Ultimate Review 106: Ultimate Spider-Man: War of the Symbiotes

Posted: 11/02/2013 by misiekwolski in Ultimate Review
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jeśli miałbym wskazać najbardziej odjechaną i zdrowo popieprzoną historię w całym superbohaterskim życiorysie Petera Parkera, to bez wahania wybrałbym właśnie tę. Szanowni Państwo, przed Wami Wojna symbiotów.

1 2 3

4 5 6

Życie wciąż nie rozpieszcza Spider-Mana i ciągle płata mu figle. Wiele miesięcy temu wpadł na tajemniczego przeciwnika w zbroi żuka, który usiłował wykraść coś z firmy Roxxon. Kilka miesięcy później miał średnio sympatyczne spotkanie z Venomem, które skończyło się dla niego dość nieciekawie; wystarczy powiedzieć, że znalazł się na celowniku Ultimates i Dzikiej Paczki Silver Sable. Teraz zaś… teraz robi się jeszcze goręcej, oto bowiem Eddie Brock próbuje go szantażować, a znikąd pojawia się nie kto inny, a Gwen Stacy. Tylko czy to wciąż ta sama Gwen…?

gwen

Jeśli mieliście kiedyś w rękach ten komiks i ogarnęliście go za pierwszym razem – winszuję. Brian Michael Bendis i Stuart Immonen doszli w sadze o Ultimate Spider-Manie do etapu, w którym wątki mieszają się tak bardzo, że tylko powolna i uważna lektura pozwala się połapać w całym tym galimatiasie. Zacząć należy od tego, że w zasadzie osią dla całej opowieści jest monolog Eddiego Brocka, siedzącego sobie w parku i rozmawiającego z każdym, kto się dosiądzie i zechce posłuchać. A opowiada on różne rzeczy, z których absolutna większość jest dla nas – czytelników – całkowitą nowością. Ale po kolei. Oto dowiadujemy się, że kilka miesięcy wcześniej Spider-Man natknął się na enigmatycznego osobnika ochrzczonego mianem Beetle (choć sam Peter woli nazywać go w pewnej chwili „Boba Fett”). Beetle włamuje się do znanej nam już korporacji Roxxon, by ukraść… fragment symbiota. Skąd w ogóle w Roxxon symbiot i o co w ogóle chodzi, to osobna zagadka. W każdym razie Spider-Man go powstrzymuje, dochodzi do przepychanki i Beetle ucieka. Tak dostajemy kolejny kamyczek do ogródka wątpliwych moralnie działań firmy Roxxon i poznajemy samego Beetle’a, choć on sam nie mówi wtedy ani słowa.

beetle

Kilka tygodni później Spider-Man musi stoczyć w muzeum walkę z Venomem, którego przyciąga DNA Petera – z kolei Peter dostaje bólu głowy od pajęczego zmysłu, gdy Venom jest w pobliżu.  Tak było, kiedy Eddie Brock śledził Spider-Mana podczas jednego z jego starć z R.H.I.N.O. (wtedy też okazało się, że polują na niego ludzie Silver Sable), tak jest i teraz. Po wymianie ciosów, podczas której Spider-Man stara się ratować co ważniejsze muzealne eksponaty, znów wpada Silver Sable i obezwładnia Brocka, by zawieźć go do swojego pracodawcy. Tym razem jest to Bolivar Trask, któremu – jak się okazuje – Edward Brock Senior wraz z Richardem Parkerem lekkomyślnie sprzedali prawa do kostiumu leczącego raka – czyli symbiota Venoma – i Trask pragnie teraz ów kostium odzyskać. Sam kostium chce natomiast do Petera, bo to DNA jego ojca posłużyło za pierwowzór nosiciela.  I mamy galimatias, bowiem do siedziby Traska wpada Beetle, usiłujący zabrać kawałek Venoma, ten jednak się uwalnia, robi borutę i wypada na ulicę, by zmierzyć się z Chrabąszczem, Spider-Manem i Sable. Podczas walki jednak symbiot infekuje Petera i to on staje się na chwilę Venomem, co doprowadza do kolejnej rozróby, którą tylko Ultimates – wraz z Nickiem Fury’ym – są w stanie zakończyć. Tymczasem Silver Sable idzie do paki.

