Ultimate Review 27: Ultimate Adventures

Posted: 01/24/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , ,

O tym, że wydawnictwo Marvel ma kompleks na punkcie komiksów DC – wiemy od dawna. Ale czy wiemy też, że kompleks ten przedostał się również do uniwersum 1610? Bo się przedostał, i to w najdziwniejszy z możliwych sposobów: za pośrednictwem miniserii Ultimate Adventures.

 

 

Hank Kipple jest sierotą o niespokojnym duchu, złośliwym i ekstrawertycznym chłopcem, którego wyczyny napawają przerażeniem ojca Joe, dyrektora sierocińca, w którym młody Hank się wychowuje. Tak jest do czasu, kiedy Kipple nie pomaga przypadkiem superbohaterowi Chicago, Hawk-Owlowi, w powstrzymaniu dwóch rabusiów. Hawk-Owl – prywatnie multimilioner Jack Danner – jest pod wrażeniem charakteru chłopca i postanawia go adoptować, aby następnie uczynić go swoim sideckickiem. Jest tylko jeden problem: Jack nie ma bladego pojęcia o dzieciach…

Dziwny to komiks. Przede wszystkim dlatego, że bardzo, ale to bardzo cierpi na kompleks Batmana. Scenariusz Rona Zimmermana miał zresztą chyba ośmieszać konwencję Mrocznego Rycerza i pokazywać, jak bardzo w quasi-realistycznym świecie, jakim chce być Ultimate Marvel, tego typu superbohater będzie wyglądać komicznie. Człowiek przebierający się za fuzję jastrzębia i sowy? No proszę was… Problem w tym, że Ziemia-1610 zdążyła znieść przez ten czas większe absurdy i koncepcja Zimmermana – w założeniu pewnie groteskowa – jest odbierana na tym samym poziomie zawieszenia niewiary, co całe uniwersum. A tutaj owszem, Hawk-Owl jako ojciec i milioner wypada strasznie ciapowato, jego działania są nieskoordynowane i pozbawione głębszego zamysłu, jednak cały sztafaż, gadżety, tajna baza (która jest gniazdem sów ukrytym w nieruchomym obłoku wiszącym nad posiadłością Dannerów… jeeez) i setup są tak bardzo wydumane, że trudno nie unieść brwi w grymasie zdziwienia. To się po prostu nie chce trzymać kupy, od logotypu Hawk-Owla poprzez zbroję skończywszy na kuriozalnej, pierzastej pelerynie. Dużą zasługę w kreowaniu tego kuriozum ma rysownik Duncan Fegredo, który ewidentnie inspirował się komiksami o Batmanie z lat 80., efekt jednak jest dość… niekoherentny.

Na szczęście jest Woody, czyli Hank Kipple. Wkurzający, boleśnie obrażony na wszystko i wszystkich, twardy i nieustępliwy dzieciak, słowem: idealnie wiarygodne trudne dziecko. Jeśli za coś go lubimy, to za fakt, że chce (choć nie zawsze potrafi) brać odpowiedzialność za swoje czyny. Daleko mu jednak do wszystkich innych bohaterów, ubiera kostium superbohatera (obowiązkowo z krótkimi spodenkami) chyba tylko po to, aby zrobić na złość Hawk-Owlowi. Co jednak sprawia, że jest on nawet do polubienia, to jego niewyparzona gęba: bezczelnie komentuje on wszystko i wszystkich,  często robiąc mniej lub bardziej pośrednie odniesienia do uniwersum Batmana. Niestety, wprowadza tym samym wiele chaosu nie tylko do fabuły, ale też odbioru: czy to jeszcze luźne nawiązanie, czy już pastisz? Główny antagonista miniserii, oszalały dyrektor szkoły (tak, wiem…) wskazywałby, że chodzi o to drugie, ale nawiązania do reszty uniwersum i próba uwiarygodnienia psychiki postaci (oraz tak lubiane przeze mnie chwyty antybohaterskie: rodzice Dannera nie giną z rąk kryminalistów, a brat umiera… stając na grabie; to mało bohaterski punkt wyjścia dla bohatera) każą myśleć o pierwszej opcji.

Właśnie: nawiązania. Nie ma ich wiele, ot raz pojawiają się Ultimates z propozycją, żeby Hawk-Owl zasilił ich szeregi (w drużynie są Pym i Thor, musiało się to więc stać między pokonaniem Hulka a zadymą z Wasp). Hank w pewnym momencie mówi również, że zasadniczo superbohaterowie wywołują strach, nie euforię. Danner przeszedł szkolenie w Weapon X, był więc agentem S.H.I.E.L.D. I to w sumie tyle. Na plus na pewno mogę zaliczyć motywację Dannera, która skłoniła go do ubrania kostiumu: wzorował się na ojcu Joe, który wszak sam nosił… koloratkę. Dla Dannera sutanna jest takim samym symbolem, taką samym kostiumem, jak uniform Hawk-Owla. Ciekawe…

O Hawk-Owlu i Woodym nigdy już prawdopodobnie nie usłyszymy. Ktoś na górze stwierdził, że ci superbohaterowie z Chicago nijak nie pasują do wielkiego świata Marvela. Dlatego też Ultimate Adventures można odczytywać jako ostatni z komiksów o lokalnych zabawach w heroizm, zapowiadający koniec pewnego etapu. Oto bowiem jak dotąd mieliśmy rozkoszną zabawę w sand-box, superbohaterowie latali po Ziemi bez większego ładu i składu. Pojawienie się Ultimates ten stan rzeczy zmieniło. W którą stronę będzie to dalej orbitować? O tym już za kilka dni.

Reklamy
Komentarze
  1. […] okazji warto wspomnieć o tym, że niedawno Misek pisał o innym marvelowym Batmanie. Ba, nawet zastanawiałem się, czy nie wrzucić jakiegoś kadru w opisywanego przez niego "Ultimate […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s