Ultimate Review 58: Ultimate X-Men: Cry Wolf

Posted: 04/05/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Dawno nie zaglądaliśmy do X-Men… a tam Vaughan z Kubertem szaleją w najlepsze, robiąc to, co powinno się z mutantami zrobić dawno temu: piszą kameralne historie. I sięgają po dawno niewidziane postacie…

 

  

X-Men żyją sobie całkiem nieźle, chodzą do lunaparku na Coney Island,  bawią się w Danger Roomie… i nie spodziewają się, że czyha na nich nowe zagrożenie. Właściciele firmy Fenris International, Andrea i Andreas von Strucker, mają pewne plany wobec jednej z dziewczyn, Rouge… i wysyłają po nią nie byle kogo…

Pamiętacie Gambita? Remy LeBeau tym razem gra dla drugiej drużyny i robi to z właściwą sobie gracją, uśmiechem i bez zażenowania. Powody swoje ma i są to powody dość egocentryczne, ale zrozumiałe; po początkowym starciu z Rouge dostrzega ona, że Remy nie jest złym człowiekiem, a dzięki wejściu w jego umysł zdaje sobie również sprawę, jakie okropieństwa przeżywał w przeszłości. Gdy więc jej związek z Icemanem (krótki i mało wyrazisty, ale jednak) zaczyna się psuć (bo chłopak buzuje hormonami i atakuje nawet Kitty), dziewczyna znajduje zrozumienie i pocieszenie właśnie w Gambicie. Typowy syndrom sztokholmski? Może, ale znakomicie dramaturgicznie rozegrany, zwłaszcza gdy dwójka wspólnie staje przeciwko von Struckerom: Rouge ze względu na ich impertynencję, Gambit dlatego, że pragną oni ograniczyć jej wolność…

Fenris International planuje bowiem przejęcie władzy nad światem środkami ekonomicznymi. Teraz, kiedy nie ma już Hellfire Club, droga jest w zasadzie wolna… potrzebują jednak do tego agentów i popleczników. Idea i wprowadzanie jej w życie są całkiem nieźle pomyślane, choć sami Fenrisowie stanowią podręcznikowy przykład arystokratycznego zepsucia; nikt nie wie, czy są bliźniakami, małżeństwem czy i jednym, i drugim (choć Dazzler stwierdza, że to było wtórne już w czasach The White Stripes). A tak poza tym to chyba za dużo razy oglądali Matriksa: Reaktywację

Obok tej zadymy są rozterki Wolverine’a, który pracuje usilnie, żeby się zmienić, nie widzi jednak tego efektów. Kiedy więc Gambit porywa Rouge, w Loganie odzywają się okołobraterskie uczucia, których chwyta się on jak brzytwy, mając nadzieję, że dzięki temu odnajdzie w sobie to, czego tak bardzo mu brakuje. Zdaje sobie sprawę, że do Rouge mu najbliżej: oboje byli ludźmi Magneto, więźniami Weapon X i oboje bardzo daleko odeszli od swojego życia: Rouge od chrześcijaństwa, Logan od przeszłości jako James Howlett. Odejście Rouge traktuje więc jako osobistą porażkę i nie pomaga nawet, że Storm – wciąż szukając pocieszenia po stracie Beasta – czyni w jego stronę umizgi. Dla Logana nie ma to najmniejszego znaczenia.

Dobry to komiks. Kameralny, ale mocny. Przebija się przez niego wiele konfliktów i napięć, które tlą się pod powierzchnią rzekomego spokoju w posiadłości Xaviera. Vaughan ponownie pokazał, że lepiej czuje klimat drużyny niż Millar i nawet Bendis, i że nie trzeba niczego za głośno wysadzać (no, poza diabelskim młynem na Coney Island), żeby stworzyć znakomitą opowieść.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s