Ultimate Review 99: Ultimate Spider-Man: Death of a Goblin

Posted: 07/05/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

Shocker zostaje pobity przez Spider-Mana po raz szósty, a Triskelion wybucha po raz chyba trzeci. Czyli w zasadzie nic nowego się nie dzieje, ale to co się dzieje, jest bardzo ciekawe.

1 2 3

4 5 6

Po rozmowie Petera z ciocią May wszystko układa się nieźle. Shocker dostaje bęcki, związek z Mary Jane kwitnie, nawet relacje z Kitty zaczęły się normować. A jak jest za dobrze, to w pewnej chwili coś oczywiście musi pęknąć. I tak się składa, że pękają mury Triskelionu, oto bowiem podczas remontu z więzienia ucieka nie kto inny, a sam Norman Osborn. Cel ma taki sam, jak ostatnio: zmusić Spider-Mana do współpracy i zdyskredytować Nicka Fury’ego. Rzecz w tym, że Nicka nie ma już na Ziemi; jego funkcję – jak wiemy – przejęła Carol Danvers. Zielony Goblin robi więc to, czego nikt by się po nim nie spodziewał: idzie do telewizji…

Stuart Immonen ma dzisiaj opinię znakomitego rysownika, lecz zanim na nią zapracował, rysował te komiksy. Niestety, przeskok jakościowy pomiędzy nim a Bagleyem jest tak widoczny, że aż bolesny. Co tu kryć, Bendis prowadzi go jak umie, ale na tę chwilę jestem zdania, że immonenowski Spider-Man jest po prostu brzydki. Nie mówiąc o tym, że Stuart z jakiegoś sobie tylko znanego powodu – pewnie dla zaznaczenia różnicy między nim a Bagleyem – zupełnie przerysował kostium Kitty Pryde. Efekt jest taki, że swój solowy uniform Kitty zmieniła bez żadnego wyraźnego powodu. Teraz wygląda on tak:

Co zaś do fabuły, to bardzo cieszą odświeżone relacje między Peterem a Kitty, dziewczyna powoli wpasowuje się w klimat szkoły, zaczyna nawet spotykać się z Kongiem. Oczywiście ucieczka Goblina (oraz Electro i paru innych superłotrów, którzy z niezrozumiałych dla mnie przyczyn często siedzą w zamknięciu w swoich kombinezonach) wywołuje panikę, zwłaszcza u Mary Jane – która przecież ostatnimi czasy wiele przeszła – ale nasi przyjaciele są już na tyle doświadczeni, że reagują tak, jak powinni. Rodzice MJ oraz ciocia May niemal od razu jadą za miasto, Spider-Man jest więc w stanie skupić się tylko i wyłącznie na tym, co najważniejsze: wsadzeniu Osborna z powrotem za kratki. Tym bardziej, że Norman – jak przystało na prawdziwie diabolicznego superłotra – idzie do telewizji by wszystkim powiedzieć, jakim to jest on biednym, umęczonym i oszukanym przez swój kraj człowiekiem. Niby tego jeszcze nie było, ale ta jego mantra trochę mi się już znudziła. Najwyraźniej Peterowi też, bo robi wszystko, żeby Osborna znaleźć. Wdaje się też w (kolejną) walkę z Electro, który nawiał z Triskelionu razem z Goblinem.

Skoro mowa o tej ucieczce, to przy okazji ma miejsce ciekawy epizod. Oto uciekający równolegle Otto Octavius zatrzymuje się, żeby… powstrzymać Normana przed ucieczką. Ponadto zwierza się, że zdradził S.H.I.E.L.D. wszystko, co wie o Oz, a oni i tak nie umieli złamać jego formuły (pewnie dlatego, że wszyscy pierwszoligowi specjaliści od superżołnierzy są poza Triskelionem: Bruce Banner nie wiadomo gdzie, Arnima Zoli – jeśli żyje – lepiej nie ruszać, Hank Pym w areszcie domowym, a Reed Richards i Franklin Storm… cóż, po tym wszystkim, na co mieszkańcy Budynku Baxtera narażają Ziemię, nie dziwota, że Carol Danvers nie chce mieć z nimi nic wspólnego). Poza tym niezależnie od tego z więzienia wychodzi (bo to lepsze słowo niż „ucieka”) znajomo wyglądająca blondynka… nie chcę póki co zdradzać więcej, na razie więc powiem tylko, że to może być zapowiedź czegoś znacznie większego. Większego nawet niż epickie, finałowe starcie z Zielonym Goblinem.

