Ultimate Review 97: Ultimate Fantastic Four: Four Cubed

Posted: 06/24/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , ,

Wiecie, jaki mam problem? Źle mi się pisze o Fantastycznej Czwórce. A dzieje się tak dlatego, że ich przygody są najbardziej przekombinowane ze wszystkich. I nawet jeśli jakieś wątki się zamykają, nawet jeśli na koniec wszystko zostaje odkręcone, to pozostaje we mnie jakiś taki niesmak. Tak jak w przypadku tej historii.

1 2

3 4

Fantastyczna Czwórka wróciła z Rosji tylko po to, by się dowiedzieć, że stworzony przez Reeda Sześcian uruchomił się celem ochrony przed kosmitami z Seed 19. Ci jednak nie dają za wygraną i postanawiają za wszelką cenę przejąć lub zniszczyć nową superbroń, byleby nie wpadła w ręce ich najstraszliwszego nemezis – Thanosa. W tym celu armia z Halcyonu porywa w kosmos… Nowy Jork. Tymczasem Thanos ma własne plany odnośnie Sześcianu i wie, jak je zrealizować. Pierwszym jego celem staje się… Ziemia.

Mike Carey jedzie tu ostro po bandzie, a Tyler Kirkham wiernie to rozrysowuje. Całość w swoim duchu jest bardzo bliska oryginalnemu klimatowi Ultimate, mamy dużą dbałość o szczegóły, mamy szereg nawiązań do świata przedstawionego w innych komiksach, mamy niezłe i nieraz autorefleksyjne bon-moty. Znów pojawia się Threshold i reszta wojowników z Seed 19, w tym nieoceniona Dreamcatcher, swoje cameo ma również Tesseract. Dzięki nim jesteśmy w stanie zobaczyć, jak wygląda sposób prowadzenia kosmicznych wojen i że Czwórka ze swoimi mocami tak naprawdę niewiele różni się od szeregowych żołnierzy Halcyona, jak również że mają oni swoje sposoby na zneutralizowanie ich zdolności. Podobnie zresztą rzecz się ma z armiami Acherona, którymi dowodzi Thanos oraz jego syn, Ronan. Tam też Czwórka tak jakby nie ma większych szans, choć ich walka jest niesamowita, a Reed wyposażony w Sześcian trochę równoważy ich szanse.

Wprawdzie całość finalnie sprowadza się do intelektualnego i psychicznego pojedynku między Reedem a Thanosem, ale po drodze mamy wiele całkiem ciekawych i nawet nieco oryginalnych pomysłów. Zachwyca sposób napisania Thanosa, który już wcześniej jawił się jako despota wrażliwy z jednej, bezlitosny z drugiej strony, ale tym razem możemy poznać jego postrzeganie świata niejako z pierwszej ręki, kiedy wreszcie łapie za Sześcian, aby ten świat zmienić. Wprawdzie trochę jedzie po bandzie, kiedy na przykład zmienia układ kontynentów na Ziemi, ale poza tym targający nim konflikt chaosu życia z porządkiem oferowanym przez śmierć jest nad wyraz ciekawy oraz fabularnie istotny. Przy okazji poznajemy też trochę rodzinę Thanosa: oskarżyciel Ronan dostaje większy rys psychologiczny, pojawia się też jego siostra, Atrea.

No właśnie, Atrea. Jeśli ktoś w uniwersum Ultimate miałby być postacią łamiącą czwartą ścianę, to tym kimś jest Atrea. Nawet ultymatywny Deadpool się na to nie załapał, a tu proszę. Dziewczyna dosłownie spada z nieba, ratuje Bena Grimma przed śmiercią, ocala de facto Reeda, wydaje się być równie pokręcona jak jej ojciec, ale przy okazji ma dobre serce (choć gdy Ben chce lecieć ratować przyjaciela, nie szczędzi mu homoseksualnych przytyków). Sama siebie nazywa w pewnej chwili Deus ex machiną, posługuje się odniesieniami do współczesnego świata i popkultury (np. do Kacpra, przyjaznego duszka), ale robi to w tak wdzięczny sposób, że w zasadzie nie przeszkadza nam fakt, iż żadnej z tych kwestii – jako było nie było kosmitka – nie powinna wypowiadać. Ale i tak ją lubimy. Inna rzecz, że bez niej nie udałoby się ocalić świata, ale co tam.

Obok tego wszystkiego pojawiają się oczywiście superbohaterowie Ziemi, choć w nieco innej funkcji niż się spodziewamy. Oto bowiem gdy Thanos przejmuje kontrolę nad Sześcianem, przekabaca Ultimatesów i innych na swoją stronę, przez co zyskują oni mroczniejszy wygląd i wspólnie wyruszają, by zaatakować drzewo życia na Halcyonie. Przy okazji wśród przekabaconych superbohaterów dostrzegamy Moon Knighta, Shanga-Chi, Iron Fista i… Elektrę, co oznacza, że ta ostatnia w jakiś sposób wróciła do siebie po niefortunnych wydarzeniach sprzed paru miesięcy. To ciekawe, choć niewiele mające wspólnego z Fantastyczną Czwórką wydarzenie.

Całość sprawia wrażenie narracji ogarniającej i zamykającej wątek Sześcianu oraz Thanosa, z przepiękną kompozycją ramową i w ogóle z kilkoma ciekawymi rozwiązaniami narracyjno-fabularnymi. Rysunki Kirkhama dobrze wpasowują się w fabułę, wszystko jest klimatyczne i przyjemne, a także – choć finalnie Reed (po raz już chyba setny) odczynia całe zło, jakie wyrządził jego antagonista – to nie obywa się bez konsekwencji. Oto bowiem ochłodzenie relacji między Sue a Reedem wciąż trwa, ale za to Susan nauczyła się wykorzystywać ofensywnie swoje pola siłowe. A Johnny… Johnny dowiedział się, że Michelle Rodriguez mieszka w Nowym Jorku. Poza tym armada Halcyona zniszczyła kosmicznego Iron Mana – tego samego, którym Stark zmasakrował najeźdźców podczas III Wojny Światowej. I w sumie nie wiadomo, czy i tę szkodę odczynił Reed. Chyba nie… W każdym razie znów robi się ciekawie.

Aaa! Kosmici kradną Nowy Jork!

Reklamy
Komentarze
  1. Po pierwsze – Czemu kiedy chcę skomentować jak człowiek cokolwiek na twoim blogu to wordpress domaga się ode mnie zalogowania?
    Po drugie – Co myślisz o zakończeniu „Age of Ultron”? Wychodzi na to, że ten event bardziej w Ultimate zamieszał niż w 616 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s