Ultimate Review 20: Ultimate Marvel Team-Up: Spider-Man & Master of Kung-Fu

Posted: 01/16/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , , , ,

Powoli kończy się seria Ultimate Marvel Team-Up. Cieszycie się? Ja trochę tak, bo seria w zasadzie miała więcej słabszych niż mocniejszych momentów. Mam wrażenie, że Brian Bendis też dostrzegł to w pewnej chwili, bo próbował eksperymentować. Jego kolejne pomysły na nowych, genialnych (bądź nie) rysowników i na kolejne fabuły można oceniać różnie, ale były wśród nich perełki. Historia o mistrzu Kung-Fu to właśnie jedna z nich.

  

Peter i Mary wędrują sobie ulicami Nowego Jorku dyskutując o Szekspirze, kiedy widzą młodego Azjatę atakowanego przez bandę zbirów z pobliskiego Chinatown. Peter rusza do akcji, wbiega na dach, przebiera się i gna na ratunek, w międzyczasie okazuje się jednak, że ów Azjata własnoręcznie rozłożył całą szajkę. Spider-Man jest zafascynowany i postanawia wziąć u niego kilka lekcji Kung-Fu. Niestety, ów Azjata – którego imię brzmi zresztą Shang-Chi – ma inne kłopoty… Jest kilka poziomów, na których historia ta zdobywa moje uznanie. Pierwszy to poprowadzenie narracji w oparciu o enigmatyczną chińską baśń o księciu i pająku. Buduje ona dość istotną dla wydźwięku całości osnowę determinizmu i próbie przeciwstawienia się losowi, podbitą dodatkowo dyskusją Mary i Petera o Hamlecie. Druga sprawa to sam Shang-Chi, milczący, przystojny mistrz Kung-Fu, który rzekomo zna wszystkie techniki walki świata (klasyczna marvelowska hiperbola), a którego życie i działania są wyjęte niczym z klasycznego kina Kung-Fu z lat 80. To działa i to cieszy, nad całą opowieścią wisi bowiem ten charakterystyczny aromat konwencjonalnej historii o romantycznym mścicielu i jego walce ze złem, obronie uciśnionych i innych takich. No i wreszcie w ten klimat wrzucony zostaje nasz stary znajomy, Spider-Man, który doznaje olśnienia: przecież byłby lepszy i skuteczniejszy, gdyby ktoś go nauczył walczyć! To znakomite ogranie kwestii mocy i odpowiedzialności: oto bowiem Peter – za namową Mary Jane – pragnie zrobić coś ze swoją mocą i podnieść swoje kompetencje jako superbohatera. A kto go tego nauczy lepiej niż sam mistrz Kung-Fu? No i rysunki. Rick Mays jest rysownikiem dość kreskówkowym, ale w kontraście do tradycyjnej chińskiej bajki te pełne dynamizmu, proste i zrobione z wyczuciem grafiki nawet dają radę. Nadal jednak – nie jest to Bagley. Okładki natomiast nadają całości stosowny feeling, jak z filmu klasy B o naparzających się mistrzach sztuk walki. Tak sobie myślę, że Bendis z Maysem umiejętnie wyzyskali i opracowali postać Shanga-Chi. I cieszę się, że wprowadzili go do Ultimate Marvela. Jakoś zawsze jest fajnie, gdy pojawia się jakaś postać czyniąca dobro wbrew mrocznej przeszłości, ale taka, która bynajmniej nie jest przesadzona. Dzięki temu ten świat pokazuje, że jednak wciąż pełen jest zwykłych ludzi i ich mniej lub bardziej dramatycznych problemów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s