Ultimate Review 73: Ultimate Spider-Man: Deadpool

Posted: 07/21/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Jak to się stało, że nagle z chronologii – ni stąd, ni zowąd – wyskoczył ten komiks? Trzeba go czym prędzej włożyć na miejsce! Tym bardziej, że wprowadza jedną z najbardziej specyficznych i wyjątkowych postaci Marvela do uniwersum 1610.

 

 

Romans Petera i Kitty Pryde trwa w najlepsze, oboje czują się do tego stopnia zaangażowani, że Kitty pracuje nawet nad nową tajną tożsamością, żeby móc bez problemu spotykać się z Peterem Parkerem. Niestety, jej plany niweczy grupa o nazwie Reavers, która porywa ją oraz pozostałych X-Men na – znaną im już – wyspę Karkoa. Tam zmuszeni do walki o życie, X-Men stają przeciwko jednemu ze swoich najbardziej zajadłych przeciwników, Deadpoolowi…

Spider-Man, który przypadkiem wplątał się w ten konflikt, jest dokładnie taki, jakim go sobie wyobrażamy; wygadany, ekstrawertyczny, a przy okazji kompletnie nieprzygotowany do walki na śmierć i życie na wyspie będącej morderczym reality show Mojo Adamsa. On to bowiem stoi za porwaniem X-Men, a Deadpool – jego najnowszy czempion – zabijając mutanty chce zostać bożyszczem tłumów i idolem młodzieży. Efekt jest taki, że X-Men (którym towarzyszy wydalony niedawno z grupy Angel) i Spider-Man nie mają nawet chwili wytchnienia, akcja gna jak szalona, poprzetykana komentarzami prowadzącego program Augustusa Beezera i monologami Deadpoola (który wydaje się szanować tylko jedno: maskę). Nie jest to jednak ten sam Wadey Wilson, którego znamy z Ziemi-616, a widać to chociażby po tym, jak wygląda…

Tak jest. Bendis i Bagley jak zwykle odwalają kawał znakomitej roboty, zupełnie jednak rozminęli się z tym, czym był i jest oryginalny Deadpool. Postać została owszem, skrajnie urealniona, ale jeśli ktoś oczekiwałby postmodernistycznego, narwanego i dowcipnego antybohatera, to w tym przypadku niestety czeka go zawód. Deadpool i Reaverzy to bowiem niewiele więcej niż śmiercionośne (i paskudne) cyborgi, stanowiące być może zagrożenie dla głównych bohaterów, ale nic, czego byśmy dotąd nie widzieli. Można w niego uwierzyć, ale czy jest to właściwa cena za jego szaleństwo…?

Obok tego mamy dość zabawne przekomarzanki Spidera i Kitty o to, kto kogo rzuci pierwszy (a wszystko idzie na żywo w reality show Mojo), dość agresywne zagranie ze strony X-Men i Xaviera wobec organizujących całe przedstawienie Genoshan oraz automatycznego pilota w X-Wingu mutantów, który codziennie wraca po Kitty, gdy ta kręci się wokół z Peterem. Pojawia się też dość specyficzny przestępca, Anthony Davis a.k.a. Ringer, ale tylko po to, żeby dostać po tyłku od pary zakochanych superbohaterów. Ciocia May umawia się na randkę z dr. Milesem Warrenem (tym samym, który hipnotyzował Harry’ego Osborna, ale kto jeszcze o tym pamięta…). Kitty jada chipsy Lay’s. Pająkowi udaje się chyba najlepszy dowcip od dłuższego czasu („Hello? Hello Kitty? (Powiedziałem na głos Hello Kitty, to już pewne: jestem czteroletnią dziewczynką.”) Czyli wszystko w miarę w porządku.

Ważne jednak, że Spider-Man po raz kolejny – po zadymie w Waszyngtonie z udziałem Goblina – wmanewrowuje się w superbohaterskie akcje dla wielkich graczy i chociaż jest tym wszystkim przerażony, to jednak zdaje się przejmować inicjatywę. Jest w tym wszystkim pewnie motywacja wynikająca z obecności Kitty, ale zaczyna już powoli – dość powoli – sięgać po coraz większą odpowiedzialność. Co będzie potem?

P.S. Można zauważyć, że w tym wszystkim jakoś brakuje Wolverine’a. Kitty nawet wspomina, że gdzieś wyjechał. Jesteście ciekawi gdzie? Cierpliwości, wkrótce wszystko stanie się jasne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s