venom-sable

Tu przerwa na interludium chronologiczne. Po pierwsze, spotkanie z Beetle’em musi mieć miejsce po wydarzeniach znanych z Clone Sagi, Parker bowiem lubi się już z Fury’ym na tyle, żeby spotykać się z nim na dachu Bugle’a. Sam Fury (znów) ma związane ręce i liczy, że Peter angażując się w konflikt wiele kwestii przed nim ujawni i wtedy on będzie mógł wezwać Ultimates i posprzątać bałagan. Zadyma w muzeum i walka Petera-Venoma z Ultimates – swoją drogą całkiem przejmująca, Peter naprawdę narobiłby w gacie, gdyby te gacie nie chciały przejąć nad nim kontroli – musiała mieć natomiast miejsce chwilę przed Ultimate Power, po pierwsze dlatego, że wciąż mamy tutaj Fury’ego, po drugie ze względu na obecność Bolivara Traska, pragnącego posiąść tajemnicę symbiota. Trask – jak pamiętamy – zupełnie niezależnie zaczął budować dla von Struckerów nowe Sentinele, co zakończyło się jego śmiercią. No i tutaj po raz kolejny widzimy, jak Fury – mimo że już nie dowodzi Ultimates – w razie wyższej konieczności może na nich liczyć. A Kapitan Ameryka, Thor, Iron Man, Hawkeye i Wasp dowiadują się, kto to Venom i dlaczego tak trudno go zabić. Nick natomiast cieszy się, że symbiot został zniszczony, byli bowiem blisko kolejnej wojny światowej; o kontrolę nad wynalazkiem Brocka Sr. i Parkera – obok firm Roxxona i Traska – walczyła również Latveria. Tak więc Dr. Doom mimo układów z Fury’ym przygotowywał sobie w ten sposób kolejny plan, co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Wszak to przebiegła i bezlitosna bestia jest.

ultimates

Potem mamy kolejny przeskok w czasie i do Petera przychodzi Eddie Brock mówiąc, że rozpowie całemu światu o jego podwójnym życiu, jeśli ten nie pomoże mu odzyskać symbiota. Ewidentnie życie na marginesie społeczeństwa, ciągły głód i poniewierka zmuszająca go do zabijania innych ludzi były lepsze niż samotność, która go spotkała, gdy symbiot wybrał Parkera (to się nazywa toksyczna miłość…). Peter lekko tego szantażu nie znosi i próbuje uzyskać pomoc u Ultimates i Fantastycznej Czwórki (których akurat nie ma w okolicy, po raz pierwszy chyba w historii tego uniwersum), więc musi radzić sobie sam. Wspiera go ciocia May i… Gwen Stacy. No, powiedzmy, że Gwen Stacy.

war

Pamiętacie klona Gwen, który zamieniał się w Carnage’a, a którego wyhodował Dr Octopus pracując dla Henry’ego Gyricha? Tak, wiem, że to trudno ogarnąć, dlatego chciałbym poświęcić temu chwilę uwagi. To ten sam klon, który pojawił się podczas zadymy z klonami w domu Parkerów i który został potem pochwycony przez S.H.I.E.L.D. (Clone Saga), a następnie przewijał się gdzieś z boku kadru w scenach ucieczki Zielonego Goblina z Triskelionu (Death of a Goblin)? Na pewno pamiętacie, bo o nim wspominałem… W każdym razie Gwen-Carnage przychodzi do domu Petera, by potem pomóc mu w walce z Brockiem, który – jak się okazuje – pod wpływem kontaktu z Gwen sam zamienia się w Venoma. To na pierwszy rzut oka nie ma sensu, ale jak uwolnimy się od myślenia o Venomie jako o postaci z Ziemi-616 i zejdziemy na Ziemię-1610, to Bendis całkiem zgrabnie to sobie wykombinował. Podsumujmy fakty:

