Ultimate Review 103: Ultimate Spider-Man: Spider-Man and His Amazing Friends

Posted: 08/06/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ostatnim razem pisałem, że Robert Kirkman w swoich scenariuszach niebezpośrednio odwoływał się do serialu animowanego o X-Men z lat 90. Tak się składa, że mniej więcej równolegle Brian Bendis poszedł podobnym torem, jego koncepcja była jednak znacznie bardziej świadoma, ewidentnie ironiczna i co tu dużo kryć – kapitalna. Pamiętacie taki serial, jak Spider-Man and His Amazing Friends?

1 2 3

Peter Parker i jego przyjaciele wiodą tymczasowo spokojne życie. Wprawdzie Mary Jane nadal nie podoba się fakt, że to z Kitty Peter musi wychowywać sztucznego bobasa (w ramach zaliczenia jednego z przedmiotów, najpewniej przystosowania do życia w rodzinie), ale poza tym jest raczej sielankowo. Paczka przyjaciół dodatkowo się rozrasta: do Petera, Mary Jane, Kitty oraz Konga – jej obecnego chłopaka – dołącza Liz Allen oraz Johnny Storm, który próbuje jeszcze raz zyskać jej sympatię. Pojawia się również Bobby Drake, pragnący poprawić swoje relacje z Kitty. Wszyscy razem wybierają się na plażę i świetnie się bawią… do momentu pewnego wypadku. Otóż Liz od jakiegoś czasu nie czuje się dobrze…

Zanim o pewnych zaskakujących pomysłach scenarzysty i rysownika (których część widać już na okładkach), kilka słów o inspiracjach Bendisa. Chodzi oczywiście o wyżej wspomniany serial, w którym to Peter Parker – już jako dorosły superbohater – mieszkał razem z Bobbym Drakiem i Angeliką Jones w mieszkaniu skrywającym supernowoczesny komputer pozwalający na tropienie przestępców. Dobra – zapytacie – Bobby to Iceman, ale kim u licha jest Angelica Jones? To wymyślona na potrzeby serialu superbohaterka władająca ogniem, znana jako Firestar. Wzięła się ona stąd, że w latach 80., kiedy puszczano serial, Marvel nie miał praw autorskich do animowanego wizerunku Human Torcha, który to wedle pierwotnej koncepcji miał być współlokatorem Petera (to samo dotyczyło serialu o Fantastycznej Czwórce, gdzie Johnny’ego musiał zastąpić robot H.E.R.B.I.E., do dzisiaj pałętający się po komiksach o Czwórce jako swego rodzaju easter egg). Wymyślono więc Angelikę, którą pewnie część z Was jakoś tam kojarzy, bo serial był baardzo dawno temu puszczany również w Polsce. Tutaj macie czołówkę:

Wszystko spoko, tylko w uniwersum Ultimate nie ma Angeliki Jones. Jest za to Human Torch… i Liz Allen. To bowiem u tej dziewczyny pojawiają się fantastyczne moce kontroli nad ogniem, dokładnie zresztą w taki sam sposób, jak to miało miejsce z Johnnym w historii Popular. Pierwsze pytania o stan Liz padają zresztą właśnie pod adresem Torcha, który jednak nie odpowiada za jej stan. Sama Liz oczywiście panikuje i Iceman musi – kilkukrotnie – ją ratować, on też tłumaczy jej podstawy panowania nad lotem. Konkluzja krótkiej, ale żywiołowej wymiany zdań między przyjaciółmi jest następująca: wszyscy dochodzą do wniosku, że Liz Allen musi być mutantką.

To jest oczywiście zagranie fabularne stare jak świat, ale niezmiennie znakomite. Wszyscy pamiętamy, jak Liz odnosiła się do mutantów, jak bardzo drażniła i przerażała ją sama obecność Kitty w klasie, i choć powoli zaczęła ją tolerować, to nigdy nie przeszła nad tym do porządku dziennego. Pamiętamy też o jej wujku Fredzie, który był obecny podczas ataku Magneto na Waszyngton. Wszystkie otwarte kwestie dotyczące Liz – a wiele z nich towarzyszy nam od samego początku istnienia serii – znajdują tutaj swoje ujście. To, jak ta układanka powoli się wypełnia, jest niemal czystym majstersztykiem. Liz okazuje się mutantką i reaguje tak, jak zareagowałby każdy ksenofob na jej miejscu: strachem, paniką, negacją, rozpaczą, a potem powolną akceptacją swojej sytuacji, dostrzeganiem pewnych plusów, gniewem na matkę za zatajenie informacji o jej ojcu… to wszystko wypada bardzo wiarygodnie i przekonująco. Swoją rolę równie dobrze gra Iceman, będący doświadczonym i panującym nad sobą, ale mimo wszystko wciąż jeszcze niedojrzałym mutantem. Ma jednak serce po właściwej stronie i robi wszystko, co może, żeby pomóc Liz (przy okazji ciesząc się z tego, że może oglądać ją nago). Oczywiście Peter również staje na wysokości zadania i stara się uspokoić przyjaciółkę, ale tego się po nim spodziewaliśmy. Co nie zmienia faktu, że nadal znakomicie się go ogląda w tej roli.

