Troopah Troopah

Posted: 10/19/2013 by misiekwolski in Dźwięki
Tagi: , , , ,

Tak przynajmniej zespół powinien się nazwać, gdyby chciał atakować zachodni rynek. Inne warianty tłumaczeniowe tej nazwy mogłyby siać niepotrzebny ferment, nawet jeśli semantycznie byłyby poprawne (Dead Man’s Party?) albo usiłowały oddać grę słów obecną w polskiej wersji (Dead’s Deads? Zombie’s Zombies?). W każdym przypadku ryzykujemy, że zgubimy za dużo sensów, dlatego może lepiej ostateczną decyzję zostawić ekipie Grzegorza Kwiatkowskiego. Bo że zespół z tym materiałem powinien ruszać na Zachód – nie mam żadnych wątpliwości.

okladka++

No ale może zacznijmy od początku, czyli od pierwszej płyty (rzekomo)długogrającej zespołu Trupa Trupa, o której opinię wyraziłem swego czasu w tym miejscu. Wtedy były ochy i achy, bo zespół uraczył nas punkowo-garażową-psychodelą w wersji rockowej, w której z całą paletą niepokojących, pełnych dysonansów, podejrzanie jasnych dźwięków zestawione zostały przewrotne teksty o zdecydowanie nieraz pesymistycznym wydźwięku. Chcę ten pesymizm podkreślić, tym tropem podążyła bowiem Trupa Trupa na swojej nowej płycie, ++. Zresztą popatrzcie sobie na okładkę powyżej. Jest minimalizm, są dwa krzyże (albo dwa plusy, ale w kontekście zawartości płyty szedłbym raczej w stronę krzyży), nie ma miejsca na wahanie. Przekaz jest czysty, twardy i… wieloznaczny. Podobnie rzecz się miała z okładką pierwszej płyty zespołu, gdzie jednak kolorystyka jak z Caravaggia i rozbrykana typografia sugerowały – przynajmniej moim zdaniem – jakąś nieskrępowaną siłę kreacji. Tutaj mamy sytuację odwrotną, może nawet krańcowo odmienną. Czy więc i materiał na płycie jest odmienny?

Otwierający płytę I hate nie pozostawia wątpliwości: nadal jesteśmy na poziomie psychodeli, jednak w porównaniu z poprzednim krążkiem więcej do powiedzenia mają gitary. W moim przekonaniu jest to zmiana na plus, choć przyznam, że tego typu protest song na początku płyty wprowadza trochę dziwny nastrój. Wrażenie potęguje cichutka, niemal szeptana balladka Felicy, w której Wojciech Juchniewicz mistrzowsko wykorzystał bas do podkreślenia klimatu. Z kolei Miracle jest chyba najbardziej „bujającym” kawałkiem na płycie, odwołującym się gdzieś tam do eksperymentów postrokowych oraz – przynajmniej w moim przekonaniu – do… animacji Juliana Antonisza. Natomiast awangardowy Over jest już typowo przesycony garażową stylistyką, gdzieś tam mającą za uszami pierwsze nagrania Kultu, co ewidentnie sugeruje gościnna trąbka Tomasza Ziętka z Pink Freud, obecna również w I hate, jednak tam jakby zepchnięta na dalszy plan przez psychodelę; tutaj natomiast mamy wyraźny ukłon w stronę polskiej tradycji punkowej. Here and Then, chyba najpiękniejszy kawałek na płycie, mocno w moim przekonaniu inspirowany Wish You Were Here Pink Floyd… Zresztą jest to kawałek singlowy, więc możecie go sobie posłuchać:

W połowie płyty dostajemy chyba najlepszy dowód na to, że Trupa Trupa jest zespołem przewrotnym, czyli utwór Sunny Day, w którym słyszymy „It’s a sunny day / your grave upon the water”. Ten klimat dodatkowo kapitalnie podkreśla solówka na organach, która sama w sobie jest czystym majstersztykiem i sprawia, że moim zdaniem to tym utworem powinien zaczynać się cały krążek. See You Again to z kolei niemal czyste rockabilly, wstawione tutaj chyba tylko po to, żebyśmy nie utonęli w sprzecznościach (co wcale nie znaczy, że złe). Oto bowiem ballada Home zbudowana jest na tym samym schemacie, co Sunny Day; tytuł kojarzący się z czymś ciepłym, miłym i bezpiecznym, i tekst implikujący coś niemal odwrotnego. Tutaj dodatkowo warstwa muzyczna dopełnia wrażenia schizofrenii, a przeciągające się, niepokojące outro jeszcze bardziej nas w tym przekonaniu utwierdza. Dei jest z kolei bardzo mocnym wyznaniem bezsilności wobec współczesnego świata, w warstwie muzycznej sięgającym gdzieś w rejony muzyki eksperymentalnej i acid jazzowej, cały czas jednak utrzymywanej w stylistyce garażowej (w tę stronę będzie też zmierzał zamykający krążek kawałek Exist). Na tym nie koniec dysonansów: najbardziej optymistyczna piosenka na płycie, Influence, wyśpiewana jest na modłę cichego, gitarowego epitafium. Efekt jest piorunujący.

I to wszystko. 38 minut, pełnych niepokoju i sprzecznych emocji (zespół często w wywiadach powołuje się na fascynację filozofią Shopenhauera), rozgrywających się często na płaszczyźnie dysonansu między tekstem a melodią. Krótko? Być może, ale więcej nam nie trzeba. W porównaniu do poprzedniej płyty jest – mam wrażenie – mniej psychodeli, a więcej eksperymentów z różnymi stylistykami, z czego mnie najbardziej oczywiście cieszą te podskórnie nawiązujące do prog rocka. Czy jest lepiej niż na LP? Na pewno jest inaczej. Zespół Trupa Trupa albumem ++ udowodnił, że jest taki sam jak jego piosenki: z jednej strony stacza się w nihilizm, z drugiej jednak rozwija. I oby tak dalej.

Reklamy
Komentarze
  1. Paweł Szczygielski pisze:

    A ja powiem, że jest lepiej niż na „LP”. Intensywniej i duszniej. To już nie są li tylko funeralne klimaty – to jest death metal, tylko taki zakamuflowany 😉 A mówiąc serio: ++ to bardzo dobra płyta jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s