Posts Tagged ‘annual’

Wiecie, że pierwszy szkic tego wpisu powstał ponad rok temu? Karygodna przerwa, która pewnie skazała ten blog na stoczenie się w otchłań internetowego niebytu… ale trudno. Za dużo się wówczas działo – tak życiowo, jak i naukowo – żebym mógł rzetelnie ogarnąć kolejne wpisy. Teraz mam chwilę, więc postanowiłem jeszcze raz zaprosić Was do uniwersum Ultimate i zobaczyć, co tam się dzieje. A tam nadciąga Ultimatum, ale zanim nadciągnie… Spider-Mana czeka ważna rozmowa.

1

Mary Jane i Peter wiele już przeżyli jako para i zaczynają zadawać sobie pytanie, czy nie przenieść swojego związku na wyższy poziom. Tymczasem w życiu Spider-Mana pojawia się szereg zaskakujących zwrotów; nie tylko bowiem udaremnia on zagadkowy napad na bank, ale też rusza do walki z nowym przeciwnikiem, enigmatycznym Mysterio…

kiss

Od razu powiem: nie jest do końca jasne, czy Peter i Mary Jane poszli do łóżka. Bendis w miarę zręcznie unika ostatecznego rozwiązania tej kwestii; niby pod koniec historii Peter zostaje u MJ na noc, ale nie wiemy, czy do czegokolwiek doszło. Dlatego nie drążcie tematu i nie interesujcie się. Nie wiemy i już. Ważne natomiast, że ta kwestia jest dla naszych bohaterów szalenie istotna i że myślą oni o sobie poważnie, a to jest sygnał długiego i owocnego związku. A przynajmniej na to się zanosi.

wampir

Powściągnijmy więc perwersyjną ciekawość i spójrzmy na dwa szalenie istotne wątki, które zostały wprowadzone tu niejako mimochodem. Spider-Man oficjalnie dogaduje się z Frankiem Quaidem, kapitanem policji, który postanawia wejść z naszym bohaterem w komitywę i połączyć siły, aby łapać co groźniejszych (i dziwniejszych) przestępców. Ta relacja ciekawie się rozwija już od ostatnich problemów z Shockerem i dobrze wiedzieć, że w jakąś stronę to zmierza. No więc Quaid prosi Spider-Mana o pomoc w złapaniu nowego złoczyńcy, któym jest enigmatyczny osobnik z chmurą zamiast głowy, znany jako Mysterio. Ów osobnik okrada banki (jakże by inaczej) i policja jest wobec niego bezsilna… przynajmniej do momentu, w którym Mary Jane analizuje sprawę i wpada na to, jak go znaleźć.

tv

Tu się rozwija kolejny nowy wątek, już wcześniej przez Bendisa sygnalizowany: oto MJ, pracująca w szkolnej telewizji pod niejaką Jessicą Jones, odkrywa w sobie smykałkę detektywistyczną. Wprawdzie Jones chce, żeby całą jej ekipa (czteroosobowa, co podkreśla Peter) ruszyła po szkole na poszukiwania Spider-Mana, ale nie zmienia to faktu, że status quo się trochę zmienia; tym razem to nie Peter, a MJ jest głównym śledczym, nawet jeśli konfrontacja Spider-Mana z Mysterio nie kończy się złapaniem tego ostatniego. Ten bowiem cały czas jest dla nas tajemnicą i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

mysterio

Całość czyta się przyjemnie – mimo niedopowiedzeń w sprawach związkowych u Petera i Mary Jane – choć nad wszystkim wisi pewien dysonans poznawczy (i nie, nie chodzi o rysunki Davida Lafuente, które choć początkowo dziwne, całkiem nieźle pasują do tej historii). Otóż zmierzamy w stronę Ultimatum. Za chwilę ma nastąpić koniec. Tymczasem Bendis rzuca nam nowe wątki, których pewnie nie zdoła zamknąć. Czyżby chciał tu powielić zabieg z Absolute Power, a przez to wywołać wrażenie, że koniec dla naszych bohaterów faktycznie przychodzi z nienacka? A może ma w tym jakiś inny zamysł? O tym przekonamy się (mam nadzieję) wkrótce.

Reklamy

Niedawno było o roczniku Ultimate Spider-Mana, potem o roczniku Ultimate X-Men, a Ultimates nie mieli jeszcze swojego. Czas to zmienić. Potraktujcie tę historię jako swoiste preludium do dalszego ciągu The Ultimates II. Od teraz to uniwersum nie będzie już takie samo.

