Ultimate Review 84: Ultimate Fantastic Four: God War

Posted: 09/06/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Trudny to komiks, ale nie dlatego, że jakoś tam ciężki w odbiorze, tylko dlatego, że strasznie zakałapućkany. Ale wszystkim polecam zapoznanie się z nim. Dlaczego? Bo pojawia się tutaj ultymatywna wersja postaci, która będzie głównym przeciwnikiem kinowych Avengers w kolejnym filmie (a także wrogiem Rakietowego Szopa Guardians of the Galaxy w innym filmowym Marvelu).

 

 

Grupa potężnych obcych ni stąd, ni zowąd ląduje w Nowym Jorku, wpadając na… kupujących właśnie perfumy Reeda Richardsa i Sue Storm. Ich cele są niejasne, zachowania problematyczne, a możliwości niemal nieograniczone. Ich śladem podąża jednak komando jeszcze groźniejszych przybyszów, którzy wciągają Fantastyczną Czwórkę w odległy galaktyczny konflikt między domeną Acheronu a planetą Halcyon. Konflikt, który pochłonąć może wkrótce również całą Ziemię…

Dobra, to ja teraz postaram się wszystko poukładać. Mamy Acheron, którym rządzą złe i okrutne istoty, rozmiłowane w śmierci. Mamy Halcyon, na którym rośnie wielkie Drzewo Świata, z którego nasion pochodzą miłujący harmonię mieszkańcy sprzeciwiający się Acheronowi. Mamy przemysłową planetę Pyx, znajdującą się w Acheronie, na której doszło do krwawego stłumienia rebelii przez Oskarżyciela Ronana, jednego z czempionów tyranii. Mamy też więzienną planetę Sheol, na której przetrzymywany jest czempion Halcyonu, Tessaract. Jego rodzeństwo: Magnificent Brute, Dreamcatcher, Vykni, Threshold, Fountain i żyjący motor Sky-Eater, ruszają na odsiecz, a wracając do domu z rannym Tessaractem zahaczają o Ziemię, gdzie – jak sądzi ich matka, Seed 19 – znajduje się ostateczna broń, którą można wykorzystać przeciwko Acheronowi. I to wszystko dzieje się w przedakcji, trudno więc się na początku w tym połapać. Musiałem czytać ten komiks dwa razy, żeby to ogarnąć.

Fantastyczna Czwórka wpada w ten konflikt przypadkiem i – jak to zwykle bywa – po początkowych nieporozumieniach dochodzi do sojuszu z istotami z Halcyonu, którego efektem jest przegnanie obcych z Acheronu (pod wodzą niejakiego Gallowglassa) z Nowego Jorku. Wcześniej kosmici robią tam sporą dziurę, a inni kosmici ożywiają drzewa, by ich strzegły, ale efekt jest taki, że większość akcji tak naprawdę dzieje się na Pyksie. I tu ciekawostka: Czwórka, która zasadniczo możliwościami i siłą rażenia jest dość imponującą ekipą jak na ziemskie standardy, w kosmosie ma nie lada problemy. Cywilizacja, z którą walczy, jest dalece bardziej zaawansowana i nawet błyskotliwy umysł Reeda nie jest w stanie ogarnąć jej możliwości; a przynajmniej do momentu, w którym Dreamcatcher – różowa istotka z czystej energii, która może wnikać w głowy innych i robić różne cuda – nie tłumaczy mu podstaw. Tak czy inaczej, Czwórka w kosmosie ma nie lada problemy, a pyskata i mało empatyczna Dreamcatcher dodatkowo ich irytuje.

Zaawansowanie technologiczne na poziomie molekularnym, wielowymiarowość egzystencji kosmitów (pamiętamy, że Chitauri/Skrulle byli istotami czterowymiarowymi, a wymiarów jest przecież więcej…), rozmiłowanie w śmierci wojowników Acheronu, ultymatywna broń Ronana, która sprawia, że jest on niemal niepokonany… to tylko kilka z rzeczy, które eksplodują z kart tego komiksu, pozostawiając Czwórkę – i czytelnika – w niedoogarnialnym zawieszeniu. Wszystko za sprawą scenarzysty Mike’a Careya, którego znamy już z kilku komiksów, a który wraz z historią o wojnie bogów (bo kosmici mają tu moc niemal boską) zagościł w Ultimate Fantastic Four na stałe i właściwie nie opuści jej aż do końca. God War rysuje Pasqual Ferry, którego też już znamy, a jego kreska bardzo eterycznie, sterylnie, powiedziałbym: „pleksiglasowo” oddaje charakter odwiedzanych przez Czwórkę, nieludzkich światów. Nie jest to przyjemny styl, nie jest też wybitny, ale dużo wymaga od czytelnika. Podobnie zresztą jak historia Careya. Efekt jest taki, że nową Czwórkę czyta się trudniej, ale przynosi ona masę satysfakcji.

Poza tym Carey wie, w jakiej materii tworzy, i potrafi np. zgrabnie wpleść w swoją historię nawiązanie do… Powrotu króla. Zresztą nie tylko do tego i nie tylko jedno. Wystarczy spojrzeć jak Carey gra i igra z biblijno-filozoficznymi nazwami, które mogą, ale nie muszą znaczyć tego, co znaczą. Satysfakcja gwarantowana.

No dobra, ale zanim rozśpiewam się na dobre, rzućmy jeszcze okiem na Acheron, bo tam kryje się to, na co tak naprawdę czekamy. Umiłowany władca, który co jakiś czas umiera, by odrodzić się potężniejszym, który uważa śmierć za swoją oblubienicę i który wspólnie z nią rządzi kosmicznym imperium, naginając inne istoty do swej woli, który wreszcie jest tak potężny, że może przejmować jaźń innych istot i wyciskać z nich życie, ojciec Ronana, to nie kto inny, a Thanos. Kochanek śmierci. I ma on w głowie to, co miało być poszukiwaną przez dzieci Seed 19 tajną bronią. Jakby ktoś nie wiedział, chodzi o słynny, zmieniający rzeczywistość Sześcian. Tak tak, to co w filmie Avengers było kostką do strzelania, tutaj ma bardziej nieograniczone możliwości. Problem w tym, że jeszcze nie istnieje. Pamiętajmy jednak, że Reed Richards to ambitny człowiek…

Carey swój nowy start w Ultimate Fantastic Four miał mocny, a co ważniejsze – nieprzesadzony. Uniknął błędów Millara, a jednocześnie wystrzelił tę grupę w kosmos, dosłownie i w przenośni; daleko wyżej, niż poniósłby ich Ellis. Wkrótce dowiemy się, co będzie dalej: wszak (projektowane) pojawienie się Sześcianu w uniwersum 1610 to dość przełomowa chwila. W następnym wpisie nastąpi jednak inny przełom, kto wie, czy nie większy…

P.S. Fantasticar wylatuje w powietrze. I dobrze. Im mniej pretensjonalnych pojazdów, tym lepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s