Ultimate Review 16: Ultimate X-Men: Return to Weapon X

Posted: 01/12/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Kiedy ostatni raz widzieliśmy się z X-Menami, to straszyli oni Petera Parkera w galerii handlowej, a wcześniej uratowali prezydenta USA przed Magneto. Przy czym warto nadmienić, że choć Ultimate Marvel o tym nie wspomina, to okres zadymy z Bractwem Mutantów przypada na prezydenturę Billa Clintona. I tenże Bill Clinton na kartach komiksu jest przez Magneto rozebrany do naga i liże mu buty… czyżby jakaś podprogowa deklaracja polityczna?

   

 

Tak czy inaczej kryzys zażegnany, Bractwo jest ścigane, a mutanci mogą rozpocząć pokojowe starania o swoje prawa. Najbardziej oczywiście cieszą się akceptacją… Japończyków. Ta sytuacja jest nie na rękę znanemu nam już pułkownikowi Johnowi Wraithowi, który dowodzi elitarnymi oddziałami mutantów podporządkowanymi S.H.I.E.L.D., czyli jednostką Weapon X. I nadal nie może przeboleć, że z jego jednostki zbiegł Wolverine, dlatego postanawia porwać go z Instytutu Xaviera, a przy okazji wcielić do Weapon X resztę X-Men… Tak rozpoczyna się średnio narysowany (bo siedziało nad nim na zmianę trzech rysowników: Adam Kubert, Tom Ramey i Tom Derenick), ale ważny dla losów świata Return to Weapon X. Weapon X to jednostka paskudna, w której pracują największe wojskowe szumowiny. Zresztą Wraith to podręcznikowy przykład „złego porucznika”, który nie toleruje mutantów, nie szanuje ich i często torturuje dla samej przyjemności torturowania, choć robi to wszystko z miłości do ojczyzny, co wielokrotnie deklaruje na swój chamski i małomiasteczkowy sposób. Nie waha się nawet przystąpić do puczu, byleby tylko ochronić USA przed największym zagrożeniem, jakie zna: mutantami. Dlatego ci pod nim w Weapon X nie mają lekko: młoda i jeszcze niewinna Rouge zmuszana jest do strasznych rzeczy, co zabija w niej jakiekolwiek ślady empatii, tej natomiast ma w sobie dużo potworny osiłek Juggernaut. Niemieckiego teleportera, Nightcrawlera, nikt nawet nie nauczył angielskiego. Sabretooth natomiast ochoczo staje po stronie oprawców i chętnie poddaje się operacjom dr. Corneliusa, czyli lokalnego Mengele, które mają postawić go na równi z byłym członkiem Weapon X i największym wrogiem, Wolverine’em. Obu panów łączy bowiem nieco irracjonalna nienawiść powodowana bardzo stadnymi instynktami, co oczywiście znajduje ujście w epickiej walce w lesie, no bo gdzieżby indziej.

