Ultimate Review 90: Ultimate Fantastic Four: Devils

Posted: 11/07/2012 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

I znów Fantastyczna Czwórka, i znów śliczne okładki. Nie mówcie, że się nie stęskniliście. Ja się stęskniłem.

 

W 1483 roku w Milanie czterech potężnych alchemików uwięziło złowrogiego maga imieniem Diablo, który pragnął zniszczyć świat celem zapewnienia sobie nieśmiertelności. Aby się uwolnić, Diablo potrzebuje mocy czterech żywiołów. Tak się jednak składa, że potrafi on manipulować czasem i odkrywa, że współcześnie żyje czwórka istot, która reprezentuje wymagane moce natury. Żeby przekonać ich do współpracy, używa całej swojej magii i porywa do przeszłości najbliższe im osoby, nakłaniając ich, by wyruszyli im na odsiecz…

To jedna ze słabszych historii Mike’a Careya, który dość dynamicznie wrócił do serii opowieścią o imperium Thanosa, ale teraz zdaje się jakby zwalniać. Tutaj podzielił on fabułę na dwa okresy: współczesny Nowy Jork i średniowieczny Milan; za rysowanie w każdym z nich odpowiadał natomiast inny rysownik – odpowiednio Scott Kolins i Mark Brooks. Tego ostatniego znamy i lubimy, ale ten pierwszy ewidentnie się nie sprawdza, rysuje nieproporcjonalnie i ogólnie lipnie. A dodatkowo w pewnej chwili podział chronologiczny się rypie i albo obaj rysują Nowy Jork, albo Milan… Tak że cały misterny plan Careya wylądował sami wiecie gdzie. A jak tam plan Diablo?

No cóż, Diablo jest okrutnikiem i dowiadujemy się o tym zarówno od walczących z nim alchemików, od niego samego oraz od jego sługi, którego rzuca on w ogień tylko po to, żeby wysłać wiadomość Czwórce. Bo to oczywiście Reed, Sue, Johnny i Ben stanowią odpowiedniki czterech żywiołów: to wprawdzie oczywistość, ale miło, że ktoś ją wreszcie wyartykułował. Sam plan, nieporozumienia z alchemikami i finałowa walka Reeda z Diablo są jednak mocno przewidywalne, a jedyne, co może być w tym wszystkim ciekawe, to odbijająca się w nich dychotomia nauki i magii. Obaj przeciwnicy reprezentują najdoskonalsze ucieleśnienie obu tych dziedzin, jednocześnie prawie zupełnie nie ogarniając domeny przeciwnika. Diablo w pewnej chwili mówi nawet Reedowi, że mają jednakowe umysły i w gruncie rzeczy obaj są alchemikami, obaj dążą do tego samego…

A wiecie, co jest najgłupsze? Żeby osiągnąć nieśmiertelność, Diablo musi zniszczyć świat. Życie wieczne jest jednak bez sensu, jeśli nie ma gdzie żyć, ten postanawia więc wysadzić… przyszłość. A ściślej XXI wiek. To samo w sobie jest już dokumentną durnotą, a jak dodać do tego fakt, iż aby dokonać dzieła zniszczenia, Diablo musi naładować jakąś istotę ludzką supermocami, też trąci myszką. Wiadomo bowiem, że ta superistota – a padło na Enid, siostrę Reeda porwaną razem z dziewczyną Johnny’ego, Franklinem Stormem i matką Bena (swoją drogą to ciekawe, że najbliższą osobą dla Sue był jej ojciec, ale dla Johnny’ego – laska, z którą spotyka się on zapewne od niedawna; już tutaj widać pewne podziały, które zarysowywać się będą w dalszych historiach) – wykorzysta tę moc przeciwko swojemu stwórcy. No i same apokaliptyczne zamiary Diablo są irracjonalne. Całość wypada więc średnio i nie chce mi się nawet nad nią rozwodzić.

Wspomnę więc o niuansach, które wychodzą przy okazji, a które dużo wnoszą do charakterów Czwórki. Przede wszystkim, Reed cały czas pracuje nad Sześcianem i okazjonalnie sprzedaje patenty wojskowe generałowi Rossowi (ale innemu Rossowi, o czym już wiemy). Cała Czwórka ma – poza sobą – również innych bliskich i kto wie, czy na daną chwilę nie są oni dla nich ważniejsi. Weźmy taką mamę Bena; tylko jej może ona wyjawić, jak paskudnie się czuje po wyprawie w kosmos; tu na Ziemi jest on bowiem niepowstrzymanym mocarzem, wśród kosmitów jednak jego siła niewiele znaczyła. Oczywiście Czwórka cały czas się wspiera itp., Ben zdaje się jednak od niej trochę odstawać. Enid Richards dostaje supermoce, ale to już wiemy. Najciekawiej jednak przedstawia się modus operandi Czwórki, który jest tutaj bardzo wyrazisty: gdy muszą działać, towarzyszy im… porucznik Lumpkin i cały oddział żołnierzy. To właśnie z nimi Reed i reszta przenoszą się w przeszłość, gdzie stają do walki z Diablo. Niby zwykli żołnierze są poza ligą Czwórki i w sumie niewiele mogą zrobić jej przeciwnikom, ale warto tutaj pamiętać, że Reed, Sue, Johnny i Ben cały czas pracują dla armii USA i ta armia wspomaga ich w ich operacjach. Jakby się zastanowić, to tylko kilkukrotnie Czwórka działała na własną rękę: podczas pojedynku z Doomem w Kopenhadze, wyprawy do przeszłości, wycieczki do świata zombie, pomocy Spider-Manowi i X-Men i ewentualnie podczas konfliktu z Thanosem, choć i wtedy Lumpkin chciał z nimi lecieć. A tak to wszędzie była armia, gotowa współpracować z Czwórką nawet pomimo (nagminnych) protestów Franklina Storma, ojca Sue i Johnny’ego. Ot, taka ciekawostka.

Nie zmienia to jednak faktu, że seria trochę wyhamowała, a obce zagrożenia z kosmosu czy z przeszłości zaczynają powoli nadawać jej surrealny wydźwięk. Jak to będzie wyglądało dalej? Zobaczycie już wkrótce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s