Żeby jednak nie było zbyt kameralnie i żeby cała historia prowadziła do czegoś więcej, pojawia się Magneto. I tutaj wszyscy powinniście uczynić gest przerażenia połączonego z niedowierzaniem. Po pierwsze: skąd? Co? Jak? Ostatnim razem, kiedy Erik Lehnsherr pojawił się w Nowym Jorku, na nogi stanęło całe S.H.I.E.L.D., X-Meni oraz Ultimates! Racja, wtedy zasadniczo wywołał kataklizm i zagroził wybiciem całej ludzkości, a teraz uważa, by nikogo nie skrzywdzić (pewnie chcąc ograniczyć wieść o swoim przybyciu), ale nadal. Gdzie wtedy byli Ultymatywni? Co wtedy robiła Carol Danvers? Najniebezpieczniejszy mutant na planecie ot tak pojawia się w samym środku Queens… i nic!? Po drugie: kiedy ostatnio sprawdzałem – a specjalnie cofnąłem się o kilka komiksów w tym celu – udający Magneto Mastermind siedział grzecznie w Triskelionie, podczas gdy prawdziwy Magneto czyhał w ukryciu. Mówiąc krótko: cały świat żył w przekonaniu, że Magneto jest uwięziony. Dlaczego więc – kiedy ni stąd, ni zowąd pojawia się w Nowym Jorku – nikt nie jest zdziwiony? Że Spider-Man, to rozumiem – nie jego liga, ale gdy przybywają X-Men, nikt nawet nie mrugnął. Pewnie, Iceman mógł ich ostrzec, że chodzi o Magneto, ale pytanie „jak wydostałeś się z Triskelionu” ani razu nie pada. Już pomijam fakt, że ten skład X-Men jest dość wątpliwy: obok Wolverine’a, Storm, Cyclopsa i oczywiście Icemana do walki stają Colossus (który w tym czasie mieszka ze swoim chłopakiem w Chicago), Nightcrawler (aktualnie przebywający wśród Morlocków) czy Marvel Girl (która odleciała w kosmos). To mogło być przeoczenie rysownika, Stuarta Imonena, choć rysował on kiedyś X-Men i powinien się orientować w aktualnym składzie drużyny. Niestety, nikt się nad niczym nie zastanawia i to się tutaj wszystko poważnie nie klei.

To może spróbujmy to jakoś skleić. Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się wariant następujący: Magneto po swojej ucieczce – zgodnie z zapowiedzią – wprowadził w ruch jakiś dalekosiężny plan działania, mniejsza na razie, jaki. I siedział cicho w Savage Land, o czym wiemy z komiksu Aftermath. Jego wypad do Nowego Jorku – jakkolwiek nieostrożny – podyktowany był obietnicą daną przed laty ojcu Liz, a także swoją arogancją. Nie przewidział, że w Queens będzie jej towarzyszył Spider-Man i Iceman oraz że ten drugi wezwie pozostałych X-Menów. Ci pewnie w pierwszej chwili nie uwierzyli, ale polecieli sprawdzić; tymczasem zapewne Profesor X zadzwonił do Carol Danvers. Ta sprawdziła i stwierdziła, że Magneto – a tak naprawdę Mastermind – siedzi w swojej celi, stąd jej ociąganie i nieobecność S.H.I.E.L.D. Czwórka miała jakieś swoje problemy: dlatego Johnny chwilę wcześniej opuścił ekipę i dlatego oni też nie stanęli do walki z Magneto. A Ultimates… cóż, być może w tej kwestii coś tam nam rozjaśnią kolejne komiksy. Sam fakt, że muszę tak to wszystko tłumaczyć, jest jednak dowodem na to, że ktoś tutaj nie pomyślał. Najpewniej Bendis.

Poza tym jest jednak bardzo miodnie: Liz dowiaduje się, że jej wujek Fred tak naprawdę jest jej ojcem – a my wiemy, że to mutant znany jako Blob (preferencje i gusta matki Liz stają tu pod poważnym znakiem zapytania, ale zostawmy to na razie). Sama Liz, już jako Firestar, oddala się razem z X-Men, by uczyć się w ich szkole. Kong natomiast wyjawia Peterowi, że wie o jego podwójnej tożsamości, i robi to z taką klasą, że mogę to uznać za najlepszą scenę w komiksie. Okazuje się, że mimo iż wcześniej Peter robił wszystko, by ukryć fakt, iż jest Spider-Manem, ci wszyscy, którzy byli z nim blisko i znali go od dziecka – w tym właśnie Kenny/Kong – mogli domyśleć się prawdy. I to jest fajne, i to jest miłe, i to jest coś, co Bendisowi wyszło. Nawet, jeśli namieszał z powrotem Magneto.

Reklamy
Komentarze
  1. M pisze:

    Pamiętasz jeszcze o tym ”blogu”?

    • misiekwolski pisze:

      Jak najbardziej. Póki co mam rozpoczętych szereg recenzji, które muszę pokończyć, ale myślę, że stanie się to wcześniej niż później. Proszę o cierpliwość 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s