Archive for the ‘Interaktywne’ Category

Skyrimowo

Posted: 12/03/2011 by misiekwolski in Dźwięki, Interaktywne
Tagi: , , ,

A jednak w oparciu o tę przeklętą grę może powstać coś ładnego…

 

Dobra, idę grać, nabijać levele i zabijać smoki.

Wszyscy na TOR-y!

Posted: 11/30/2011 by misiekwolski in Interaktywne
Tagi: , , ,

Pora napisać coś o becie Star Wars: The Old Republic, bo zaiste jestem nią podjarany. To swoją drogą znakomity wybieg marketingowy: dać grę MMO RPG do testowania wszystkim (ale to absolutnie WSZYSTKIM), wiedząc że jest dobra i że ludzie się napalą, po czym im ją zabrać i powiedzieć: „No to panie i panowie, do pogrania będzie od 20 grudnia 2011 za jedyne 200 zł + 60 zł miesięcznie za abonament”. No i co, nie kupilibyście? Pewnie nie, bo nie wiecie, co to za cudo. Ja już niestety wiem.

To może na podjarkę przerywnik audiowizualny:

 

Jak Wam mało, to macie jeszcze jeden:

 

Oba filmiki wyświetlają się jako intra gry; jeden jest wstępem ogólnym, drugi sygnalizuje początek dla graczy po stronie Republiki. I powiem szczerze, że wiernie oddają one klimat tego, co się w grze dzieje. Jasne, że sama rozgrywka jest mniej wysublimowana graficznie, ale ej, to MMO, nie może tu być nie wiadomo jakich wodotrysków. A dynamika i emocje są podobne; co z tego, że graficznie jest gorzej niż na powyższych filmikach, skoro klimat i miodność są podobne? Mnie się to podoba i ja to kupuję. A teraz do rzeczy.

Grałem przez 10 minut przemytnikiem i przez 13 godzin negocjatorem Jedi. Posługiwać się Mocą – zawsze fun, a negocjator robi to wprost epicko; już od pierwszych poziomów możemy miotać w przeciwników kamieniami, rzucać w nich sprzętami wyrwanymi z ziemi, odpychać, unosić w powietrze… oczywiście energia i zabójczość tych bajerów wzrasta wraz z rozwojem postaci, ale o to przecież chodzi. Jeśli chodzi o muzykę, klimat, zadania i dynamikę – wszystko jest bez zarzutu. Nie ma może epickiego rozpoczęcia rozgrywki jak w KotOR-ach, ale litości – ile można? Wejście w grę „po bożemu”, czyli zaczęcie od szkolenia Jedi, poszukiwania odpowiedzi na dręczące pytania, wykonywania sidequestów… to wszystko ładnie wprowadza w klimat. A fabuła nie zwalnia, tylko przyspiesza.

No i wstawki MMO, które nie są nachalne, a jarają. To prawda, można całą grę przebiec samemu, poznać główny wątek i  świetnie się przy tym bawić, ale naprawdę świetnie jest w misjach heroicznych albo – i tu wielkie brawa – podczas flashpointów. Bywało, że czekałem po 20 minut na dobrą drużynę, z którą mógłbym zmierzyć się z flashpointowymi zadaniami, a i to nie zawsze się udawało. Słowem wyjaśnienia: flashpoint to ultratrudna i wymagająca zaawansowanej kooperacji misja, którą swobodnie można ominąć, ale ego cierpi potem niemiłosierne katusze i po prostu trzeba wrócić, aby się z tą misją zmierzyć. Ja akurat grałem na francuskim serwerze, więc z dogadaniem się z ekipą było ciężko… ale jakoś dawaliśmy radę. Elementy MMO są więc subtelne, ale wciągające; niemal tak samo, jak wątek główny i to, co najważniejsze – rozwój postaci. Statsy naprawdę zmieniają rozgrywkę i warto w nie inwestować, co dynamizuje konieczność zdobywania kolejnych poziomów, a to implikuje też skupianie się na sidequestach i wchodzenie w sojusze z innymi klasami celem współrozwiązywania ich questów głównych… wszystkie elementy TOR-a już pojedynczo zachęcają do wzięcia udziału w grze, a zazębiając się z fabułą (której właściwie przez 13 godzin grania w ogóle nie liznąłem, a gra ma być 9 razy dłuższa od obu KotOR-ów…[sic!]) pewnie jeszcze bardziej się zdynamizują… rany ale jest dobrze.

