Posts Tagged ‘magneto’

Żeby móc dotrzeć do końca, warto znać początek. Głęboko skrywana dotychczas historia uniwersum Ultimate – dzięki Brianowi Michaelowi Bendisowi i Butchowi Guice’owi – wreszcie wychodzi na światło dzienne. Zanim więc na dobre pomaszerujemy w stronę Ultimatum, zobaczmy, od czego się to wszystko zaczęło…

1 2 3

4 5

Vendel Vaughn wzywa Fantastyczną Czwórkę do Projektu „Pegaz”, aktywował się tam bowiem jeden z artefaktów – kamienny słup nieznanego pochodzenia. Okazuje się, że słupem jest Watcher – pozaziemska świadomość obserwująca rozwój cywilizacji… jak również jej upadek. Watcher (imieniem Uatu) był przy wszystkich ważniejszych wydarzeniach, które doprowadziły do nastania ery superbohaterów: powstaniu Kapitana Ameryki, transformacji Wolverine’a, narodzinach Hulka czy też śmierci rodziców Spider-Mana. A wszystkie te wydarzenia mają jedno źródło…

captain

To niezwykle ważny i wspaniały komiks, idealnie wpisujący się w klimat Ziemi-1610. Wszystko się tutaj pięknie spina, a niektóre wątki były sygnalizowane już dawno temu, nieraz w najwcześniejszych historiach Bendisa. Tak chociażby jest w przypadku słów wypowiedzianych dawno temu – na kartach Ultimate Marvel Team-Up – przez Bruce’a Bannera. „To wszystko się ze sobą łączy – mówił Banner – a oni nie chcą, żebyś poznał prawdę”. Słyszący te słowa Spider-Man oczywiście nie miał pojęcia o czym mowa, podobnie zresztą czytelnik. Tymczasem prawda za nimi ukryta jest tak gęsta, tak przerażająca, a jednocześnie tak intrygująca, że niemal mam ochotę poprzestać na tym akapicie, byście sami sięgnęli po Ultimate Origins i przekonali się, o co chodzi.

thieves

Ale niech będzie, poświecę się i rozwinę myśl. W sumie całego uniwersum i jego superbohaterów by nie było, gdyby nie Hitler. I kosmici. I Roosevelt. Ten pierwszy dogadał się z tymi drugimi – o czym już wiemy – i dążył do dominacji nad światem, na co musiał zareagować ten trzeci. Pierwsze koncepcje bojowników o wolność były mało… kuloodporne, potrzebny był prawdziwy super-żołnierz. Chimeryczny, nieco obłąkany naukowiec nazwiskiem Erskine stanął na czele Projektu Odrodzenie, którego efektem było zmienienie chorowitego, ale wiernego Stanom chłopaczka w Kapitana Amerykę. Niby doskonale znamy tę historię, ale w wersji Ultimate nabiera ona nowego znaczenia. Oto bowiem zanim udało się stworzyć osławione serum super-żołnierza, które wielu potem próbowało bezskutecznie zduplikować, Erskine eksperymentował na jeńcach lub przestępcach wojennych. Z reguły czarnoskórych. Jednym z nich – i to takim, któremu udało się przetrwać i uciec z Projektu – był szeregowy Nicholas Fury.

nick

Ustalenie, że tak naprawdę wszystko zaczęło się od trzech pomniejszych żołnierzy, którzy zostali złapani na okradaniu cywilnych budynków, jest w sumie genialne w swojej prostocie. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że jednym z nich był niejaki Fisk – najpewniej ojciec Wilsona Fiska, czyli Kingpina – drugim Nicholas Fury, a trzecim James Howlett, znany później jako Wolverine. Tego ostatniego przejął tajny odpowiednik Projektu Odrodzenie, znany jako Weapon X – projekt, w ramach którego wiele lat później pułkownik Wraith zacznie wykorzystywać mutantów jako żywą broń. Wychodzi na to, że eksperymentując na Howletcie, naukowcy z Weapon X – dr Cornelius (już nam przecież znany) oraz dr Malcolm Colcord – stworzyli gen mutantów, który stąd rozprzestrzenił się po świecie. Ustalenie, że to naukowy eksperyment stoi za powstaniem mutantów, nie zaś ewolucja, stanowi znaczący punkt zwrotny w historii uniwersum. Cała ewolucyjna otoczka staje się bowiem jednym wielkim oszustwem, a wszystkie zniszczenia dokonane przez mutantów i dokonane w imię supremacji jednej rasy nad drugą okazują się bezsensowną rzezią. Oznacza to również, że idee odwrotne, jak poglądy Charlesa Xaviera, też są na swój sposób naiwnymi mrzonkami…

