Ultimate Review 95: Ultimate X-Men: Sentinels

Posted: 03/29/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Dalszy ciąg zmagań Roberta Kirkmana z serią Ultimate X-Men przynosi nam powrót rysunków Yanicka Paquette’a, przez co jest mniej obrzydliwie i nieco barwniej. Poznajemy też wreszcie nową drużynę, zebraną przez Bishopa. Oraz specyfikę nowego zagrożenia.

1 2 3

 4 5

Pojawiające się tu i ówdzie Sentinele zbierają krwawe żniwa, zwłaszcza wśród zwolenników tajemniczego Stryfe’a i jego Frontu Wyzwolenia Mutantów. Cyclops i Szkoła Xaviera (wbrew obiekcjom Jean) decydują się pozostać neutralni. Do walki staje więc Bishop i jego nowa drużyna gotowa kontynuować dzieło Xaviera: Wolverine, Storm, Dazzler, Angel, Pyro, Psylocke… oraz Beast. Kto stoi za zabijaniem mutantów i jaki ma w tym cel?

Kirkman bezbłędnie skręca w stronę typowych rozwiązań znanych z innych komiksów superbohaterskich, ale mamy też kilka koncepcji wartych uniwersum Ultimate. Oto na przykład Bishop zabiera się za szkolenie Dazzler, tłumacząc jej – za pomocą terminów znanych z fizyki – istotę jej mocy. W rezultacie Alison dostaje potężnego kopa i zaczyna być siłą, z którą należy się liczyć… choć wciąż jest opryskliwa i mentalnie nieprzygotowana do tego, co ją może czekać. Psylocke również zostaje rozwinięta jako postać: zirytowana na Scotta za rozwiązanie X-Men bez chwili wahania przyłącza się do Bishopa, który – jak się okazuje – w przyszłości ma zostać jej mężem. Tzn. jego młodszy odpowiednik… łapiecie, o co chodzi. Pyro to także sympatyczny gość, niezły w graniu na dwa fronty i całkowicie oddany marzeniu Xaviera. Angel zaczyna traktować Wolverine’a jak starego i dobrego kumpla, dziękując mu za te wszystkie sesje treningowe w sali ćwiczeń. Sam Wolverine… cóż, jest bardzo blisko Storm, choć wszystko komplikuje pojawienie się Beasta, który ucieka z Triskelionu mimo słów Fury’ego, że wiele ryzykuje [dygresja ode mnie: Kirkman jeszcze wtedy nie wiedział, co się szykuje w Ultimate Power, więc ta scena trochę zgrzyta, ale mniejsza z tym]. Tak że team zbiera się zacny; mimo początkowych tarć najpierw podczas masakry Frontu Wyzwolenia Mutantów, a potem walki z Sentinelami w ich ukrytej bazie, bardzo szybko zaczynają oni działać jak drużyna. Można ich nawet polubić.

Oczywiście efekt ten został osiągnięty tym, że Kirkman po prostu wpisał w ekipę część już znanych i rozpisanych bohaterów, a pozostałych usprawnił i rozpisał. Nikt nie musiał się przekonywać do Storm, Dazzler czy Wolverine’a, bo ich już lubiliśmy. Trochę nie wiemy, czy lubimy Beasta po tym, jak pozbył się futra, ale dzięki temu ewidentnie zniknęły jego wcześniejsze problemy z akceptacją, więc może jeszcze okaże się ciekawą postacią. Przy okazji wychodzi na jaw, że lek na wirus Legacy, który robił pod okiem Fury’ego, był działaniem asekuracyjnym; Fury dysponował już wirusem zrobionym przez Strykera (który tak naprawdę był jednym z wariantów serum super-żołnierza, co jest zupełnie redundantną informacją, ale warto wiedzieć, że i tutaj zmarły admirał miał swoje zasługi), ale nie miał zamiaru się z tym ujawniać, dopóki nie będzie miał antidotum. Kolejna z jego tajemnic… tak samo jak tajemnicą pozostaje, ile podziemnych pięter ma Triskelion, skoro Beast siedział tam i pichcił lekarstwo podczas zadymy z ucieczką Magneto, rozwałki dokonanej przez Liberatorów i walki z Gah Lak Tusem… i nic nie zauważył. Ale może Xavier naprawdę chciał go tam zatrzymać; nadal jednak taka kooperacja wydaje się mało sensowna…

