Ultimate Review 66: Ultimate X-Men: A Hard Lesson

Posted: 04/29/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Jest to na dobrą sprawę debiut Steve’a Dillona jako rysownika w uniwersum Ultimate, a zarazem w miarę niezobowiązująca i dość prosta historyjka o tym, jak Charles Xavier funkcjonuje, gdy wokół nie ma jego X-Men. Jednocześnie Brian Vaughan prostuje kilka rzeczy, które zostały mu po Millarze i Bendisie. W jaki sposób?

Charles Xavier odwiedza bank, w którym okazuje się, że ocalali członkowie Hellfire Club zamrozili jego konta. Profesor X nie wie jeszcze, jak ma sobie z tym poradzić, kiedy na bank napada syjamski mutant, Syndicate. Jak Xavier poradzi sobie z zagrożeniem bez swoich X-Men?

Właściwie wszystko już powiedziałem. Wpada Syndicate, a Xavier – choć fizycznie raczej mało skuteczny – organizuje zakładników w banku w grupę, która ma oprzeć się zagrożeniu i wytrwać w tej krytycznej sytuacji. Sam Syndicate nie jest bowiem oszalały (choć kto w XXI wieku napada na banki?), tylko usiłuje zdobyć pieniądze na ratowanie siostry. A raczej – usiłują, bowiem jest on tak naprawdę syjamskimi bliźniakami o imionach Matthew i Luke, któzy dodatkowo wysyłają sygnały zakłócające działanie sprzętu elektronicznego. Ciekawa postać, nie?

Tym bardziej, że Xavier – i chyba wolno mi to zdradzić – wie, jak ich wykorzystać. I nie ma co, Profesor X gra tu bardzo ostro; wysyła bowiem potajemnie Syndicate’a za pozostałymi członkami Hellfire Club, by odzyskać zamrożone przez nich fundusze. Ale zaraz, czy przypadkiem Feniks nie przelał na konto Xaviera pieniędzy klubu (czyniąc go tym samym najbogatszym lub prawie najbogatszym człowiekiem na świecie) nielegalnie? No i gdy ktoś upomina się o swoje, Xavier wysyła za nim potajemnie niebezpiecznego mutanta? Ke? Żadne ke, tylko najprawdziwsza prawda. Tak tak, Drodzy Państwo, Vaughan wraca tutaj do koncepcji Xaviera znanej z komiksów Millara. To dobry człowiek, ale tylko wtedy, gdy może i chce być dobry. A zasadniczo nie ma ku temu okazji, najważniejsze jest dla niego bowiem nie tyle dobro ogólne, ale ideały. Jak sam twierdzi kadr poniżej, świat jest jego klasą, a on nauczycielem. Ma ktoś jeszcze wątpliwości, że to skurczybyk? Bo ja nie.

P.S. Przed następną notką zapnijcie pasy. Szczerze Wam radzę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s