  • oryginalny symbiot powstał w oparciu o DNA Richarda Parkera i jako taki okazał się pasożytem-ludożercą (fe);
  • ów symbiot został zniszczony, ale Brock przywdział kopię, której nie mógł kontrolować – również opartą na DNA Richarda Parkera;
  • symbiot dąży do jedności ze swoim macierzystym DNA, a najbliżej DNA Richarda jest kod genetyczny jego syna – Petera;
  • to samo stało się, gdy Curt Conners wyhodował z krwi Petera – i w oparciu o notatki Richarda – klona Spider-Mana, który jednak ze względu na niedostatecznie rozwinięty łańcuch DNA stał się kolejnym symbiotem;
  • drugi symbiot – Carnage – zabija Gwen Stacy i wiele innych osób, rekonstruując swój łańcuch DNA, a jego finalna forma bardziej wygląda jak Richard niż jak Peter (zapewne ze względu na to, że jest starszy);
  • Peter zabija Carnage’a, ale próbka symbiota dostaje się – za pośrednictwem Bena Reilly’ego – w ręce FBI i Dr. Octopusa, który klonuje Carnage’a – z jakichś raczej chorych powodów z dominującym DNA Gwen Stacy;
  • starszy symbiot jest więc uwiązany do DNA Brocka, młodszy – do Stacy, starszy jednak potrzebuje się scalić z kodem genetycznym Petera;
  • kod genetyczny Petera jest jednak podstawą młodszego symbiota, stąd gdy dochodzi do walki między Carnage’em a Venomem (DNA symbiotu jak to z pasożytami bywa wciąż było obecne w Brocku i to pewnie ono dążyło do kompletności), starszy symbiot wchłonął DNA młodszego i osiągnął kompletność;
  • Gwen – Carnage + Venom = kompletny Venom + Gwen.

Pokręcone to, ale chyba wszystko teraz jest już jasne. W każdym razie klon Gwen przemielony przez symbiot nie jest do końca klonem, za to jeśli wierzyć badaniom Tony’ego Starka, jest całkowicie Gwen, z jej wspomnieniami itp. Tym samym panna Stacy wróciła do rodziny. Brock natomiast – zachwycony, że stał się już stuprocentowym Venomem – opuścił miejsce akcji i poszedł do parku, by rozmawiać z ludźmi. Tam też zgarnął go nasz stary znajomy – Beetle – by wywieźć do Latverii.

horse

No. To myślałby kto, że się Bendis rozkręcił i chciał uraczyć nas najbardziej zagmatwaną historią ze Spider-Manem w uniwersum 1610, ale wiele rzeczy tutaj można zgubić. Po pierwsze, cała ta zadyma z symbiotami jest bardziej zakręcona niż to konieczne, podchody Roxxona, Traska i Beetle’a jeszcze bardziej wszystko komplikują, a całość rozgrywa się dość kameralnie jak na historie tego typu, którymi scenarzysta raczył nas do tej pory. Do tego można się zastanawiać, po co cała ta retrospekcja, skoro można było trzymać się chronologii i nie bawić w nawiązania do Forresta Gumpa z Brockiem siedzącym w parku. Odpowiedź jest niestety bardzo prozaiczna.

 

(Tam mówią, że to pierwsza gra w historii, w której możemy grać wrogiem Spider-Mana, ale to nieprawda; w Maximum Carnage i Separation Anxkiety – platformówkach na NES-a – również można było grać zaróno jako Spider-Man, jak i Venom. Koniec offtopa.)

peter-venom

To jest właśnie problem; w 2005 roku wyszła sandboxowa gra Ultimate Spider-Man, która – z pewnymi nieznacznymi zmianami – opowiada właśnie powyższą historię. Ponieważ jednak gry sobie, a kontinuum sobie, w ramach rozwoju serii komiksowej gdzieś się informacje o tych wydarzeniach pogubiły. Poza tym ktoś w Marvelu chyba wpadł na pomysł, że dobrze by było przybliżyć tę opowieść wszystkim, którzy w grę nie grali, stąd nieco retroaktywnie Bendis wpisał wątki gry w serię. A że wiele rzeczy zdążyło się już w uniwersum pozmieniać, stąd konieczność nieco dzikich i zamazujących obraz całości retrospekcji. I wrażenie ogólnego dymu i niedosytu. A wynika to najpewniej z tego, że gra ma swoją dynamikę, a komiks swoją, i choć przełożenie z jednego medium na drugie wyszło nie najgorzej, to wciąż pozostaje poczucie pewnego rozczarowania. No i kolejne już wskrzeszenie postaci w uniwersum, które słynie z ich uśmiercania… to trochę zgrzyta. Oby Bendis się opamiętał i więcej nam takich wątków nie serwował.

supervenom

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s