Ultimate Review 93: Ultimate Power

Posted: 03/20/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Długo się zbierałem, żeby zacząć ten wpis… jeszcze dłużej, żeby go skończyć… ale wszystko dlatego, że historia, którą mam zamiar tutaj opisać, dosłownie spędza sen z powiek. Zarówno w dobrym, jak i złym znaczeniu.

1 2 3

4 5 6

7 8 9

Reed Richards jest już uznanym superbohaterem i liczącym się naukowcem w S.H.I.E.L.D., cały czas jednak męczy go jego największa porażka: niemożność przywrócenia Benowi Grimmowi jego ludzkiej postaci. Zdesperowany postanawia wysłać sondy do innych rzeczywistości by zebrać więcej informacji o tajemniczym stanie przyjaciela. Traf chce, że jedna z tych sond wywołuje globalną katastrofę w jednym z tych uniwersów, którego mieszkańcy bynajmniej nie mają zamiaru puścić tego Reedowi płazem. Na Ziemi-1610 pojawia się grupa superbohaterów znana jako Squadron Supreme, która porywa Richardsa do swojego świata celem go osądzenia. Nick Fury i inni bohaterowie uniwersum Ultimate nie zamierzają jednak patrzeć na to bezczynnie. A Fury ma w tym swój własny interes…

Trudno powiedzieć, od czego zacząć, zacznę więc od okładek i rysunków. Tutaj swoje tradycyjnie wspaniałe plansze prezentuje Greg Land, zachwycający dbałością o inne przygody Fantastycznej Czwórki i jeden z lepszych rysowników, którzy brali na warsztat uniwersum Ultimate. W Ultimate Power można jednak odnieść wrażenie, że postarał się trochę słabiej, Nie zrozumcie mnie źle, nadal jest pięknie, kadry są bogate, fotorealistyczne i tętnią życiem. Okładki są przecudne… zresztą możecie się przekonać, oglądając pokazane tu plansze. I wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie niepokojąca konstatacja, do której człowiek dochodzi po wykonaniu choćby podstawowego researchu na temat tego rysownika. Otóż Greg Land przerysowuje z pornoli.

To miało miejsce już w Ultimate Fantastic Four, ale tutaj – gdzie postaci kobiecych jest jeszcze więcej – robi się naprawdę niepokojąco. Już pal licho kwestię np. Wandy Lensherr, zwanej dla niepoznaki – zapewne ze względu na sfabrykowaną tożsamość – Wandą Maximoff. Ona była i jest flirciarą bezwzględnie korzystającą ze swojej urody, może więc przyjmować takie pozy, jakie przyjmuje. Ale kiedy to samo robi nieletnia Kitty Pryde, połowa zmutowanych wężo-kobiet z Serpent Squad (to ta grupa powyżej, będąca uosobieniem jakiegoś bliżej nieokreślonego kultu, ale wprowadzona raczej tylko po to, by dostać łupnia od Czwórki) czy dziewczyny ze Squadron Supreme, to coś jest tu bardzo nie tak. Nie mówiąc o tym, że Land chyba miał wpływ na scenariusz – albo scenarzyści antycypując inspiracje Landa pozwolili mu się wykazać – bo postacie wręcz buchają hormonami.

Co do scenariusza, to pisały go aż trzy osoby: samo zawiązanie akcji i kwestia zniszczenia świata Squadron Supreme to dzieło Briana Bendisa, odsiecz superbohaterów Ultimate napisana została przez J. Michaela Straczynskiego – znakomitego i wielokrotnie nagradzanego scenarzystę – wielki finał jest natomiast pióra Jepha Loeba i przynosi sporo zaskoczeń. Tak naprawdę Loeb położył tu podwaliny pod swoje dalsze intrygi i w Ultimate Power zasiane zostały ziarna, które z wielką mocą wykiełkują później… ale o tym wiemy z perspektywy czasu. Gdy mini-seria się kończyła, pozostawiła masę niedogaszonych wątków i kupę niedopowiedzeń, które potem trzeba było prostować. Nie pomógł też fakt, że całą dziewięcioczęściową opowieść publikowano ponad rok, przez co chociaż punkt dojścia był z grubsza znany, seria rozminęła się z wieloma rozwiązaniami fabularnymi w innych komiksach. Dlatego może teraz przejdę do tych nielogiczności, żeby potem skupić się na tym, co wyszło.