Ultimates święcą tryumfy na wszystkich frontach świata, ale Nickowi Fury’emu to nie wystarcza. Powoli wprowadza do służby kolejnych Ultimates, którzy mają stać się oddziałami rezerwowymi dla etatowych superbohaterów. Superludzki wyścig zbrojeń trwa, co nie podoba się ani ONZ, ani przywódcom innych państw, którym nie podoba się wizja Ameryki jako policjanta świata…

Zanim przejdziemy do fabuły, jedno oświadczenie: Steve Dillon jest jednym z absolutnie najgorszych rysowników, jacy trafili do Ultimate Marvela. Jego one-shot z Profesorem X był jeszcze jak cię mogę, ale tutaj to on po prostu bazgrze. Niestety, to nie jest jego ostatni komiks z bohaterami Ziemi-1610, więc przyjdzie nam jeszcze trochę pocierpieć. Przemilczmy więc oprawę graficzną i skupmy się na fabule. Ultimates wprawdzie działają już bez Thora i Giant-Mana, ale mają swoje rezerwy: jeszcze nieujawnioną grupę wsparcia złożoną z siedemnastu żołnierzy i naukowców, wśród których znajduje się pięciu Goliathów (ludzi naszprycowanych serum Giant-Mana), trzech Rocketmanów (noszących pierwotne wersje zbroi Iron Mana) oddział marines w specjalnie zaprojektowanych strojach, znany jako Cztery Pory Roku, do tego Thunderbolt, Intangi-Girl (wszyscy w powiększających siłę i szybkość kostiumach na wzór tych z Inicjatywy Europejskiej), no i jeszcze kilku, którzy jeszcze nie wiadomo, co potrafią…

Czy to jacyś nowi bohaterowie? Nie, każdy z nich jest żołnierzem, żaden jednak nie wchodzi w skórę herosa i nie wie, co to prawdziwe bohaterstwo. Służą swojej ojczyźnie w atakach prewencyjnych, z których po 11 września 2001 zaczyna być ona znana… tak tak. W uniwersum 1610 doszło jednak do ataków terrorystycznych, najpewniej jednak straciły one na znaczeniu po fali paniki z powodu mutantów. Gdy grozi nam Bractwo Magneto, kto by się przejmował Al-Qaidą… W każdym razie chłopaki (i dziewczyna) to silne, bo silne, ale jednak jedynie wsparcie. Millar doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie super-moce czynią bohatera i że Rezerwy Ultimates muszą się wiele nauczyć, zanim będą mogli nazwać się herosami. Na razie są oczkiem w głowie dr. Brankina, głównego animatora programu prac nad super-żołnierzami po odsunięciu Bannera. Brankin przewijał się już kilkukrotnie na kartach Ultimates, zawsze jednak w tle; tutaj widzimy go, jak pracuje nad dziełem swojego życia i staje się człowiekiem niezastąpionym dla Nicka Fury’ego.

Sam Fury musi przetrwać starcie z niejakim Nixem, zamachowcem na emeryturze, który podejmuje się zlecenia zabicia dyrektora S.H.I.E.L.D.; daje się bowiem przekonać, że Fury stanowi zagrożenie dla pokoju na świecie i przeorganizował Ultimates w nic innego, jak swoją prywatną policję. Nick z kolei – który pełni tu rolę narratora – jest jak zwykle bezkompromisowy: wysyła Rezerwy w pościg za widzianym w Himalajach, zielonym gigantem (wszyscy wiemy, o kogo chodzi), uczestniczy w wieczorze kawalerskim Tony’ego Starka, wreszcie projektuje jednego z członków Rezerw, Liebermana, żeby był nowym… Kapitanem Ameryką.

To nie cynizm i nie pomyłka. Fury doskonale zdaje sobie sprawę, że Kapitan w każdej chwili może zginąć, przejść na stronę wroga, zostać okaleczony itp., a Ultimates potrzebują symbolu. Z kolei Lieberman jest jedynym, który w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przyjął serum super-żołnierza i przeżył (wielu nie przeżyło). Kiedy jednak Lieberman usiłuje dorosnąć do butów superbohatera i zrobić coś bohaterskiego – czytaj: uratować kogoś z pożaru – wtedy… a co Wam będę mówił. Zobaczcie sami.

Najważniejsze, że Ameryka coraz bardziej bezczelnie poczyna sobie z innymi krajami, usiłując narzucić swój ład i swój porządek. Znamy to? Pewnie, że tak. Ale w uniwersum 1610 jeszcze tego nie doświadczyli, a co ważniejsze – wyścig zbrojeń ma się dopiero rozpocząć…

P.S. Po raz pierwszy pojawia się tu (super)grupa Defenders, ale o nich też – następnym razem.