Na bankiecie u kapelusznika

Posted: 02/04/2012 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , , ,

Od czasów Trupy Trupa i rock-opery Krzyżacy jest to chyba najciekawsze zjawisko muzyczne, jakie pojawiło się na polskim rynku. Absurdalny, wciągający i hipnotyzujący zespół Camero Cat powraca z projektem Mad Tea Party, będącym… bo ja wiem czym? Soundtrackiem do pop-opery? Alternatywą spod znaku Gaby Kulki? Występem teatralno-kabaretowym? Czy może tym wszystkim i czymś jeszcze? Zapraszam do wysłuchania.

 

To skoro już mamy pojęcie, o czym mniej więcej mowa, to tradycyjnie – okładka. W sumie gustowna, taka trochę retro, nieujawniająca niczego, co znajdziemy na płycie. To na swój sposób nawiązanie do kiełkującej ostatnio, lokalnej szkoły okładkowania płyt: wszak Trupa Trupa też miała oprawę graficzną, która nie mówiła absolutnie nic o niczym. Tu jest podobnie:

Ale wróćmy do muzyki. Wstęp mamy za sobą, wiec już wiemy, że idziemy raczej w stronę Nicka Cave’a, Kurta Weilla czy nawet Toma Waitsa, z małym ukłonem w kierunku The Cure, a wszystko to w oparach absurdu i kolorystyce rodem z chociażby Soku z żuka Tima Burtona. Tak, myślę, że ten film (poza oczywistą Alicją w Krainie Czarów) mieli w głowie muzycy, kiedy popełniali to dzieło. Drugi utwór na płycie, Tea Song, jeszcze to wrażenie potwierdza, kierując nas dodatkowo w sfery okupowane jak dotąd przez Something Like Elvis. The Town Lost In Lies to już z kolei mariaż z emocjonalną piosenką w stylu wspomnianych The Cure. Chcemy bardziej kabaretowo? Camero Cat karmi nas kawałkiem Potions, który z powodzeniem może być grany w zadymionych, dusznych piwnicach (cały czas mamy jednak w głowie Burtona). Nieco bardziej popowo jest na dwóch kolejnych utworach, z przyczyn mi nieznanych będących de facto jednym kawałkiem podzielonym na dwie części: Soire Of Three Cats And A Rat. Nadal jednak jesteśmy gdzieś na obrzeżach kabaretu i teatru absurdu, nadal gdzieś w tle jest Tom Waits, nadal jesteśmy w dusznej knajpie. Druga część jest nawet bardziej Waitsowska, mamy też ukłon w stronę jazzu. Nieco spokojniej – znów wracamy do The Cure – jest chyba w najlepszym kawałku na płycie, Box Of Desire. Posłuchamy?

 

Prawda, że wspaniałe? Podobnie jest na nieco bigbeatowym Persuasion i kabaretowym, zbliżającym nas do piosenki aktorskiej (znów Gaba Kulka), a przewspaniałym Show Time. Troszkę bardziej rockowo jest w Bedtime Story, choć jak na kołysankęna dobranoc nadal dużo w niej papierosowego dymu i dusznej kawiarni. Na koniec zaś mamy uderzenie w stylu Something Like Elvis, czyli przepiękną, brudną, Waitsowską balladę When The Sun Is Coming Up…

W ogóle duch Something Like Elvis unosi się nisko nad Mad Tea Party, tym bardziej warto zainteresować się tą płytką i całym zespołem Camero Cat, zanim podzielą oni los Elvisów – swojego już legendarnego, a mocno niedocenianego poprzednika; do którego przekonali się wszyscy już po rozpadzie. No i oczywiście klimat międzywojennego kabaretu, dusznej kawiarni, do której idzie się na całą noc na wódkę i wychodzi dopiero nad ranem, wlokąc swój zmęczony cień do domu. Nam wszystkim tego typu klimat jest doskonale znany (może dlatego blisko Camero Cat do Gaby Kulki w paru miejscach), stąd jestem przekonany, że jeśli ktokolwiek zabalował kiedykolwiek i gdziekolwiek do rana, doskonale zrozumie się z tą płytką.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s