Ultimate Review 52: Ultimate Spider-Man: Warriors

Posted: 02/20/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Peter i Mary Jane ostatecznie się rozstali. Ona czuje się pokrzywdzona, on nie chce jej narażać. Ona chciałaby do niego wrócić, on nie potrafi znaleźć w sobie odwagi, żeby nawet pozostać z nią w zgodzie. Robi więc to, co ostatnio idzie mu coraz lepiej: zakłada maskę. I idzie walczyć z przestępcami. Tym razem jednak nie robi tego sam.

   

   

 

W mieście pojawia się nasz stary znajomy: Hammerhead. Wiedząc, że Kingpin musi przeczekać zadymę wokół swojej osoby, rozpoczyna wojnę gangów i walkę o poszerzenie wpływów. Zabija swego byłego szefa, Allana Silvermane’a a.k.a. Silvio Manfrediego, przyjmuje do pracy cyngli Kingpina i zaczyna przejmować jego terytorium. Fisk rzecz jasna nie jest z tego zadowolony i decyduje się na przewrotny ruch: nakłania Spider-Mana, żeby ten zajął się Hammerheadem. Do tego samego nakłania go też Jeanne De Wolfe. Peter nie jest jednak jedynym, który wchodzi w konflikt z nowym przeciwnikiem…

To może ja najpierw ich wymienię, żebyście mieli jakieś pojęcie, co tu się wyprawia. A więc Enforcerzy Kingpina, Elektra, Shang-Chi, Iron Fist, Moon Knight, Czarna Kotka… a w tym wszystkim Spider-Man, który nie dość, że ma problemy z odnalezieniem się w rzeczywistości po rozstaniu z Mary (i myśli nawet przez chwilę o Czarnej Kotce, która zresztą bardzo otwarcie deklaruje, że Pająk ją pociąga… do czasu), to jeszcze jako jedyny próbuje tutaj zachować jakiś zdrowy rozsądek. Jego działania w tym wszystkim są rażąco naiwne, ale szczere; koniec końców chłopak kończy jednak z brudnymi spodniami i tyle z tego ma.

Skoro mowa o śmierci, trzeba teraz chyba przejść przez ten wątek. Tak, powroty. Hammerhead wraca z martwych, a Peter zaczyna się zastanawiać, czy to nie jest przypadkiem ktoś uderzony radioaktywnym młotkiem (co samo w sobie jest genialne). To samo z Czarną Kotką, która – na szczęście – daruje sobie dowcip o dziewięciu żywotach i nawet stara się zaimponować Spider-Manowi, walcząc u jego boku. Ma też irytujący zwyczaj zachodzenia go od tyłu. Danny Rand wychodzi z więzienia i sprzymierza się z Schangiem-Chi, przyjmując pseudonim Iron Fist; obaj jednak są w tej zadymie głównie po to, żeby było bardziej tłoczno. Na szczęście (?) pod koniec towarzystwo trochę się przerzedza.

Chyba jedynym nowym bohaterem jest Moon Knight, kolejna próba wprowadzenia Batmana do Ultimate Marvela. Ten jednak ma swój odpowiednik w uniwersum 616 i Bendis postanowił przenieść go na Ziemię-1610 w niemal niezmienionej formie: mamy więc postać o podwójnym rozdwojeniu jaźni, w głowie której siedzą cztery tożsamości: małej dziewczynki, taksówkarza Stevena Granta, przedsiębiorcy Marca Spectora i mściciela Moon Knighta, i w zależności od okoliczności jedno z nich przejmuje kontrolę nad ciałem. Często muszą jednak dojść do consensusu, co trochę ogranicza superbohaterską aktywność Moon Knighta. Czy ten wątek jest ważny? Zobaczymy wkrótce.

Jest oczywiście parę zadym, jak to na wojnę gangów przystało, Spider-Man cały czas ma swoje cięte teksty, a Bagley rysuje wszystko w sposób brawurowy. Nie wiem, czy ta historia dorównuje poprzednim zadymom z Kingpinem, ale jest bardzo blisko ich poziomu. I najważniejsze: postacie zmieniają tu strony szybciej niż w Piratach z Karaibów. Naprawdę. Czasem ciężko nadążyć, kto jest kim. I kto jest z kim w sojuszu. Dla Petera jest to ważna lekcja, jak bardzo zagmatwany jest świat, w którym toczy on swoje boje, i musi on zdać sobie sprawę, że gdy zakłada maskę, nie wszystko staje się prostsze.

P.S. Shang-Chi mówi w tym numerze więcej słów, niż zdarzyło mu się wypowiedzieć przez resztę życia. Swoje plany ma też kapitan De Wolfe, a wszystko zaczyna układać się w gangsterską intrygę najwyższej wody… aż nie mogę się doczekać, co dalej!

P.P.S. Spider-Man i Kingpin znowu rozmawiają przy jedzeniu. Tylko tym razem wsuwają pizzę.

Reklamy
Komentarze
  1. LV pisze:

    Ten zbiorek to czyste szalenstwo. Jest w nim tyle postaci i taka rozpierducha, ze glowa mala. Nie pamietam kiedy ostatni raz bylem tak zachwycony podczas czytania komiksu. Swietna chemia miedzy wszystkimi postaciami i jeszcze ta Czarna Kotka. Cholera ona jest taka zmyslowa, ze az sie chcialo znalezc w skorze Parkera, no moze poza ostatnimi stronami.
    Chcialbym zobaczyc te historie przeniesiona na wiekszy ekran, ale moge sobie pomazyc.

    W kazdym razie… IT WAS GLORIOUS.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s