Ultimate Review 37: Ultimate Spider-Man: Suspended

Posted: 02/03/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Nielegalne mutacje genetyczne nie rozwalają już Waszyngtonu, a Peter Parker może wrócić do swojego tradycyjnego łażenia po ścianach. I bardzo dobrze, bo w tej roli wypada najlepiej. Bendis już o to zadbał.

 

Tym razem zastajemy Spider-Mana w sytuacji, która jest dla niego bardziej klasyczna: oto staje on – jak zwykle – do walki ze zorganizowaną przestępczością. Okazuje się bowiem, że Kingpin wrócił do miasta, a oskarżenia o morderstwo zostały oddalone przez sąd. Tego Peter nie może zrozumieć; jest dla niego niepojęte, w jaki sposób król mafii, którego sfilmowano jak zabijał,  może teraz chodzić bezkarnie po ulicach Nowego Jorku. Niewygodne pytania, jakie przy okazji zadaje, wpędzają go w kłopoty: najpierw w pracy, potem w szkole. Postanawia więc na własną rękę ruszyć za Kingpinem…

Nie przesadzę, jeśli powiem, że to jedna z najlepszych historii o Spider-Manie, jaka wyszła spod ręki Bendisa. Peter już zna cenę bohaterstwa i wie, że z wielkimi chłopcami nie ma co zadzierać i w ratowanie świata się nie pchać, ale nie przeszkadza mu to w próbie sprzątania własnego podwórka. Walka ze zorganizowaną przestępczością wychodzi mu bardzo dobrze,  rozwinął się przez ostatnie pół roku i stał się jeszcze bardziej skuteczny. Tak. To jest Spider-Man, jakiego znamy i kochamy. Rzutki, ironiczny, sarkastyczny i bezczelny, radzący sobie z przeciwnościami w swoim indywidualnym stylu. Aż chce się powiedzieć: nareszcie! Panie Bendis, ja wiem, że wielka intryga i tak dalej, ale ten Spider-Man jest po prostu fantastyczny. Hardy, ciekawy świata, przebiegły i złośliwy, a co ważniejsze… nieprzesadzony.

I ja też nie przesadzam. Co drugie zdanie wypowiedziane przez Petera to prawdziwa perełka. Sposób, w jaki radzi sobie z cynglami Kingpina i styl, z jakim to robi, to prawdziwy majstersztyk. A ich rozmowa przy obiedzie powinna przejść do historii jako klasyczny, westernowy zabieg spotkania dwóch nemezis i ich wzajemnej kontestacji. Naprawdę, ten komiks sam się czyta i to czyta się świetnie. A gdy jeszcze dostajemy dodatkowe – bardzo wiarygodne – tło dla całej historii, jak machinacje radnego Bullitta, który pragnie dostać się na stołek, kolejne uwypuklenia charakterów pracowników „Daily Bugle”, zachowania cioci May (cały czas zachodzę w głowę, czy Bendis czegoś nie poknocił: jest powiedziane, że May Parker i Mary Parker były siostrami, a obie noszą nazwiska po mężach, Richardzie i Bene… WTF?) czy przede wszystkim motywacje J. Jonah Jamesona i źródła jego niechęci do Spider-Mana… to wszystko splata się w opowieść tak lekką i zarazem tak prawdziwą, że Ultimate Six wydaje się przy tym przyciężkie i niestrawne.

P.S. I nie codziennie ciocia May pokazuje, że ma ikrę:

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s