To na ochłonięcie jeszcze jeden przerywnik filmowy:

 

Założę się, że to Was nie ostudziło, ale jeszcze bardziej napaliło na The Old Republic. Rozumiem to doskonale. Gdyby tylko nie te 200 zł + 60 miesięcznie…

Reminiscencja

Posted: 11/20/2011 by misiekwolski in Interaktywne
Tagi: , , ,

Niektórzy użytkownicy pewnego popularnego portalu społecznościowego już wiedzą, ale dla jasności pochwalę się tym i tutaj. Grałem kiedyś w pewną – skądinąd uroczą, choć prostą jak budowa cepa – grę komputerową będącą symulatorem ewolucji, kryjącą się pod tytułem Spore. Idea jest bardzo prosta: zaczyna się grę jako jednokomórkowiec, którego celem jest przeżycie i rozrośnięcie się do bardziej zaawansowanej formy, która gdzieś po drodze staje się wijem, potem rybą, wreszcie wychodzi na ląd i tam przechodzi kolejne stadia ewolucji, nad którymi gracz ma absolutnie całkowitą kontrolę. W pewnej chwili kontrola nad pojedynczą postacią przeradza się w kontrolę nad plemieniem, które przechodzi kolejne fazy rozwoju cywilizacyjnego aż do podboju kosmosu. Wszystko jest uproszczone, tak że gra po jakimś czasie się nudzi, ale nie w tym rzecz.

Chodzi o to, że ja – jak to ja – dążyłem do stworzenia rasy inteligentnych niedźwiedzi. I faktycznie, gdzieś pod koniec etapu ewolucji miałem już ładnego, uroczego, okołohumanoidalnego niedźwiedzia, czegoś mu jednak w moich oczach brakowało. Dorzuciłem więc skrzydła. Tak powstało plemię latających niedźwiedzi, które podbiło potem inne plemiona, a na końcu wszechświat. To była po mojemu kwintesencja zajebistości, jaką można było wydobyć z tej – było nie było – infantylnej gry. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy po tych paru latach znalazłem w Internecie taki obrazek:

 

Trudno mi to nawet skomentować.

Polak potrafi

Posted: 11/12/2011 by misiekwolski in Interaktywne
Tagi: , ,

Tzn. nie wiem, czy to na pewno Polak, ale wszystko na to wskazuje. Krótka instrukcja skutecznego kradziejstwa w nowej, świeżej i jeszcze cieplutkiej grze The Elder Scrolls V: Skyrim.

 

Sam odpaliłem Skyrima parę godzin temu i coś czuję, że jakiś czas przy nim spędzę, bo zabawny…  Pomijając już wyżej pokazaną kwestię (która mnie swoją drogą zupełnie rozbroiła), zdążyłem znaleźć co najmniej jeden systemowy loophole, który ciągnie się za tą serią chyba od Morrowinda. Rozwój biegłości w ciężkich pancerzach (rany,  jak to topornie brzmi) zależy od tego, ile przyjmiemy w nim ciosów. Innymi słowy, wystarczy dać się podgryzać jakiemuś szczurowi przez pół godziny, żeby podciągnąć statystyki… To samo ze skradaniem. Wystarczy łuk i przeciwnik za ścianą, żeby podbić tę umiejętność pod sufit: strzela się w ścianę, wróg zaczyna łazić, szukając źródła hałasu, szybko się jednak poddaje, a my dostajemy bonus za skuteczne ukrycie. I tak w kółko. Wprawdzie nie wpływa to bezpośrednio na przydział perków, więc może takie dumpowanie postaci nie wpłynie za bardzo na balans rozgrywki, ale i tak jest to dziwne.

To jeszcze dwie uwagi na świeżo: największe miasto, na jakie do tej pory trafiłem, jest chamską i ostentacyjną kopią Edoras, stolicy Rohanu z Władcy Pierścieni. I nawet nie chodzi tu o wersję Edoras z powieści Tolkiena, ile jej wieśniacki odpowiednik z filmu Jacksona. A poza tym interfejs i cały system rozgrywki jest kopiuj-wklej z Fallouta 3. Nawet większość dźwięków się powtarza. Mówię Wam, jaja jak berety…

Nowe kredo skrytobójcy

Posted: 09/18/2011 by misiekwolski in Interaktywne
Tagi: , ,

Ledwo udało mi się skończyć (i zachwycić się przy okazji) Assassin’s Creed: Brotherhood, a już pojawił się zwiastun kolejnej części. Co tu dużo kryć: jest piękny.

 

Remember, remember, 15th of November.

Na chwilową zapaść myśli

Posted: 09/14/2011 by misiekwolski in Interaktywne
Tagi: , ,

Czasem bywa tak, że w zalewie informacji nasze mózgi przechodzą w stan wstrzymania, robią się bierne i niemrawe. Stajemy się wtedy wirtualnymi zombie, intelektualnym próchnem, otępiałymi wrakami, bezmyślną masą konsumującą każdą bzdurę, jaką znajdziemy w sieci. W takich sytuacjach najlepiej wziąć się za coś kreatywnego (trudna sprawa) albo interaktywnego (nieco prostsza). Przykładem tego drugiego jest to:

Niby nic, ale masa zabawy.