Ultimate Review 57: Ultimate Vision

Posted: 04/05/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Trylogia o Gah Lak Tusie była pierwszym tak wielkim wydarzeniem w uniwersum Ultimate. Wszyscy herosi zjednoczyli się przeciwko kolosalnemu zagrożeniu, nieporównywalnemu z czymkolwiek, co pojawiało się wcześniej. Po takiej dawce emocji wypadałoby poczęstować czytelników czymś bardziej kameralnym, prawda? No to proszę.

   

  

Po pokonaniu Gah Lak Tusa Vision odlatuje z Ziemi, żeby przestrzec przed nim kolejne cywilizacje. Po drodze jednak zostaje zwabiona na stację kosmiczną kontrolowaną przez A.I.M., ludzką organizację planującą – a jakże – przejęcie władzy nad światem. Dowódca stacji, dr George Tarleton – prywatnie cyborg – zamierza wykorzystać dezaktywowany moduł Gah Lak Tusa do zwiększenia własnej potęgi. Jego plan jednak zawodzi i Vision – wraz z plastikową dziewczynką Dimą i Samem Wilsonem – zmuszona jest ratować nie tylko siebie, ale być może i całą Ziemię…

 

Brandon Peterson znów rysuje, za scenariusz odpowiada Mike Carey. I trzeba przyznać, że typowe marvelowskie tąpnięcie jest tutaj wyczuwalne. Nie dość, że mamy do czynienia z megazaawansowaną ludzką frakcją, która najwyraźniej jak dotąd pozostawała w ukryciu i swoimi funduszami jest prawdopodobnie w stanie dorównać (albo mierzyć się) z S.H.I.E.L.D., to jeszcze dość wyraźne są jej skłonności w kierunku cybernetyki i sztucznej inteligencji. A.I.M. to dość wredna, choć póki co milcząca frakcja, warto więc uważniej śledzić jej poczynania i zobaczyć, co będzie potem.

 

Osobną kwestią jest cyborg, dr George Tarleton, oraz stworzona przez A.I.M. plastikowa dziewczynka, Dima. Ta druga jest jakby sumieniem Vision, uruchamia w niej matczyne wręcz instynkty i każe zweryfikować – a jeśli trzeba, przepisać – zaprogramowane w niej priorytety. Tym niemniej sposób, w jaki relacja Vision-Dima ewoluuje na kartach tej historii, a także cel, w jakim tak naprawdę Tarleton stworzył dziewczynkę, kontrastują ze sobą tak bardzo, że wywołują w odbiorcy co najmniej lekki szok. Dość powiedzieć, że w tym momencie w Marvelu dzieją się naprawdę niefajne rzeczy…

 

Sam dr Tarleton to menda nie z tej ziemi, doskonale jednak oddaje cele i idee przyświecające organizacji Advanced Idea Mechanics. Eksperymentując na tajnej stacji kosmicznej (kto ma pieniądze, żeby po kryjomu wystrzelić w przestrzeń taką stację, ja się pytam?) odizolowuje się od ludzkości i moralności, dążąc do technicznero i ewolucyjnego zaawansowania rasy ludzkiej, stworzenia hiperutopii. W tym celu chce wykorzystać dezaktywowaną jednostkę Gah Lak Tusa, ale – jak nietrudno się przekonać – przelicza się. Siłą rzeczy zostaje przez niego owładnięty i staje przeciwko swoim (i nie tylko) ludziom. Czyżby i Mass Effectowy Illusive Man miał tutaj swojego odpowiednika? Wiele na to wskazuje: wszak A.I.M. w wersji Ultimate i organizacja Cerberus mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, odsyłam do Googli.

 

A co z Vision? Po walce Ziemian z Gah Lak Tusem jej prerogatywy uległy zmianie, teraz jej celem staje się powstrzymanie zagłady niesionej przez rój mechanicznych pożeraczy światów. To zresztą wpędza ją w kłopoty, ale też pozwala jej odkryć nowe możliwości, czy wreszcie udowodnić, że słowo (czy szerzej: komunikacja) też może być zabójczą bronią, zwłaszcza gdy moduł Gah Lak Tusa trafia na Ziemię. Pomoc Sama Wilsona (posługującego się już oficjalnie kryptonimem Falcon) i otrząśniętego z indoktrynacji Gah Lak Tusa dr. Tarletona wydaje się tu marginalna, choć finałowa walka – w której Vision używa przede wszystkim słów – jest, jak na Marvela przystało, potraktowana dość dosłownie. Tym niemniej hiper-zaawansowana pani android w pełni pokazuje, na co ją stać.

Konkluzje? Całość prezentuje się na jakieś 7/10, ale dzisiaj dużą frajdę z czytania Ultimate Vision daje tropienie związków – mniej lub bardziej świadomych – z Mass Effectem. Trochę dziwi zaawansowanie techniczne cyborga Tarletona, bardzo irytuje też, gdy – zindoktrynowany przez Gah Lak Tusa – zaczyna on gadać jak pulpowy złoczyńca, a i dokoptowanie do zadymy przemienionych w bezwolne monstra żołnierzy USA i agentów A.I.M. też do subtelnych zagrań nie należy, ale czyta się nieźle. Lekka historyjka na zakończenie wielkiej zadymy.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s