Ultimate Review 41: Ultimate X-Men: New Mutants

Posted: 02/09/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Był taki moment w historii uniwersum 1610, że Brian Michael Bendis pisał wszystko. I o ile w przygodach Spider-Mana miał on z Bagleyem dość wyraźnie zarysowany pomysł na rozwój narracji, Fantastyczna Czwórka dopiero się rozkręca, a miniserie o rozwałkach w Waszyngtonie itp. to krótkotrwałe odskoki, o tyle na polu X-Men trzeba było nie tylko wiarygodnie poprowadzić wątki rozpoczęte przez Millara, ale też nadać serii unikalny i nietypowy charakter bendisowej narracji. A jak to zrobić najlepiej? Wprowadzić nowych mutantów.

 

 

 Do szkoły Xaviera przybywa nowy mutant, Warren Worthington III. Jego wygląd anioła wprowadza niepokój wśród wszystkich – szczególnie Rouge – i wywołuje małe zamieszanie wśród miejscowej ludności. Beast – żywiący ewidentny kompleks Warrena i zbesztany za to, że zdradza niuanse z życia X-Men na forach internetowych – opuszcza grupę, by wkrótce zostać skaptowanym przez nowy zespół, fundowany przez rząd USA. Okazuje się bowiem, że nieprzychylne mutantom kręgi polityków chcą – za plecami S.H.I.E.L.D. – wprowadzić dystans między prezydentem a Xavierem, co prowadzi do nieoczekiwanej eskalacji…

Pierwsza rzecz. Na tym etapie szkoła Xaviera jest miejscem publicznym, a on sam czuje się na tyle bezpiecznie, by móc – jeśli kiedykolwiek to robił – zaprzestać czytania myśli swoich studentów. A przynajmniej tak wyglądają jego deklaracje, skądś jednak wie, że np. Warren jest zafascynowany Storm, a Rouge zaniepokojona obecnością w X-Men tak anioła (Worthingtona), jak i diabła (Nightcrawlera). Obok oficjalnej, stonowanej i charyzmatycznej fasady pojawia się jednak bardziej niewygodna kwestia: gdzieś w Południowej Karolinie budzą się moce pewnego młodego mutanta, który wydziela wokół siebie straszliwie toksyczny gaz zabijający wszystko, co oddycha. W jego rodzinnym miasteczku ginie ponad 300 osób i Wolverine zostaje tam wysłany, żeby posprzątać. A może to zrobić tylko w jeden sposób… W ogóle to niesamowicie mroczny i gorzki zeszyt, strasznie pesymistyczny i niepokojący. Logan zmuszony jest do ostateczności i to ostateczności straszliwej. Pojawia się jednak pytanie: czy to Xavier wysłał go na tę misję? Czy lider X-Men gotów jest do tak drastycznych posunięć, by ocalić delikatny rozejm między ludźmi a mutantami? Bo jeśli tak, to to nie jest fajne.

Właśnie: nowi mutanci. Prezydent powierza misję tworzenia nowej edukacyjnej drużyny nauczycielce z Chicago, Emmie Frost (która miała kiedyś coś z Xavierem… z tego to był babiarz). Ciekawa to mieszanka: do grupy Emmy przyłącza się Beast i starszy brat Cyclopsa, Alex Summers. Dodatkowo propozycję przyjmuje piosenkarka grająca w zespole screamo, Alison Blaire a.k.a. Dazzler, oraz członkini tajnej ekipy Ultimates, Xi’an Coy Mahn. Słyszeliście o niej? Nie? No i słusznie, wszak zespół beta – po kontuzji Quicksilvera i Scarlet Witch – musiał się jakoś rozwinąć. No i Xi’an – znana też jako Karma – nie tylko dba o to, żeby na umysł prezydenta USA nikt nie wpływał, ale również przyłącza się do grupy Emmy, gdzie – oczywiście – jest oczami i uszami Fury’ego. Bo Fury wie, że jeśli sam podejmie jakieś działania, jego (i Xaviera) wrogowie w rządzie umyją ręce albo co gorsza zejdą do podziemia, a to groziłoby klęską. Dlatego też obok Karmy nakłania on X-Men, żeby pilnowali prezydenta, gdyż – jak nietrudno się domyślić – gotuje się zadyma. I ktoś w tej zadymie ginie.

Przy okazji mamy całkiem zgrabnie pogłębione rysy charakterologiczne kilku postaci. Warren jest pacyfistą, wycofanym i zamkniętym w sobie; wyraźnie ma problem z asymilacją. Kitty (wspominałem o tym, że jest żydówką?) wkręca się w screamo, co potem może mieć znaczenie. Emma Frost rysuje nam się jako stonowana, pozytywistycznie nastawiona do świata nauczycielka, którą przerastają jednak okoliczności. Rouge okazuje się w głębi duszy wierną, może nawet nieco dewocyjną chrześcijanką, której skok w bok z Bractwem Mutantów był – ja wiem czym? Chęcią buntu? Chwilą amoku? Pewnie to jeszcze rozwiniemy. Storm wyznaje, że swoje frustracje przelewa na papier i w gruncie rzeczy lubi pisać. Wreszcie też dowiadujemy się, jaki jest stosunek Fury’ego do Xaviera; szanuje i podziwia on jego dzieło, ceni X-Men i szkołę, ale samego Charlesa prywatnie nie lubi. Zapewne przez jego idealistyczne, wyniosłe podejście do świata. I to się w sumie zgadza, bo takie a nie inne sympatie idealnie tłumaczą zachowania Nicka podczas zadymy z Magneto.

I w sumie nie wiem, czy to istotne, ale pojawiają się jeszcze dwie kwestie. Scott boi się, że Jean nie kontroluje Feniksa, i ona sama znów zaczyna mieć omamy. No i pojawia się pierwsza wyraźna sugestia, że Colossus jest gejem; niby nic, ale dużo mówi o pomyśle Bendisa na X-Men. Skoro cały komiks ma traktować w taki czy inny sposób o tolerancji, to wydaje się, że sami mutanci to trochę za mało. Przyzwyczaili się do nich i czytelnicy (mamy XXI wiek, heloł), i w pewnym sensie też powoli robi to społeczeństwo USA w uniwersum Ultimate. Ale jeśli znaleźć wśród nich dewotów, żydów i gejów, to potencjalna nietolerancja staje się nagle wielopłaszczyznowa. A poczucie indywidualności i odmienności wynosi się ponad dość – umówmy się – pretensjonalną koncepcję wrodzonych supermocy jako cechy dystynktywnej. Z drugiej strony okazuje się, że nawet już dyskryminowane mniejszości mogą mieć swoich odmieńców. Czujecie to napięcie, ten potencjał dramaturgiczny? Bo ja tak. Brawo, panie Bendis (znowu!).

P.S.  A rysunki Davida Fincha niezmiennie znakomite.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s