panther

Nawiasem mówiąc, zastanawiające jest pochodzenie programu Weapon X. Najbardziej prawdopodobne, że sam program był inicjatywą Stanów Zjednoczonych, tylko jego siedziba mieściła się na ziemi kanadyjskiej. To by się zgadzało z obecnością dr. Corneliusa w zespole Wraitha – cała inicjatywa trwała więc do współczesności i dopiero interwencja Nicka Fury’ego (którą pamiętamy z Return to the Weapon X) pozwoliła go zamknąć. Jest tutaj zresztą bardzo wzruszająca scena, w której Fury – już jako dowódca S.H.I.E.L.D. – wraz z Wolverine’em likwidują główną siedzibę projektu, zabijając przy tym Colcorda. Nick przy okazji dowiaduje się, że mutanci są dziełem eksperymentu genetycznego ludzi pragnących pobawić się w Boga, uwalnia też torturowanego w Weapon X i poddawanego przeróżnym eksperymentom T’Challę Udaku. Widać tutaj dokładnie to, co podejrzewaliśmy już wcześniej: Fury i Logan mają wspólną przeszłość (czyli Nick okłamał Petera, mówiąc mu, że 15 lat wcześniej studiował w Indiach). Wolverine wprawdzie nie pamięta wydarzeń z czasów wojny, ale Fury – owszem. I to właśnie Fury, któremu serum super-żołnierza pozwoliło na spowolnienie procesów starzenia i który brał udział w operacjach Stanów Zjednoczonych w Kuwejcie na początku lat 90. XX wieku, zostaje skaptowany przez generała Rossa, by być najpierw agentem, a potem dyrektorem nowo powstałej inicjatywy S.H.I.E.L.D. Jak również pamiętamy, to właśnie Wolverine ocalił życie Fury’ego w Kuwejcie i odtąd datuje się ich wzajemna współpraca. Bardzo ładnie wypada zresztą rozmowa Rossa i Fury’ego, w której ten drugi wyjawia swoje motywacje, mówiąc przy okazji, że jest już za stary, by być bohaterem, że widząc to wszystko, co on widział, nie można nie zostać pragmatycznym cynikiem. Obaj z Rossem wiedzą również to, co i my wiemy: że kolejna wojna światowa będzie wojną genetyczną. I że trzeba się na nią przygotować.

savageland

Nick Fury na polecenie prezydenta USA zbiera więc zespół naukowców, którzy mieliby odtworzyć serum super-żołnierza. Podstawą jest próbka jego krwi, ale to za mało. Pracę nad projektem dostają więc Robert Bruce Banner, Richard Parker, młodziutki Hank Pym i Franklin Storm. Po jakimś czasie ten ostatni zostaje oddelegowany do Budynku Baxtera, Banner natomiast wstrzykuje sobie swoje legendarne serum, przemieniając się w Hulka. Podczas tej przemiany nieopatrznie zabija Richarda Parkera i jego żonę, Mary, która przyjechała do męża z ich ledwie półrocznym (zgaduję) synkiem. Wychodzi więc na to, że pierwszymi ofiarami Hulka są rodzice Petera Parkera.