Pierwszy problem jest kolosalny: X-Men wciąż działają. W dość okrojonym nie wiedzieć czemu składzie, ale pojawiają się i biorą udział w walce. Jedynym wyjaśnieniem takiej sytuacji mógłby być fakt, że cała ekipa (Cyclops, Marvel Girl, Wolverine, Storm, Rogue i Iceman) znajdowała się akurat w posiadłości Xaviera krótko przed wydarzeniami z historii Cliffhangers i zareagowali na wezwanie Kitty, która już tam nie mieszkała. Cyclops wprawdzie dobitnie zastrzegł, że rozwiązuje X-Men, ale to w ogóle nie ma tu znaczenia, bo wszyscy działają w swoich kostiumach, są dynamiczni, weseli i w ogóle… Można ewentualnie uznać, że to chwilowa euforia wynikająca ze znalezienia się w ogniu bitwy, a w gruncie rzeczy w dalszych wydarzeniach biorą udział jedynie Storm, Cyclops i Wolverine (nie licząc Kitty), i to wyłącznie jako grupa ratunkowa. Zasadniczo więc ich obecność jest ograniczona. No ale są. Znacznie trudniej za to wytłumaczyć, jak Kitty dogadała się ze Spider-Manem i czemu latają sobie po mieście, skoro Peter z nią zerwał; ale mogli się przypadkowo spotkać, to się zdarza. No a potem wszystko działo się tak szybko, że nie było czasu się zastanowić, gdzie i kto w ogóle leci. Z drugiej jednak strony, skoro wyprawa ratunkowa była zorganizowana spontanicznie, jakim cudem na helicarrierze znalazł się (uwaga: spoiler) i Dr. Doom i Hulk? Trzymani byli w rezerwie? Oczywiście, obecność Bannera wynika z umowy z Nickiem Furym sprzed jakiegoś czasu, ale że tak szybko dało się go wpakować na pokład i że załoga o tym nie wiedziała… dziwne. Tak samo dziwne jest to, że z Ultimates trzyma się Hank Pym w stroju Ant-Mana, po tym jak go wsadzili do więzienia w Triskelionie. Ale skoro to Iron Man teraz rządzi ekipą, to mogli się z Pymem dogadać i warunkowo zapisać go do drużyny. Ufff… to wprawdzie jeszcze nie wszystkie nielogiczności, ale dwie ostatnie zostawię na koniec.

Tak więc na Budynek Baxtera napada Squadron Supreme z innego świata i oskarża Richardsa o zniszczenie ich planety. Ten zgadza się z nimi odlecieć – oczywiście po krótkiej bitwie – ale Fury organizuje odsiecz. I teraz tak: ze wszystkich bohaterów, którzy stawili się na pomoc Czwórce – a byli to Spider-Man, Kitty Pryde, Cap America, Iron Man, Thor, Quicksilver, Scarlet Witch, Hawkeye, Wasp, Ant-Man, Storm, Cyclops, Rogue, Iceman, Marvel Girl i Wolverine – na pomoc Reedowi wyruszają wszyscy poza Icemanem, Rogue, Marvel Girl i… Ant-Manem. Inaczej mówiąc, to jest ekipa, której powierzono opiekę nad Ziemią, jeśli coś w uniwersum Squadron Supreme pójdzie nie tak. Trochę to głupie. Jak również głupie jest to, że Nick Fury tyle ryzykuje, żeby tylko Reed nie odkrył jego konszachtów z Doomem; być może obawia się, że Squadron Supreme mogłoby wtedy zaatakować Ziemię-1610, ale to śliskie i mało przekonujące. No ale niechby superbohaterowie nie wrócili z tej wyprawy: na straży świata zostaje mutantka odbierająca moce innym mutantom, chłopak manipulujący lodem, alkoholik na Prozacu kontrolujący mrówki i… Jean Grey, schizofreniczka władająca potencjalnie nieograniczoną mocą. No ok, o problemach Jean z Feniksem Nick mógł na tę chwilę nie wiedzieć, Magneto – jak sądził – siedział w Triskelionie, a Doom był na pokładzie helicarriera, ale to i tak mało ostrożne jak na niego. Chyba, że miał jakiś awaryjny plan, którego nie znamy i którego pewnie nie poznamy.

