Ultimate Review 24: Ultimate Spider-Man Super Special

Posted: 01/21/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Podziwiam Bendisa przede wszystkim za to, że z najgłupszych tudzież najbardziej nieudanych projektów potrafi on wyjść z twarzą, a nawet obrócić je w sukces; nie tylko  komercyjny, ale i  artystyczny. Oto więc seria Ultimate Marvel Team-Up, która zawierała zarówno takie perełki, jak opowieść o Man-Thingu czy Daredevilu i Punisherze, jak i pomysły co najmniej dziwne i pretensjonalne (większość pozostałych numerów), dobiegła kresu. Żeby jednak nie pozostawać w absolutnym zawieszeniu i nie utrzymywać czytelników w poczuciu niesmaku i zmęczenia serią, Bendis decyduje się na ryzykowną, ale spajającą wszystko klamrę. Panie i panowie: Ultimate Spider-Man Super Special!

Peter Parker jest w kropce. W ciągu ostatniego tygodnia przydarzyły mu się przynajmniej dwie sytuacje, których nie jest w stanie ocenić pod względem moralnym czy etycznym. Oto rzuca się na wielkiego czarnoskórego draga, który goni z pistoletem swoją ofiarę; Murzyn okazuje się jednak łowcą wampirów – Blade’em, a ofiara – bezlitosnym krwiopijcą. Oto zapobiega zabójstwu planowanemu przez Elektrę (!), wkrótce potem się jednak okazuje, że jej niedoszła ofiara to tyran i ludobójca (oczywiscie z Latverii, no bo skąd?). A na dodatek pani od WOS-u kazała mu przygotować prezentację o wybranym superbohaterze. I co teraz?

Zamysł Bendisa jest prosty, a realizacja – znakomita. Okazuje się, że właściwie wszystkie przygody w Team-Upach miały Petera nauczyć czegoś o byciu bohaterem. I jeśli tak na to spojrzeć, to nagle wszystko staje się jasne:  Wolverine był dla Parkera pierwszym wzorem, Hulk pokazał, jak ważna jest samokontrola, Iron Man – że nie można przesadnie zawierzać swojemu wyobrażeniu o świecie, Punisher i Daredevil – jak łatwo jest przekroczyć granicę, zza której nie ma już odwrotu. Man-Thing uzmysłowił Spider-Manowi cenę własnego strachu. X-Men nauczyli go tolerancji. Dr Strange – że są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nikomu nie śniło. Czarna Wdowa nauczyła go, że nie należy ufać pozorom, Shang-Chi pokazał, czym jest honor. Wreszcie pojawił się problem Blade’a i Elektry, których bohaterstwo było i jest bardzo względną rzeczą. W takim ujęciu Spider-Man staje się nie tylko częścią większego uniwersum (co – zdaje się – przyświecało Bendisowi jako główna idea serii Team-Up), ale też wyciąga z tego uniwersum wnioski i stara się ukuć jakąś receptę na życie. A gdy uzmysłowimy sobie, jak bardzo Ziemia-1610 chce być blisko rzeczywistości, ta recepta nabiera znamion realnego projektu… soteriologicznego? Chyba nawet.

Chodzi o złotą i od dawna znaną zasadę Spider-Mana: z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność.

W Ultimate Spider-Man Super Special Bendis strzela z każdego możliwego działa, żeby tę regułę czytelnikowi uświadomić. Najgenialniejszym posunięciem jest jednak nawiązanie do wspomnianej lekcji WOS-u. Pamiętacie, jak w międzyczasie zadymy z Otto Octaviusem pani prowadząca wiedzę o społeczeństwie kazała swoim uczniom przyjść z prezentacjami o wybranych superbohaterach? No więc właśnie ta prezentacja stanowi cudowny i w sumie bardzo prosty pretekst do zebrania wniosków Petera w jedną całość. Wszystko jest tu doskonale logiczne: skoro istnienie mutantów w społeczeństwie i powołanie do życia Ultimates staje się faktem, dobrze jest na nie zareagować dydaktycznie. Szkoda tylko, że z prezentacji odpytuje inna nauczycielka niż ta, która ją zadała. Ale ja się tam nie znam na amerykańskim systemie oświaty…

I nie, nie powiem Wam, jakiego bohatera Peter opisał w swojej prezentacji. Domyślcie się.

Rysunki. Wszystkie plansze w tym zeszycie są absolutnie FANTASTYCZNE (przykłady macie wokół). Bendis zrobił tu dokładnie to, co w swoim Daredevil: The Man Without Fear: najważniejszą scenę w komiksie polecił narysować kilku uznanym rysownikom, przez co w praktyce każdy ma po jednej planszy. A kogo w tym zestawie nie ma! Alex MAleev, Dan Brereton, John Romita Sr., Frank Cho, Jim Mahfood, Scott Morse, Craig Thompson, Michael Avon Oeming, Jason Pearson, Sean Philips, Mark Bagley, Bill Sienkiewicz, P. Craig Russell, Jacen Burrows, Leonard Kirk, Dave Gibbons, Mike Gaydos, James Kochalka, David Mack, Greg Weldele, Ashley Wood i kilku innych… w sumie dwudziestu sześciu (!) artystów, z których każdy nadał swojej planszy niepowtarzalny feeling. To jest bardzo fajne i ja takie klimaty lubię.

No i historie. Bendis wprawdzie znów wpakował nas w Fantastyczną Czwórkę (to samo zrobił Millar w The Ultimates… można się zastanawiać, czy przypadkiem nie sprzedaję Wam crapu mówiąc, że to błędy, ale wszystko wyjaśni się, gdy przejdziemy do komiksów o przygodach tej rodziny, nomen omen pisanych przez Bendisa i Millara) i szkoda, bo rozmowa z Richardsem i Torchem należy do ciekawszych. Pojawia się Blade i (wreszcie!) wampiry, nareszcie też dostajemy konkretniejsze informacje o tym, co porabia Elektra. Wracamy na chwilę do Daredevila, który nie znosi Petera, jak mało kto. Świat Ultimate Marvela staje się większy i donioślejszy (głównie przez te wampiry, a co!), ale miło wiedzieć, że ktoś nad nim panuje. I że to właśnie Brian Michael Bendis.

Reasumując, Bendis znakomicie obrócił eksperyment z Team-Upami na swoją korzyść i wprowadził nas w bogactwo uniwersum 1610. Można powiedzieć, że jesteśmy już w ten świat wdrożeni i możemy z wypiekami na twarzy patrzeć, co się w nim jeszcze stanie. Zapnijcie więc pasy, jutro bowiem jedziemy sprawdzić, co słychać u X-Men.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s