Jeśli w jakiś sposób można podsumować fabułę tej historii, to ja optowałbym zna hasłem „wojny telewizyjne”. To dzięki telewizji bowiem Norman może przed wszystkimi oczerniać nieobecnego w tym uniwersum Nicka Fury’ego, również dzięki telewizji – choć w inny sposób – Carol Danvers wywabia Goblina z ukrycia, wykorzystując do tego Harry’ego. Prawda jest taka, że Danvers – póki co – jest najbardziej zielona w tym wszystkim i po raz pierwszy ma tak naprawdę do czynienia z zagrożeniem ze strony metaludzi oraz negatywnymi efektami genetycznego wyścigu zbrojeń. Wcześniej, podczas konfliktu z Kree, miała po swojej stronie Fantastyczną Czwórkę, Ultimates i Captaina Marvela; gdy Silver Surfer znalazł się na Ziemi, w zasadzie cały wynikający z tego konflikt odbył się niezależnie od jej wpływu i został zażegnany dzięki Reedowi. Tym razem ona i S.H.I.E.L.D. zostają na dobrą sprawę sami przeciwko człowiekowi, który odważył się kiedyś napaść na Biały Dom. Nic więc dziwnego, że się miota i próbuje najróżniejszych taktyk, od przesłuchiwania Parkera, poprzez uczynienie z niego przynęty, skończywszy na propozycji współpracy. W efekcie Spider-Man – oraz Kitty, która ruszyła mu na ratunek – zostają na chwilę agentami S.H.I.E.L.D. I stwierdzają, że to cool.

Danvers przestaje być jednak cool, kiedy decyduje się użyć Harry’ego jako przynęty na Normana. Oczywiście okazuje się, że mimo serum Reeda Richardsa i Sue Storm próby wyleczenia chłopaka z hobgoblinizmu nie powiodły się, w rezultacie więc dostajemy epicki pojedynek Goblinów. Pojedynek, który kończy się tragicznie i jest bardzo mocną puentą całej historii. Mnie się łezka w oku zakręciła, podobnie jak Peterowi. Mary Jane i Liz Allen natomiast płakały jak bobry. Coś mi się wydaje, że Spider-Man nie będzie żywił do nowej szefowej S.H.I.E.L.D. zbyt dużej sympatii…

Co jest o tyle interesujące, że Carol Danvers jest chyba najciekawszą postacią w całej tej zadymie. To, jak improwizuje i jak ponosi konsekwencje tych improwizacji jest równie fascynujące, jak sama finalna walka. Gdy okazuje się, że Norman Osborn zabił swojego prawnika i planuje zabić księgowego – słowem, robi coś innego niż sądziła Carol – kobieta musi kombinować, jak zareagować na jego działania. Swoją drogą, były psychiatra Harry’ego, Miles Warren, wciąż spotyka się z May Parker, a jego obecność wydaje się sugerować, że w tym wszystkim jakąś rolę grają też inne siły. Na razie jednak Miles Warren w żaden sposób się nie ujawnił; zobaczymy, co będzie dalej.

Wiem, że nie możecie się doczekać, aż powiem, który Goblin – czy może oba? – ginie w tym komiksie. No i się nie doczekacie. Cała fabuła jest zbyt dobrze poprowadzona, zbyt intrygująca i zbyt przejmująca, abym miał ją Wam zepsuć. Chcecie wiedzieć, jak to wszystko się kończy? Sięgnijcie po komiks.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s