X-Men pod wodzą Wraitha też nie mają łatwego życia: wszystkim wszczepia się pod czaszkę miniładunki wybuchowe, grożąc, że w razie próby ucieczki zdetonują bomby w głowach ich najbliższych: tym samym Marvel Girl zmuszona jest zabić koreańskiego naukowca zajmującego się nielegalnymi praktykami genetycznymi, by ocalić życie Scotta. Storm przechodzi modyfikacje szkieletu, Beast pod wpływem eksperymentów Corneliusa obrasta niebieskim futrem. W całym tym szaleństwie jedynie Cyclops i Marvel Girl – po rzekomej śmierci Xaviera – zachowują się jak harcerzyki, starając się nie zdradzić ideałów swojego mentora. Zresztą zdolności przywódcze Cyclopsa wystawione są na ciężką próbę, podobnie jak człowieczeństwo pozostałych mutantów z Weapon X. Marvel Girl widząc, przez co wszyscy przechodzą, jest nawet w stanie wybaczyć Wolverine’owi, że jego początkowym zamiarem było zabicie Xaviera (Xavier jest zresztą wciąż moralnie ambiwalentny; z jednej strony nie chce zabijać i rzekomo ma opory przed mieszaniem w głowach studentów, z drugiej jednak bezkarnie czyta ich wspomnienia i tak naprawdę nie waha się ich zmieniać, a to nie jest fajne). Po katuszach w Weapon X każdy jej zdaniem pozbyłby się hamulców moralnych. Co zaś do Wolverine’a, to ciekawie rozgrywa się sprawa jego obecności w X-Men i celów, jakie mu przyświecają. Mówiąc oględnie, ewidentnie rywalizuje on z Cyclopsem o względy Jean, choć Scott zdaje się tego nie dostrzegać. Pojawiają się również reminiscencje jego przeszłych misji dla Weapon X, między innymi w Zatoce Perskiej, gdzie po raz pierwszy (?) spotyka pułkownika Nicka Fury’ego. Sam Fury jest zresztą istotnym uczestnikiem wydarzeń i – jak się okazuje – jednym z tajnych sojuszników Wolverine’a od czasów wojny w Zatoce; być może nawet od początku był jego człowiekiem zarówno w Weapon X, jak i w Bractwie Mutantów. Ich wzajemne relacje to w każdym razie tajemnica, która czeka na odkrycie; tak czy inaczej, obaj panowie jeszcze się staną istotni. Tutaj Nick jest Marvelowskim odpowiednikiem Jamesa Bonda (ma miliardy gadżetów, m. in. najgenialniejszą rzecz świata: buty spadochronowe!), a ocalenie go z rąk indyjskich terrorystów (i to jest misja, w której uczestniczył podczas zadymy z dr. Octopusem w Ultimate Spider-Manie) jest pierwszym zadaniem X-Men w szeregach Weapon X. No i X-Men wykonują to zadanie brawurowo. Niekonwencjonalny plan ratowania X-Men z Weapon X – ukuty przez Wolverine’a – ma silne reperkusje, zarówno dla X-Men, jak i S.H.I.E.L.D. (zgadnijcie, kto ginie i kto zajmuje jego miejsce?) oraz Bractwa Mutantów,  po śmierci Magneto rządzonego przez Wandę i Pietro. Wprawdzie ślady na psychice wszystkich będą jeszcze widoczne przez dłuższy czas, ale układ sił na świecie się zmienił i stworzył grunt pod pojawienie się w uniwersum 1610 nowych graczy. Jakich? Dowiecie się niebawem. P.S. Choć jest solidna zadyma z rysownikami, przez co całość się trochę nie klei, zwracam uwagę na fenomenalne okładki, które na długi czas stały się znakiem rozpoznawczym serii Ultimate X-Men. Są lepsze nawet od okładek Ultimate Spider-Mana (a i te dają radę), tak że jest na co popatrzeć (no, może poza ostatnią, zrobioną ewidentnie na szybko, jak cały komiks).

Reklamy
Komentarze
  1. LV pisze:

    W trakcie czytania tego tomu strasznie glosno smialem sie z Marvel Girl. Z jej glupoty, z jej bezmyslnosci i z jej durnych idealow.
    Gdy miala do wyboru zycie hinduskiego (nie koreanskiego naukowca jak to napisales), a Cyclopsa, a potem buczala mu w ramie w celi glosno cytowalem jej wlasne slowa „NIE ZABIJAJ GO WOLVERINE!”. Z pewnoscia pamietasz te sytuacje z pierwszego tomu, gdy powstrzymala Rosomaka przed zabiciem Wraitha w Kanadzie. Idiotka.
    Gdyby Wraith wtedy zginal, wydarzenia tego tomu nigdy nie mialyby miejsca, bo to on jest glownym pionkiem i dyrygentem w Weapon X.

    Podobnie pozniejsza sytuacja jak wyzwolilo ich Bractwo Mutantow i Colossuss chcial rozpieprzyc kwatere Weapon X i zabic wszystkich zolnierzy w srodku. Ta idiotka ponownie wierzac w swoje bzdurne idealy chciala powstrzymac wszystkich mutantow pragnacych zemsty na swoich oprawca. Hurr bo wtedy nauki profesora X poszlyby w las.
    Tacy durni idealisci nie rozumieja, ze jesli pozwolisz takim scierwom zyc to wroca po ciebie i sprobuja cie zabic, o czym Wolverine sie przekona duzo pozniej w tomie Blockbuster.

    Swoja droga w tym tomiszczu podobaly mi sie relacje interpersonalne miedzy X-Menami i Bractwem Mutantow. Zawsze zdawalo mi sie, ze to smiertelni wrogowie, ktorzy sie nienawidza, ale widac, ze potrafia normalnie ze soba rozmawiac i sie kumplowac, raptem tylko stoja po drugiej stronie barykady. Doprawdy dziwna relacja, ale jakas taka przyjemna 😀

    • misiekwolski pisze:

      Faktycznie, był hindusem. Dzięki za zwrócenie uwagi, zaraz to poprawię.
      Relacja X-Men z Bractwem była – mam wrażenie – pisana trochę na wzór tej z kreskówki „X-Men: Evolution” i chyba chodziło o zjednanie wyobrażenia Bractwa w obu odmianach – komiksowej i animowanej. I tak jak tam, Bractwo robi naprawdę złe rzeczy tylko wtedy, kiedy dyryguje nim Magneto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s