hulk

To wyjaśnia, dlaczego Fury wszedł w tak głębokie, wręcz ojcowskie relacje ze Spider-Manem; czuł się w jakiś sposób odpowiedzialny za los jego rodziców. Piękne i wspaniałe zapętlenie ich wspólnej historii, które tłumaczy wiele i które Bendis musiał wykoncypować dawno temu, bo teraz idealnie się to wszystko ze sobą łączy. Wprawdzie mamy sporą niekonsekwencję związaną z nagraniem wideo rodziców Petera, które widzieliśmy w historii Venom, ale i tak jest nieźle. Wystarczy tylko uznać, że na nagraniu Peter miał mniej lat niż miał, i wszystko powinno być dobrze. Wychodzi też na to, że cała zadyma z kostiumem Venoma i spółką Traska, w którą zamieszany był Richard Parker oraz Eddie Brock Sr., ciągnęła się równolegle, i kto wie, może nawet S.H.I.E.L.D. zestrzeliło samolot pasażerski, by ukryć prawdę o śmierci Parkera i incydencie z Hulkiem…? Albo przynajmniej nie przeszkodziło ludziom Traska, by to zrobili. Tak czy inaczej, prawda okazała się dużo straszniejsza niż to, co wiedzieliśmy do tej pory.

team

Taki bowiem jest ten komiks. Wyjawia dużo, ale wiele z tego nie musi się nam podobać (jak np. Magneto mordujący swoich rodziców, którzy bali się jego mutacji, i potem wyzwalający Wolverine’a z Weapon X – najpewniej tylko po to, by później znów został złapany). Trochę zaskakuje obecność Magdy Lehnsherr na wyspie Magneto, ale w sumie czemu nie? Jesteśmy też po raz kolejny świadkami ucieczki Xaviera i jego paraliżu. Trochę dziwi, że z początku Profesor X – jak się okazuje, literaturoznawca – nie był w stanie czytać myśli Erika, ale wszyscy wiemy, że wkrótce miało się to zmienić. Tak czy inaczej, w osobie Magneto wzrasta zagrożenie, przeciwko któremu miało działać S.H.I.E.L.D. Resztę historii znamy.

magneto

W tym wszystkim najmniej istotny wydaje się wątek będący spoiwem fabularnym całego Ultimate Origins, a więc ujawnienie się Watcherów i wybranie przez nich czempiona, który ma być ich głosem na Ziemi. Ów wybór został dokonany na ostatnich stronach komiksu, ale na jego reperkusje przyjdzie nam jeszcze poczekać. Na razie znamy tylko jego nazwisko: Rick Jones.

rick

Wolverine jako pierwszy mutant. Magneto od początku nienawidzący ludzi za ich niechęć do mutantów. A z drugiej strony Kapitan Ameryka i inni, mniej udani super-żołnierze – Nick Fury i Hulk – których rozpaczliwe działania mające na celu supremację na Ziemi przynoszą więcej ofiar niż powinny A to wszystko widziane oczami neutralnej, pasywnej istoty znanej jako Watcher, która przekazuje Carol Danvers i Fantastycznej Czwórce ponurą przepowiednię: eskalacja tego konfliktu będzie katastrofą na olbrzymią skalę. Marsz w stronę Ultimatum czas zacząć.

watcher

Ostatnim razem pisałem, że Robert Kirkman w swoich scenariuszach niebezpośrednio odwoływał się do serialu animowanego o X-Men z lat 90. Tak się składa, że mniej więcej równolegle Brian Bendis poszedł podobnym torem, jego koncepcja była jednak znacznie bardziej świadoma, ewidentnie ironiczna i co tu dużo kryć – kapitalna. Pamiętacie taki serial, jak Spider-Man and His Amazing Friends?

1 2 3

Peter Parker i jego przyjaciele wiodą tymczasowo spokojne życie. Wprawdzie Mary Jane nadal nie podoba się fakt, że to z Kitty Peter musi wychowywać sztucznego bobasa (w ramach zaliczenia jednego z przedmiotów, najpewniej przystosowania do życia w rodzinie), ale poza tym jest raczej sielankowo. Paczka przyjaciół dodatkowo się rozrasta: do Petera, Mary Jane, Kitty oraz Konga – jej obecnego chłopaka – dołącza Liz Allen oraz Johnny Storm, który próbuje jeszcze raz zyskać jej sympatię. Pojawia się również Bobby Drake, pragnący poprawić swoje relacje z Kitty. Wszyscy razem wybierają się na plażę i świetnie się bawią… do momentu pewnego wypadku. Otóż Liz od jakiegoś czasu nie czuje się dobrze…