Co do Sentineli, to mamy tu kilka powrotów: oczywiście okazuje się, że Stryfe potajemnie jest w zmowie z ich twórcami, i wykorzystuje mutacyjną zdolność do siania niezgody, aby zebrać wokół siebie mutantów, których potem wystawia na śmierć. Ci mutanci mieli się zacząć mścić, wtedy też fundatorzy całego przedsięwzięcia mieli zgłosić się z programem Sentineli do rządu USA i dostać horrendalne wynagrodzenie za zaprowadzenie porządku. Plan iście makiaweliczny, ale też niepotrzebnie przekombinowany. Tym bardziej, że okazuje się, iż Bolivar Trask – jak pamiętamy, twórca pierwszych Sentineli i osoba, która ukradła patenty Richardowi Parkerowi – rzekomo nigdy nie uświadamiał sobie, że ich działalność skończy się masakrą ludności cywilnej, w geście rozpaczy wysadził się więc razem z całą bazą, przez co mordercze roboty – jak wszystkie roboty posiadające bazę od czasów Mrocznego widma – przestały działać. Wracają również bliźniacy Fenris jako fundatorzy całego pomysłu, szybko jednak giną, bo Bishop nie chce, żeby zabili Psylocke. Całość ma tyle pozornie nieoczekiwanych zwrotów akcji, że aż staje się nieco przewidywalna, i w gruncie rzeczy płaska. A jak jeszcze powiem, że Bishop w tajemnicy współpracuje z Cablem, to wszyscy westchną „Meh”, to było wiadomo od początku. Dramaturgii niestety Kirkman budować nie umie.

Cóż jeszcze się dzieje… Cable w przyszłości naprawia nogi Xaviera i zaczyna go trenować, przez co cały wątek powoli skręca w stronę konwencji Dragonballa. Za horyzontem czyha wielkie zagrożenie, ale ono tak czyha od początku i już się zdążyliśmy przyzwyczaić. Akademia Jutra i Szkoła Xaviera grają sobie w baseball, bo oba twory stały się ostatnio tak podobne, że aż dziw, iż Kirkman nie wpadł na pomysł, aby je połączyć. Jean pozwala sobie na uwagę odnośnie piersi Emmy Frost i to jest w zasadzie najciekawszy element tego wątku. Poza tym Marvel Girl cały czas potajemnie boryka się z Feniksem, a jak jeszcze Gerald z Shi’ar i Shinobi Shaw (syn Sebastiana) usiłują wydobyć z niej boską moc, to ona się wścieka i ich spala. W sumie nawet lepiej, bo zaczynali być irytujący. Co jednak najdziwniejsze, okazuje się, że oni i cały Hellfire Club byli od początku w zmowie… z Emmą Frost.

Ke? Tzn. wiele rzeczy ma tu sens, a więc fundowanie Akademii Jutra przez ocalałych członków Hellfire Club, ich infiltracja w szeregach Shi’ar też na dłuższą metę jest możliwa, jakby się też zastanowić, to oni mogli umożliwić Emmie otwarcie Akademii Jutra poprzez swoje kontakty… ale ona ani razu nawet się nie zająknęła w kwestii Feniksa. Może się nie przejmowała, a może jej to nie obchodziło… z drugiej strony zachowuje się w Hellfire Club, jakby miała tam jakąś władzę, więc działania jej współklubowiczów musiały być jej znane. A z trzeciej, po co jej w takim razie Akademia Jutra, skoro celem był i jest Feniks… Ja się w tym gubię. Może w późniejszych zeszytach się to wyjaśni…

P.S. Okładki są nawet niezłe i nieźle oddają zarówno ducha tego, co się dzieje, jak i specyfikę uniwersum Ultimate. Poza tym układają się w ładną planszę. Jest git.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s