Posts Tagged ‘animacja’

Postironia

Posted: 10/31/2011 by misiekwolski in Ciągi
Tagi: , , ,

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby obejrzeć drugą serię. Być może czołówka…?

 

Przyznacie, że w porównaniu z pierwowzorem jest progres. Jest jakieś tam – dalekie wprawdzie, ale jednak – nawiązanie do Black Sabbath, czyli to, czym zabłysnął filmowy Iron Man, jest jakby trochę mroczniej i poważniej… dobra, kogo ja oszukuję. Cały czas jest infantylnie i sztampowo. Ale przynajmniej całość ma więcej sensu.

Twórcy serialu zrobili w drugim sezonie kilka dobrych posunięć. Przede wszystkim zmienili wygląd zbroi Iron Mana i War Machine, dzięki czemu obaj bohaterowie wyglądają na większych badassów. Wprawdzie równolegle dorobili Tony’emu Starkowi płetwę z włosów, czyli fryzurę a la czeski metal, ale nie można mieć wszystkiego. No. Co dalej? Pozbyli się Mandarina! Tzn. nie do końca, ale zrobili z niego poważniejszą postać niż w pierwszym sezonie, gdzie był zaledwie kreskówkowym i jakże beznadziejnym klonem arcyłotrów z Power Rangers. Teraz – głównie dzięki machinacjom Tony’ego – Mandarin traci swoje megawypasione pierścienie mocy i zmuszony jest tułać się po świecie w ich poszukiwaniu. Ma ich dziesięć, więc nietrudno się domyśleć, że tuła się przez dziesięć odcinków, żeby w dwóch ostatnich powrócić z – a jakże – planem podboju świata, zniszczenia bohaterów i czym tam jeszcze chcecie. Czyli niby to samo, co sezon wcześniej, ale obserwowanie, jak Mandarin stacza się na samo dno, jakie kaźnie nieraz przechodzi i jakich czynów się dopuszcza, żeby odzyskać dawną potęgę… to ma potencjał fabularny. No i już w pierwszym odcinku drugiej serii scenarzyści litują się nad biednym widzem i usuwają postać pretensjonalnego, chińskiego smoka Fin Fang Fooma, który na każdym poziomie narracji wieje sandałem i jego brak wyszedł kreskówce tylko na dobre.

A co po drugiej stronie barykady? Tam postanowiono uzbroić bohaterów w banalną rzecz, której jednak zabrakło w pierwszej serii – motywację. Ale jak zbudować tło psychologiczne sześciu postaci w serialu, którego każdy odcinek liczy około 20 minut? Pozbyć się kilku bohaterów, proste. No i rozwinięcie osoby Starka – który czując się odpowiedzialnym za błędy przeszłości wpada w klasyczny kompleks mesjasza – skutkuje tym, że traci zaufanie pozostałych członków Force Works, którzy po eliminacji zagrożenia ze strony Mandarina opuszczają Iron Mana. U jego boku pozostaje tylko Spider-Woman i War Machine, w którym jednak wskutek nieszczęśliwego wypadku budzą się traumy z przeszłości (strasznie napchany Freudem ten Iron Man, swoją drogą…) i zaczyna bać się swojej zbroi, zakładając ją tylko czasami i z wyraźną niechęcią. Co do Spider-Woman vel Julii Carpenter – na margiensie, najciekawszej i najlepszej wersji tej bohaterki z klasycznego Marvela (bo Ultimate Marvel to inna para kaloszy) – to ona jest oczywiście beznadziejnie zakochana w Tony’m, co ten dostrzega dopiero pod koniec sezonu; jednocześnie nie ustaje w docinkach i wielokrotnie wypomina mu jego zachowanie. Wyraźnie jednak przestaje ona być częścią drużyny i usuwa się na dalszy plan, przez co cała dynamika akcji skupiona jest w zasadzie na Iron Manie i jego poczynaniach. Wprawdzie Force Works zbierają się ponownie, gdy Mandarin i jego banda straszydeł powracają, jednak nawet wtedy akcja kręci się przede wszystkim wokół Tony’ego Starka. Mówiąc krótko, jest lepiej.