Zanim o pewnych zaskakujących pomysłach scenarzysty i rysownika (których część widać już na okładkach), kilka słów o inspiracjach Bendisa. Chodzi oczywiście o wyżej wspomniany serial, w którym to Peter Parker – już jako dorosły superbohater – mieszkał razem z Bobbym Drakiem i Angeliką Jones w mieszkaniu skrywającym supernowoczesny komputer pozwalający na tropienie przestępców. Dobra – zapytacie – Bobby to Iceman, ale kim u licha jest Angelica Jones? To wymyślona na potrzeby serialu superbohaterka władająca ogniem, znana jako Firestar. Wzięła się ona stąd, że w latach 80., kiedy puszczano serial, Marvel nie miał praw autorskich do animowanego wizerunku Human Torcha, który to wedle pierwotnej koncepcji miał być współlokatorem Petera (to samo dotyczyło serialu o Fantastycznej Czwórce, gdzie Johnny’ego musiał zastąpić robot H.E.R.B.I.E., do dzisiaj pałętający się po komiksach o Czwórce jako swego rodzaju easter egg). Wymyślono więc Angelikę, którą pewnie część z Was jakoś tam kojarzy, bo serial był baardzo dawno temu puszczany również w Polsce. Tutaj macie czołówkę:

Wszystko spoko, tylko w uniwersum Ultimate nie ma Angeliki Jones. Jest za to Human Torch… i Liz Allen. To bowiem u tej dziewczyny pojawiają się fantastyczne moce kontroli nad ogniem, dokładnie zresztą w taki sam sposób, jak to miało miejsce z Johnnym w historii Popular. Pierwsze pytania o stan Liz padają zresztą właśnie pod adresem Torcha, który jednak nie odpowiada za jej stan. Sama Liz oczywiście panikuje i Iceman musi – kilkukrotnie – ją ratować, on też tłumaczy jej podstawy panowania nad lotem. Konkluzja krótkiej, ale żywiołowej wymiany zdań między przyjaciółmi jest następująca: wszyscy dochodzą do wniosku, że Liz Allen musi być mutantką.

To jest oczywiście zagranie fabularne stare jak świat, ale niezmiennie znakomite. Wszyscy pamiętamy, jak Liz odnosiła się do mutantów, jak bardzo drażniła i przerażała ją sama obecność Kitty w klasie, i choć powoli zaczęła ją tolerować, to nigdy nie przeszła nad tym do porządku dziennego. Pamiętamy też o jej wujku Fredzie, który był obecny podczas ataku Magneto na Waszyngton. Wszystkie otwarte kwestie dotyczące Liz – a wiele z nich towarzyszy nam od samego początku istnienia serii – znajdują tutaj swoje ujście. To, jak ta układanka powoli się wypełnia, jest niemal czystym majstersztykiem. Liz okazuje się mutantką i reaguje tak, jak zareagowałby każdy ksenofob na jej miejscu: strachem, paniką, negacją, rozpaczą, a potem powolną akceptacją swojej sytuacji, dostrzeganiem pewnych plusów, gniewem na matkę za zatajenie informacji o jej ojcu… to wszystko wypada bardzo wiarygodnie i przekonująco. Swoją rolę równie dobrze gra Iceman, będący doświadczonym i panującym nad sobą, ale mimo wszystko wciąż jeszcze niedojrzałym mutantem. Ma jednak serce po właściwej stronie i robi wszystko, co może, żeby pomóc Liz (przy okazji ciesząc się z tego, że może oglądać ją nago). Oczywiście Peter również staje na wysokości zadania i stara się uspokoić przyjaciółkę, ale tego się po nim spodziewaliśmy. Co nie zmienia faktu, że nadal znakomicie się go ogląda w tej roli.

