Ultimate Review 17: Ultimate X-Men: You Always Remember Your First Love

Posted: 01/13/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Kiedy wokół szaleje wielka polityka i ważą się losy świata, można odnieść wrażenie, że mutanci zajmują się przede wszystkim wielkoformatowymi sprawami. W praktyce jednak zarówno X-Men, jak i Bractwo Mutantów, są daleko od zwykłego, codziennego życia, od ulicy i prawdziwych ludzi. Tymczasem tam mogą rozgrywać się prawdziwe dramaty. Za serię Ultimate X-Men wzięli się w pewnej chwili scenarzysta Chuck Austen i rysownik Essad Ribic; mam wrażenie, że trochę na próbę. I wyszło znakomicie.

 

Poznajcie Remy’ego LeBeau, młodego kloszarda, włóczykija i drobnego złodziejaszka, który żyje z tego, co znajdzie i ukradnie albo zarobi. A zarabia magicznymi sztuczkami z kartami, których zna setki. Nieprzejednany urok łotrzyka i enigmatyczne umiejętności stawiają w pewnej chwili na jego drodze małą dziewczynkę bez buta. Prosi ona Remy’ego, żeby ten użył magii i wskrzesił jej rodziców, których – jak się okazuje – zamordował bandyta imieniem Hammerhead. 

Remy to łotr o dobrym sercu, który stara się przeżyć na ulicy nie staczając się zbytnio ani nie zostając chłopcem bogatych homoseksualistów, handlarzy organami i każdego, kogo można spotkać nocami w zaułkach Nowego Jorku, Jego urok potęgowany jest przez bezpośrednią, młodzieńczą szarmanckość i akcent z Luizjany (skąd prawdopodobnie uciekł przed porywczym i srogim ojcem). Przygarnia on dziewczynkę i w porywie szlachetności obiecuje jej, że nauczy się tego rodzaju magii, który pozwoli wskrzesić jej rodziców. Jednocześnie – jak się okazuje – wpada w poważne tarapaty, dziewczynka ma bowiem coś, czego Hammerhead bardzo pożąda. Remy jednak nie jest bezbronny – wszak jest mutantem. Jest coś szalenie uroczego i naiwnego w tym romantycznym włóczędze, wolnym błękitnym ptaku, księciu nowojorskich ulic. Sposób, w jaki nosi płaszcz czy uwodzi kobiety, muzyka której słucha, troska, jaką otacza bezbronną dziewczynkę, stanowczość z jaką odmawia Xavierowi przyłączenia się do X-Men (ma bowiem ważniejsze sprawy)… to wszystko sprawia, że mały świat Remy’ego jest ciekawszy, ważniejszy i bardziej znaczący niż wielka historia, której uczestnikami są X-Men. Drużyna Xaviera jest silna, zgrana, nawet sympatyczna i dzielna, słowem – możemy ją lubić… ale to Remy’ego kochamy. Bo to Remy nie kryje swoich emocji, bo to Remy nie ma nic do stracenia, wreszcie to on bez wahania roztacza swoją mizerną (ale piękną) opiekę nad przypadkowo spotkaną na ulicy dziewczynką. I to stanowi znakomity oddech po dwóch wielkich i epickich historiach Millara. Konieczny oddech.

Sama fabuła nie jest może jakoś szczególnie złożona – a w sumie nawet dość sztampowa… ale to wystarczy, by polubić Remy’ego. Pojawiają się wielkie nazwiska, dowiadujemy się na przykład o istnieniu niejakiego Nathaniela Essexa czy gangstera Allana Silvermane’a, mamy też masę nawiązań do popkultury (dziewczynka pyta Remy’ego na przykład, czy zna Dumbledore’a, lubi słuchać Britney Spears i inne takie). Ten świat żyje dzięki postaciom takim, jak Remy LeBeau, i jest przez to mniej papierowy. I pozwala wierzyć, że jest jeszcze trochę dobra w ludziach z uniwersum 1610.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s