Ultimate Review 72: The Ultimates II Annual: The Reserves

Posted: 07/18/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Niedawno było o roczniku Ultimate Spider-Mana, potem o roczniku Ultimate X-Men, a Ultimates nie mieli jeszcze swojego. Czas to zmienić. Potraktujcie tę historię jako swoiste preludium do dalszego ciągu The Ultimates II. Od teraz to uniwersum nie będzie już takie samo.

Ultimates święcą tryumfy na wszystkich frontach świata, ale Nickowi Fury’emu to nie wystarcza. Powoli wprowadza do służby kolejnych Ultimates, którzy mają stać się oddziałami rezerwowymi dla etatowych superbohaterów. Superludzki wyścig zbrojeń trwa, co nie podoba się ani ONZ, ani przywódcom innych państw, którym nie podoba się wizja Ameryki jako policjanta świata…

Zanim przejdziemy do fabuły, jedno oświadczenie: Steve Dillon jest jednym z absolutnie najgorszych rysowników, jacy trafili do Ultimate Marvela. Jego one-shot z Profesorem X był jeszcze jak cię mogę, ale tutaj to on po prostu bazgrze. Niestety, to nie jest jego ostatni komiks z bohaterami Ziemi-1610, więc przyjdzie nam jeszcze trochę pocierpieć. Przemilczmy więc oprawę graficzną i skupmy się na fabule. Ultimates wprawdzie działają już bez Thora i Giant-Mana, ale mają swoje rezerwy: jeszcze nieujawnioną grupę wsparcia złożoną z siedemnastu żołnierzy i naukowców, wśród których znajduje się pięciu Goliathów (ludzi naszprycowanych serum Giant-Mana), trzech Rocketmanów (noszących pierwotne wersje zbroi Iron Mana) oddział marines w specjalnie zaprojektowanych strojach, znany jako Cztery Pory Roku, do tego Thunderbolt, Intangi-Girl (wszyscy w powiększających siłę i szybkość kostiumach na wzór tych z Inicjatywy Europejskiej), no i jeszcze kilku, którzy jeszcze nie wiadomo, co potrafią…

Czy to jacyś nowi bohaterowie? Nie, każdy z nich jest żołnierzem, żaden jednak nie wchodzi w skórę herosa i nie wie, co to prawdziwe bohaterstwo. Służą swojej ojczyźnie w atakach prewencyjnych, z których po 11 września 2001 zaczyna być ona znana… tak tak. W uniwersum 1610 doszło jednak do ataków terrorystycznych, najpewniej jednak straciły one na znaczeniu po fali paniki z powodu mutantów. Gdy grozi nam Bractwo Magneto, kto by się przejmował Al-Qaidą… W każdym razie chłopaki (i dziewczyna) to silne, bo silne, ale jednak jedynie wsparcie. Millar doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie super-moce czynią bohatera i że Rezerwy Ultimates muszą się wiele nauczyć, zanim będą mogli nazwać się herosami. Na razie są oczkiem w głowie dr. Brankina, głównego animatora programu prac nad super-żołnierzami po odsunięciu Bannera. Brankin przewijał się już kilkukrotnie na kartach Ultimates, zawsze jednak w tle; tutaj widzimy go, jak pracuje nad dziełem swojego życia i staje się człowiekiem niezastąpionym dla Nicka Fury’ego.

Sam Fury musi przetrwać starcie z niejakim Nixem, zamachowcem na emeryturze, który podejmuje się zlecenia zabicia dyrektora S.H.I.E.L.D.; daje się bowiem przekonać, że Fury stanowi zagrożenie dla pokoju na świecie i przeorganizował Ultimates w nic innego, jak swoją prywatną policję. Nick z kolei – który pełni tu rolę narratora – jest jak zwykle bezkompromisowy: wysyła Rezerwy w pościg za widzianym w Himalajach, zielonym gigantem (wszyscy wiemy, o kogo chodzi), uczestniczy w wieczorze kawalerskim Tony’ego Starka, wreszcie projektuje jednego z członków Rezerw, Liebermana, żeby był nowym… Kapitanem Ameryką.

To nie cynizm i nie pomyłka. Fury doskonale zdaje sobie sprawę, że Kapitan w każdej chwili może zginąć, przejść na stronę wroga, zostać okaleczony itp., a Ultimates potrzebują symbolu. Z kolei Lieberman jest jedynym, który w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przyjął serum super-żołnierza i przeżył (wielu nie przeżyło). Kiedy jednak Lieberman usiłuje dorosnąć do butów superbohatera i zrobić coś bohaterskiego – czytaj: uratować kogoś z pożaru – wtedy… a co Wam będę mówił. Zobaczcie sami.

Najważniejsze, że Ameryka coraz bardziej bezczelnie poczyna sobie z innymi krajami, usiłując narzucić swój ład i swój porządek. Znamy to? Pewnie, że tak. Ale w uniwersum 1610 jeszcze tego nie doświadczyli, a co ważniejsze – wyścig zbrojeń ma się dopiero rozpocząć…

P.S. Po raz pierwszy pojawia się tu (super)grupa Defenders, ale o nich też – następnym razem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s