Cała zadyma jest tak naprawdę pretekstem, żeby zderzyć uniwersum Ultimate Marvela z podrasowaną wersją podróbek bohaterów DC, jakimi są członkowie Squadron Supreme. Takie pomysły były już wcześniej, zarówno jako dystopijne i negatywne naświetlenie tych koncepcji bohaterów, jak i zestawianie np. Avengersów w wersji 616 z grupą superłotrów zwaną Squadron Sinister, będącą klonami bohaterów z innych światów. Zawsze jednak w takich konfliktach scenarzystom chodzi o to samo: o pokazanie, jak mogłaby wyglądać walka bohaterów Marvela z bohaterami DC. Oczywiście, z reguły wypada tak, że nasi herosi są lepsi, zabawniejsi i w ogóle ciekawsi, ale na kartach komiksów Marvela to będzie zawsze nierówna walka. Ciekawe, czy w uniwersum DC podobne próby też są podejmowane…

Tak czy inaczej, analogie są proste. Hyperion ma garnitur mocy i cech charakterystycznych dla Supermana, Doctor Spectrum to tęczowa wersja Green Lanterna, a Nighthawk ma być marvelowskim Batmanem. Blur/Whizzer to oczywiście Flash, a Zardra (Princess of Power) stanowi wariację na temat Wonder Woman. Tylko zdaje się bicza nie ma. Innych superbohaterów DC nie zidentyfikowałem, choć w Squadron Supreme kilku ich się pojawia, jest kobieca wariacja na temat Aqua-Mana, jest czarodziejka Arcana, co do której nie wiem, kogo reprezentuje, pojawia się też wielu innych bohaterów. Generalnie jest straszliwy tłok.

Bo też chyba o to chodziło scenarzystom tego komiksu. Chcieli pokazać, jak w pełni ukształtowany legion bohaterów uniwersum Ultimate może sobie poradzić z większym zagrożeniem. Do tej pory walka z Gah Lak Tusem była najbliżej takiego efektu, ale tam wszystko było rozrzedzone, podzielone na trzy tak naprawdę niezależne intrygi. Tutaj wszyscy lecą jednym okrętem w stronę konkretnego celu: zrobieniu jak największej czadowej rozwałki ze wszystkimi możliwymi superbohaterami Ultimate. I choć sensu ma to mniej niż byśmy chcieli, to i tak jest to imponujące. Naprawdę. Plansze ogląda się znakomicie, jest bardzo dynamicznie, co rusz zwrot akcji i w sumie nic dziwnego, że superbohaterom Ultimate często puszczają nerwy, skoro są narażeni na takie przeciążenia. A jak jeszcze wpada Hulk, to już w ogóle…

Dopiero teraz – po chyba dziesiątym czytaniu tego komiksu – zorientowałem się, że Hawkeye też nie poleciał ratować Richardsa. Może to był plan B Nicka Fury’ego…?

