Ultimate Review 89: Ultimate Spider-Man: Ultimate Knights

Posted: 09/30/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Pamiętacie, jak jakiś czas temu Spider-Man, Daredevil, Punisher i Moon Knight symultanicznie zdjęli jednego z rywali Kingpina? Wtedy można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z preludium do tej opowieści. Nowojorscy superbohaterowie łączą bowiem siły, aby raz na zawsze pozbyć się szefa mafii. Przed Wami Ultimate Knights.

 

  

Po konflikcie z Dr. Octopusem Peter Parker może odetchnąć; czeka go wprawdzie jeszcze długa i poważna rozmowa z ciocią May, ale zszedł się znów z Mary Jane (dodajmy, że po raz trzeci), a jego popularność jako Spider-Mana – dzięki poparciu Nicka Fury’ego – jest większa niż kiedykolwiek. Przeszłość daje jednak o sobie znać. Oto bowiem sam Daredevil odnajduje Petera i proponuje mu wspólną akcję, której celem jest wyeliminowanie Kingpina. Ośrodkiem natomiast – Moon Knight, który na potrzeby uknutego przez Daredevila planu wypracowuje sobie nową tożsamość: Ronina…

Rany, jak ja lubię takie historie! Ale zanim o tym, co w nich lubię, kilka słów o życiu Petera. Niby wszystko się układa, ale z ciocią May – która zna już jego sekretną tożsamość – czeka go długa rozmowa, Wrecking Crew jeszcze nie usunęli szkód w jego domu, a choć w pracy w Bugle’u póki co sukcesy i związek z Mary Jane jest szczęśliwy, nadal wisi nad nim konieczność rozmowy z Kitty. No i tak się składa, że Kitty – która opuściła szkołę Xaviera w poprzednim odcinku (wydarzenia z Ultimate Knights pokrywają się bowiem czasowo z Aftermath) – przeprowadza się nieopodal i… zaczyna uczęszczać do tej samej klasy, co Peter i MJ. Oczywiście jej tożsamość jest jawna, więc od razu spotyka się z falą niekonieczne przyjemnych pytań o swoje mutacyjne zdolności i dość otwartą niechęcią ze strony Liz Allen, ale najboleśniejszy jest ponowny kontakt z Peterem, który dość nieładnie się z nią obszedł i teraz mu z tym źle. A wszyscy wiemy, co Peter robi, kiedy mu źle.

No i choć zdrowy rozsądek się temu sprzeciwiał, Peter dołącza do zebranej przez Daredevila drużyny. A kogo tam nie ma? Jest wspomniany już Moon Knight, który zawiązał sojusz z Daredevilem już jakiś czas temu, są znani z zadymy z Hammerheadem Iron Fist i Shang-Chi, jest też Dr Strange. Motywacje wszystkich są wiarygodne, a co ważniejsze – ludzkie. Cała szóstka decyduje się podejść Kingpina za pomocą dość specyficznego fortelu: Moon Knight ma przywdziać kostium Ronina i jako Ronin wkraść się w łaski Wilsona Fiska (który ma wciąż wakat po Elektrze). Pojawiają się jednak dwa problemy. Pierwszy to kwestia „kreta” w drużynie Daredevila. Drugi natomiast to problem psychiki Moon Knighta.

Mark Spector i inne osobowości Moon Knighta to dość delikatna materia; istnieje ryzyko, że udając kogoś innego Moon Knight może niechcący uwierzyć, że nim jest, co sprowadza problem na – no właśnie – Spider-Mana. Do tego Kingpin bezwzględnie wykorzystuje swoje możliwości, by zasiać zamęt wśród superbohaterów i napuścić ich na siebie nawzajem. Gra toczy się o najwyższą stawkę, wszyscy stają na krawędzi, przyjaźnie się rozpadają, a wspólny cel wydaje się oddalać niż przybliżać. Poznajemy motywy Danny’ego Randa, który już raz odsiedział swoje za udawanie superbohatera, dowiadujemy się też, co skłoniło Matta Murdocka do podjęcia swojej krucjaty przeciwko mafii. I to właśnie Matt, który w pewnej chwili niemal traci wszystko, jest najbliżej przekroczenia granicy.

Na to wszystko nakłada się jeszcze jeden problem: Kingpin okazuje się bowiem właścicielem marki, jaką jest Spider-Man, i czerpie z niej krociowe zyski. Znów więc się okazuje, że staromodne, wyświechtane metody walki z przestępczością się przedawniają; co z tego, że Spider-Man – czy ktokolwiek inny – ukróci jakąś gałąź nielegalnej działalności Fiska, skoro będzie on w pełni legalnie czerpał zyski z jego franczyzy? Dodatkowo problem pogrążonej w śpiączce żony, który co jakiś czas powracał w opowieściach z jego udziałem, tutaj został uwypuklony. Najbardziej zaskakujący jest jednak finał i to, jakie przynosi on reperkusje. Bendis i Bagley wznieśli się tutaj na wyżyny, oto bowiem okazuje się, że wzorce bohaterstwa, na jakie oglądał się często Spider-Man, wcale takie bohaterskie nie są, i właściwie tylko Pająk dba o to, żeby pewnej granicy nie przekroczyć.

Obok tego są oczywiście wspaniale rozegrane dialogi, jak chociażby ten między Daredevilem a Dr. Strange. Obaj zresztą wiele o sobie w ten sposób mówią, paradoksalnie nie chcąc mówić niczego celem ochronienia swoich tajemnic. Zasadniczo jednak krucjata przeciwko Kingpinowi (która kończy się kolejnym atakiem na Midtown High, tak na marginesie) prowadzi do przetrzebienia liczby superbohaterów na ulicach. Dla niektórych jest to również ostatni występ w uniwersum Ultimate.

Peter wiele przez Kingpina przeszedł, ale zachował twarz. Dowiedział się jednak, że są chwile i okoliczności, kiedy granica między tym co słuszne, a tym co złe, nie jest taka oczywista. Wiele wątków obecnych w komiksach o Spider-Manie zostało tutaj zamkniętych, a nasz bohater zrobił kolejny krok na drodze do zostania bohaterem. Już wkrótce czeka go następny.


P.S. Peter zupełnie nie zauważa, że Xavier nie żyje, najwidoczniej przez euforię wywołaną własną popularnością oraz fakt, iż przez jakiś czas nie miał kontaktów z mediami (w ogóle X-Men u Bendisa to całkiem sympatyczna ferajna, podczas gdy u Kirkmana trzeszczą w posadach; ale taka już specyfika pisanych przez nich tytułów). Kitty też mu tego nie mówi, bo jest  na niego zbyt wściekła. Co z tym fantem zrobić?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s