Żeby jednak nie było zbyt kameralnie i żeby cała historia prowadziła do czegoś więcej, pojawia się Magneto. I tutaj wszyscy powinniście uczynić gest przerażenia połączonego z niedowierzaniem. Po pierwsze: skąd? Co? Jak? Ostatnim razem, kiedy Erik Lehnsherr pojawił się w Nowym Jorku, na nogi stanęło całe S.H.I.E.L.D., X-Meni oraz Ultimates! Racja, wtedy zasadniczo wywołał kataklizm i zagroził wybiciem całej ludzkości, a teraz uważa, by nikogo nie skrzywdzić (pewnie chcąc ograniczyć wieść o swoim przybyciu), ale nadal. Gdzie wtedy byli Ultymatywni? Co wtedy robiła Carol Danvers? Najniebezpieczniejszy mutant na planecie ot tak pojawia się w samym środku Queens… i nic!? Po drugie: kiedy ostatnio sprawdzałem – a specjalnie cofnąłem się o kilka komiksów w tym celu – udający Magneto Mastermind siedział grzecznie w Triskelionie, podczas gdy prawdziwy Magneto czyhał w ukryciu. Mówiąc krótko: cały świat żył w przekonaniu, że Magneto jest uwięziony. Dlaczego więc – kiedy ni stąd, ni zowąd pojawia się w Nowym Jorku – nikt nie jest zdziwiony? Że Spider-Man, to rozumiem – nie jego liga, ale gdy przybywają X-Men, nikt nawet nie mrugnął. Pewnie, Iceman mógł ich ostrzec, że chodzi o Magneto, ale pytanie „jak wydostałeś się z Triskelionu” ani razu nie pada. Już pomijam fakt, że ten skład X-Men jest dość wątpliwy: obok Wolverine’a, Storm, Cyclopsa i oczywiście Icemana do walki stają Colossus (który w tym czasie mieszka ze swoim chłopakiem w Chicago), Nightcrawler (aktualnie przebywający wśród Morlocków) czy Marvel Girl (która odleciała w kosmos). To mogło być przeoczenie rysownika, Stuarta Imonena, choć rysował on kiedyś X-Men i powinien się orientować w aktualnym składzie drużyny. Niestety, nikt się nad niczym nie zastanawia i to się tutaj wszystko poważnie nie klei.

To może spróbujmy to jakoś skleić. Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się wariant następujący: Magneto po swojej ucieczce – zgodnie z zapowiedzią – wprowadził w ruch jakiś dalekosiężny plan działania, mniejsza na razie, jaki. I siedział cicho w Savage Land, o czym wiemy z komiksu Aftermath. Jego wypad do Nowego Jorku – jakkolwiek nieostrożny – podyktowany był obietnicą daną przed laty ojcu Liz, a także swoją arogancją. Nie przewidział, że w Queens będzie jej towarzyszył Spider-Man i Iceman oraz że ten drugi wezwie pozostałych X-Menów. Ci pewnie w pierwszej chwili nie uwierzyli, ale polecieli sprawdzić; tymczasem zapewne Profesor X zadzwonił do Carol Danvers. Ta sprawdziła i stwierdziła, że Magneto – a tak naprawdę Mastermind – siedzi w swojej celi, stąd jej ociąganie i nieobecność S.H.I.E.L.D. Czwórka miała jakieś swoje problemy: dlatego Johnny chwilę wcześniej opuścił ekipę i dlatego oni też nie stanęli do walki z Magneto. A Ultimates… cóż, być może w tej kwestii coś tam nam rozjaśnią kolejne komiksy. Sam fakt, że muszę tak to wszystko tłumaczyć, jest jednak dowodem na to, że ktoś tutaj nie pomyślał. Najpewniej Bendis.

Poza tym jest jednak bardzo miodnie: Liz dowiaduje się, że jej wujek Fred tak naprawdę jest jej ojcem – a my wiemy, że to mutant znany jako Blob (preferencje i gusta matki Liz stają tu pod poważnym znakiem zapytania, ale zostawmy to na razie). Sama Liz, już jako Firestar, oddala się razem z X-Men, by uczyć się w ich szkole. Kong natomiast wyjawia Peterowi, że wie o jego podwójnej tożsamości, i robi to z taką klasą, że mogę to uznać za najlepszą scenę w komiksie. Okazuje się, że mimo iż wcześniej Peter robił wszystko, by ukryć fakt, iż jest Spider-Manem, ci wszyscy, którzy byli z nim blisko i znali go od dziecka – w tym właśnie Kenny/Kong – mogli domyśleć się prawdy. I to jest fajne, i to jest miłe, i to jest coś, co Bendisowi wyszło. Nawet, jeśli namieszał z powrotem Magneto.