Co zaś do intrygi, to wszystko przebiega w miarę płynnie, poza wypunktowanymi wyżej (i dwiema poniżej) niedociągnięciami postacie zachowują się tak jak powinni, Sue strasznie przejmuje się zniknięciem Reeda i nie daje sobie w kaszę dmuchać, Thing i Hulk mają właściwe sobie bon-moty, Thor też mówi i zachowuje się we właściwy dla siebie sposób. Wprawdzie Nick tłumaczy Parkerowi swoje motywy trochę zbyt otwarcie, ale w końcu łączy ich szczególna więź. A jakie to motywy? Oto bowiem Nick przewidział, że Reed sprzeciwi się jego rozkazowi i wyśle w przestrzeń swoje sondy, więc kazał swoim naukowcom przerobić je, by emitowały dane przede wszystkim do S.H.I.E.L.D. I wszystko byłoby ok, gdyby jego naukowcy byli w stanie sobie z tym poradzić, jako że jednak Reed był dla nich za mądry, Fury musiał zwrócić się do Dr. Dooma. Ten zwietrzył możliwość ekspansji – tajemnicą pozostaje, jak w ogóle wrócił z uniwersum zombie, ale skoro to zrobił, to pomysł podboju innego uniwersum mógł mu się urodzić – i dogadał się z genialnym naukowcem z uniwersum Squadron Supreme, Emilem Burbankiem (taki lokalny Lex Luthor). Na czym polegała ich umowa, nie wiadomo, wiadomo natomiast, że Burbank – którego alter ego z innego uniwersum ma ksywę Dr. Menace i to powinno nam dużo o nim powiedzieć – dostał od wojska zlecenie zabicia Hyperiona. Efektem ubocznym była śmierć milionów ludzi, ale to niska cena za pozbycie się najpotężniejszej istoty we wszechświecie; przynajmniej zdaniem generalicji, a może i Burbanka, nienawidzącego Hyperiona od bardzo dawna. Kozłem ofiarnym miał być Reed Richards, co pewnie też pasowało Doomowi. No i doszło do zadymy, w której pewnie – zgodnie z planem Dooma – mieli zginąć superbohaterowie z obu światów, gdyby nie Scarlet Witch, która sprowadziła… Squadron Supreme z trzeciego uniwersum. Do tego doszedł Hulk i superbohaterowie musieli zaprzestać walki, połączyć swe siły i skupić się na wspólnym celu. Tym zakończyła się kosmiczna rozwałka i herosi Ultimate wrócili do domu. Ale nie wszyscy.

To jest chyba najważniejsza konsekwencja Ultimate Power. Będzie spoiler, ale trudno. Otóż superbohaterowie chcąc ukarać Nicka za to, że ich okłamał, pozostawiają go na świecie Squadron Supreme (głupota numer jeden). Czynią to, bo plany Fury’ego zdradził im Spider-Man (głupota numer dwa). No dobra, Peter mógł wsypać Fury’ego, bo mógł nie przewidzieć, że superbohaterowie pozostawią go za sobą. Tyle że z ich punktu widzenia było to mało logiczne. Ale zrobili, jak zrobili. I klops. Fury’ego nie ma. Jego miejsce w S.H.I.E.L.D. zajęła Carol Danvers, która przewijała się od jakiegoś czasu w tle, a teraz – jak widać – dostała pierwsze skrzypce. Na Ziemię-1610 przybyła natomiast Zardra, żeby upewnić się, że podobne zagrożenia ze strony uniwersum Ultimate już nigdy się nie powtórzą. Tym samym Ultimates zyskali swoją własną Wonder Woman, przynajmniej w teorii.

Z innych ciekawostek można wymienić Project Pegasus, supertajną placówkę S.H.I.E.L.D. w Wyoming, gdzie zbierane są artefakty pozaziemskiego pochodzenia i pilnuje się, żeby nie znalazły się w niepowołanych rękach. Serpent Squad chcą wydobyć stamtąd Koronę Węży, ale kto wie, jakie cuda tam jeszcze spoczywają? Dowiadujemy się też, że Ben Grimm wciąż rozpacza nad swoim wyglądem, co sprowadza się do przejmującego i pesymistycznego kadru na koniec historii. Pojawia się jednak jeszcze jedna kwestia: oto bowiem gdy Sue pozwala sobie na wulgaryzm, Ben rozmawia z nią na bardzo familiarnej stopie, trochę zbyt familiarnej jak na ich dotychczasowe relacje. Przypadek czy celowe zagranie?

No i to tyle. Dużo fantastycznej rozwałki, kupa nielogiczności, dodatkowo trudno się oprzeć wrażeniu, że Ultimate Power miało być kickstarterem nowej serii Marvela, Supreme Power, która jednak doczekała się raptem kilkunastu numerów. Tymczasem Ziemia-1610 pozostała bez Nicka Fury’ego i jego tajemnic, toteż kto wie, co się może dalej zdarzyć…

P.S. Na okładkach dwóch ostatnich numerów pojawia się winieta „March on Ultimatum”. Zbliża się więc coś, na co nikt, ale to absolutnie nikt, nie jst przygotowany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s