Acha, czasem pojawia się Hawkeye, żeby przypomnieć Iron Manowi, jaki to on jest beznadziejny, swoje cameo ma też Hulk. Poza tym jest klasycznie: co odcinek atakuje nas – znany lub nie – łotr, którego początki Iron Man musi odkryć i uzbrojony w tę wiedzę pozbyć się zagrożenia, rzadko jednak jest to ultramegazagrażającyświatużeojajebię superłotr, więc swoista równowaga świata przedstawionego pozostaje zachowana. Jeśli więc Iron Man leci kogoś tłuc, to albo dlatego, że ten ktoś zagraża jego bliskim, albo przez wspomniany kompleks mesjasza. Nie miejcie jednak złudzeń: to nadal jest raczej mało wymagająca i w gruncie rzeczy średnio logiczna bajka dla dzieci, cieszy jednak, że twórcy postawili na większą koherencję. Da się oglądać, w przeciwieństwie do pierwszej serii.

No i akcent polski. W jednym z odcinków rosyjscy buntownicy, którzy pamiętają jeszcze dobrze czasy ZSRR, atakują bazę nuklearną, a (cytaty są wierne) „ich tajną bronią jest Karmazynowy Tytan, sfrustrowany były agent KGB”. I tenże Karmazynowy Tytan (a po ludzku Crimson Dynamo), mówi podczas walki do Iron Mana – zaciągając przy tym niemiłosiernie – „Ze zgliszcz odrodzi się w chwale państwo robotnicze, ty nędzna kapitalistyczna kreaturo!”. Ja nie wiem, może świadomość komunistycznej nowomowy jest wśród pierwotnego targetu tej kreskówki – czyli amerykańskich dzieci w wieku 9-13 lat – jest większa niż u dzieci polskich, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tłumacze (i lektor), dodali tu sporo od siebie…

Reklamy

Ironia

Posted: 10/24/2011 by misiekwolski in Ciągi
Tagi: , ,

Ironią jest to, że w ogóle o tym piszę. Ale jakoś nie mogę nie napisać. Ostatnio nadgoniłem dawną fascynację z dzieciństwa, czyli serial animowany Iron Man, który swego czasu leciał na Super RTL i można było go sobie po niemiecku oglądać, oczywiście nic nie rozumiejąc. Jak to zwykle bywa, w takich razach raczej przestaje się śledzić kolejne losy bohaterów danej serii; nikt nie myśli o nauce niemieckiego. A szkoda, bo może za łebka oswoiłbym się z tym serialem i nie musiałbym cierpieć katuszy, oglądając go ponownie…

Dobra, zobaczmy intro i kończmy tę farsę.

 

To zasadniczo już wieje biedą, więc mogę powiedzieć tylko tyle: serial powstał w 1994 roku, ale łączy w sobie to, co najgorsze z kreskówek lat 80. i 90. Po prostu nie ma tam nic fajnego. No dobra, jest zacna ekipa po stronie dobrych, jest pretensjonalna ekipa po stronie złych, ale kto z kim po co i na co… czort wie. Cały serial – a przynajmniej pierwszy sezon – sprowadza się do kolejnych bezproduktywnych konfliktów między Iron Manem i jego zespołem, a Mandarinem (i jego zespołem), ale po co oni walczą, co chcą osiągnąć i właściwie w czym rzecz – tego widz musi się domyślić. A właściwie wymyślić, bo nic tu do niczego nie prowadzi. Ok, po stronie Iron Mana jest niejaki Century, który coś tam robi i nagle wszyscy wygrywają, bo jest szamanem czy czymś podobnym, ale z czego to wynika? Spider-Woman jest intrygująca i ciekawa (m. in. dlatego, że ma córkę z tzw. pierwszego małżeństwa; kto to widział wtedy w kreskówkach?), ale i tak jej postać jest spłaszczana przez trywialną i często niepotrzebną woltę fabularną. O poplecznikach Mandarina nie wspomnę. Zasadniczo ni przypiął, ni przyłatał, lipa z miodem i tyle.

Tym bardziej podziwiam Roberta Downeya Jr., że wydobył z postaci Tony’ego Starka tyle fajnej energii i zacnej autoironii. Bez niej Iron Man byłby ochłapem i zlewkami po zlewkach. Tak jak ten serial. Olać i zapomnieć o nim czym prędzej.

P.S. Jeśli komuś jednak było za mało konkretów na temat serialowego Iron Mana, na Youtube są wszystkie odcinki. Niech tylko potem nie mówi, że nie ostrzegałem.