Kot w butach” – pierwszy „samodzielny” film pamiętnego słodkookiego kociaka, znanego wpierw ze „Shreka”. Dzieło to obejrzałem, zachwytu nie odczułem. Przypomniał mi się jednak jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu oglądałem, a którego bohaterami były m.in. koty. Mowa o „Mieście kotów” (ang. Cat City, węg. Macskafogo). Podaję węgierski tytuł, ponieważ sam film jest właśnie dziełem z kraju naszych bratanków.

Reżyserem stworzonego w 1986 r. jest Bela Ternovszky, a scenarzystą Jozsef Nepp. Co ważne, pomimo faktu, że to produkcja z kraju komunistycznego, doczekała się ona dystrybucji w Stanach Zjednoczonych. Kontakt z filmem mam od dzieciństwa – niegdyś dojrzałem o nim infomację w którejś z gazet w przeglądzie popularnych kaset video z połowy lat 90. Potem w ramach jakiegoś prezentu od kogoś dostałem własną (przegraną oczywiście) taśmę. Wersja była zdubbingowana przez Amerykanów i z podłożonym polskim lektorem. W czasach dzieciństwa bez internetu trudno było uzyskać wiele informacji, stąd też przekonanie, że bajka była dziełem amerykańskich twórców miałem przez kolejne lata, aż w końcu w przypływie nostalgii poszukałem czegoś więcej. A tu okazało się, że to węgierskie dzieło.

O czym jest sam film? Początek stworzono w konwencji napisu z „Gwiezdnych wojen” – ten jednak informuje, że w roku 80. przed narodzeniem Mickey Mouse na planecie Domestica (w amerykańskiej wersji) trwała walka kotów oraz myszy. Szybko dowiadujemy się, że ci źli to koty – mało który nie nosi ze sobą granatów, pistoletów czy karabinów, a biedne myszy starają się bronić, choć przychodzi im to z trudem. Fabuła „Miasta Kotów” mówi o wysłaniu najlepszego szpiega myszy (w oryginale węgierskim to Grabowski; po angielsku ochrzczono go bodajże Garrym Gumshootem, natomiast w polskim tłumaczeniu był to Garry Gangut) do Japonii (do miasta Pokyo), celem zdobycia planów broni od doktora Fushimishi. Grabowski to oczywiście mysi James Bond, który ma doskonały słuch, zębami otwiera puszki, a ogona używa do wielu celów, m.in. zwisania z budynku lub chwytania ukradkiem przedmiotów.

Niestety koci wywiad okazuje się bardzo dobry, wszędzie pełno ich pluskiew, szpiegów, a głównodowodzący, jednooki Mr. Teufel (w wersji amerykańskiej po prostu D.), notoryczny pijak, palacz cygar, łykający tabletki uspokajające, wysyła ekipę szczurów, mających dorwać Grabowskiego. Mysi agent musi m.in. poradzić sobie na statku z kocimi piratami, a potem w butelce dotrzeć do Pokyo, gdzie również czeka stado groźnych kotów. Jeszcze trudniejszy jest powrót, kiedy dochodzi do prawdziwej ulicznej batalii myszy z kotami, w której obok wystrzelenia milionów nabojów, koty strzelają torpedami, zrzucają bomby, a nawet zrywają drogi, by uniemożliwić myszom dotarcie do celu.

Drugim wątkiem jest wysłanie fałszywego agenta, który miał zmylić pościg – Leniwego Dicka, którego jedyną umiejętnością jest gra na trąbce. W związku z atakiem terrorystycznym jego samolot spada jednak gdzieś w dżungli, a pulchna mysz trafia w ręce nietoperzy-wampirów, którzy noszą meksykańskie stroje i mówią z hiszpańskim akcentem, przy okazji nosząc rewolwery, których uwielbiają używać.

Brzmi absurdalnie? Być może, ale trzeba przyznać, że oglądając ten film po kilkunastu latach nie czuć, że się zestarzał. Ma on już ponad ćwierć wieku, ale wciąż warto go oglądać jako świetną parodię kina szpiegowskiego. Z dzisiejszego punktu widzenia trudno byłoby nawet powiedzieć, że to bajka dla dzieci – dużo przemocy, broni, cygara i alkohol, a nawet… nagie mysie biusty (!).

Znaleźć „Miasto kotów” w polskiej czy angielskiej wersji nie jest najłatwiej. Płyty DVD, wydane jakiś czas temu, krążą po sklepach internetowych w cenach zaczynających się od 60 dolarów. Na szczęście jest youtube, gdzie ktoś uprzejmy umieścił cały film. Co prawda z węgierską ścieżką dźwiękową, ale z napisami angielskimi (nie przetłumaczono jedynie piosenek, które Amerykanie też zdubbingowali). Poniżej część pierwsza, po jej zakończeniu wyświetlają  się odnośniki do kolejnych. Całość trwa około 90 minut, ale zaręczam, że to kawał dobrego kina i też z kotami w butach…

P.S. Pod koniec 2007 r. Węgrzy wypuścili sequel. Nie dotarł jak na razie do Polski, nic nie wiadomo też o dystrybucji anglojęzycznej. Można jednak zajrzeć na węgierski trailer:

 

Magoo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s