Posts Tagged ‘tony stark’

Od jakiegoś czasu mogliśmy obserwować, jak zasadzane są ziarna pod czekającą nas nieuchronnie katastrofę. Najwyższy czas, aby zebrać żniwo. Jeph Loeb – którego czytelnicy uniwersum Ultimate kojarzą przede wszystkim z zakończenia Ultimate Power – wspólnie z Joe’em Madureirą popełnili komiks kontrowersyjny, nieco dziwaczny i wywołujący wśród czytelników wiele emocji. Przede wszystkim negatywnych. Przed Wami początek końca drużyny Ultimates.

1

  2 3 4

5

Superbohaterowie z Ultimatesów mogą być najpotężniejszymi herosami na Ziemi, ale ich drużyna trawiona jest wewnętrznymi rozdarciami. Hawkeye po śmierci żony i dzieci stracił wolę życia, Kapitan Ameryka stał się cichy i nieufny, Thor zdystansował się od reszty wraz ze swoją nową dziewczyną, Valkyrie, a na światło dzienne wyciekła seks-kaseta Tony’ego Starka i Czarnej Wdowy. Areszt domowy Hanka Pyma, pałętające się wszędzie służebne roboty z serii Ultron i nowy, milczący członek drużyny, Black Panther, też nie wpływają za dobrze na atmosferę. Wszystko się jednak załamuje dopiero wtedy, gdy posiadłość Ultimates aatakuje… Venoma, a dzień później jedna z członkiń drużyny, Scarlet Witch, zostaje zamordowana…

killed

Tak, to prawda. Wanda (Lehnsherr) Maximoff, znana też jako Scarlet Witch, ginie. A to dopiero początek. Jeph Loeb doprowadza całą drużynę na skraj załamania nerwowego, wyciąga na wierzch zadawnione konflikty i odziera wszystkie postacie z ich superbohaterskości. Jednocześnie wprowadza szereg dziwnych rozwiązań fabularnych, które bardzo boleśnie odstają od standardów wypracowanych przez Marka Millara, co sprawia, że komiks ten – w zestawieniu z poprzednimi odsłonami przygód Ultimates – wydaje się brudny, zły, obleśny i nierealistyczny. Pełno w nim brutalności, pada też wiele trupów. I to zasadniczo sprawia, że wiele osób szczerze Loeba za niego nienawidzi.

waspalone

Ja jednak postaram się podejść do tego komiksu z otwartą głową i trochę go usprawiedliwić. Zacznę od tego, że:

joker-martin-loeb

No właśnie. Tak jakby nie ma w tym komiksie niepotrzebnej śmierci, choć wiele z nich ukazanych jest w sposób szokujący. Poza tym faktycznie, postacie zachowują się w sposób co najmniej nieprzyjemny, ale wielu z nich ma do tego prawo lub też – co chyba lepiej zabrzmi – ma powody, dla których przyjmuje taką, a nie inną postawę. Najlepszym przykładem jest Hawkeye, który zmienił kostium na dużo mroczniejszy i kojarzący się raczej z Bullseye’em niż agentem S.H.I.E.L.D. Jego zachowanie, zapalczywość, nieliczenie się z niczym i nikim a przede wszystkim otwarte życzenie śmierci muszą w końcu doprowadzić do czegoś złego. Kapitan Ameryka, trzymający sztamę ze znanym nam już z Originsów T’Challą – Black Pantherem – ewidentnie jest cięty na Wasp za umieszczenie jej męża, Hanka Pyma, w posiadłości. Ewidentnie ich związek się nie klei i Janet na zasadzie swego rodzaju syndromu sztokholmskiego chce powoli wrócić do Hanka (co mogliśmy obserwować już w The Ultimates II). Reputacja Iron Mana jest zszargana, on sam więc pogrąża się w alkoholu… i przesadza. Thor, po odzyskaniu boskich mocy, wyraźnie dystansuje się od drużyny i spędza czas ze swoją nową ukochaną, znaną nam z drużyny Defenders Valkyrie, która jakimś cudem posiadła boskie moce (i pegaza). A Quicksilver i Scarlet Witch dużo jawniej niż zwykle okazują swoje wzajemne przywiązanie, które na kartach tego komiksu odarte jest z całej aury niedopowiedzeń i nie mamy już wątpliwości, że łączy(ła) ich miłość kazirodcza.

vshawkeye

Te dopowiedzenia i dosłowności – ujawniające się na każdym kroku, także wtedy, gdy dwóch członków Bractwa Mutantów próbuje zgwałcić Valkyrie – są kolejnym poważnym zarzutem często wysuwanym pod adresem tego komiksu. I trudno się z nim nie zgodzić. Powód takiego stanu rzeczy jest jednak prozaiczny: Loeb miał tylko pięć zeszytów, aby opowiedzieć całą intrygę nie mniej zresztą zakręconą niż pomysły Millara. Stąd też bierze się pozornie większa brutalność komiksu, choć jakby się zastanowić, w The Ultimates II było równie hardkorowo. To, co Millar na przestrzeni trzynastu zeszytów mógł jednak ograć stopniując napięcie, u Loeba sprawia wrażenie gnania na złamanie karku. Ma to podłoże fabularne: kleszcze, które zaciskają się wokół Ultimatesów, robią to szybko i drużyna ma bardzo niewiele czasu na reakcję, można jednak zrozumieć głosy tych, którzy czują się tym wszystkim przytłoczeni.

spider-man

Przypominające duszne, piekielne wizje rysunki Madureiry też nie pomagają, choć taki efekt był chyba zamierzony. Całość sprawia wrażenie nieco nierealnego snu, sytuacji, z której Ultimatesi muszą się jakoś rozbudzić, żeby ogarnąć rzeczywistość, niewiele jednak mogą zrobić. Do tego dochodzi wulgarność innych pojawiających się tutaj bohaterów, jak Wolverine (co nas nie dziwi) i Spider-Man (pogoń za którym ma pokazać, jak bardzo Hawkeye oddalił się od szeroko rozumianego bohaterstwa… nie wiedzieć jednak czemu Pająk też jest wulgarny). Nieco może dziwić brutalność członków Bractwa Mutantów, w szczególności Bloba, który deklaruje chęć zjedzenia Wasp, choć dotąd pamiętaliśmy go raczej jako cywilizowaną osobę. Możliwe jednak, że gdy Magneto spuścił Bractwo ze smyczy, chcieli oni wziąć jak najbrutalniejszy odwet na Ultimatesach (co nas nie dziwi, wszak to Ziemia-1610). A było to tak: Quicksilver po śmierci Scarlet Witch z rozpaczy wezwał Magneto i ten przybył wraz z Bractwem po ciało swojej córki. Zaraz potem przybywa również Wolverine, który dołącza do Ultimates z zamiarem odbicia ciała Wandy oraz prawdopodobnie Pietra. Wszystko to jakoś tam się zgrywa z historią Absolute Power: Logan poleciał niszczyć Banshee na wyspie Muir, więc Magneto i członkowie Bractwa ruszyli z pomocą, zanim jednak Erik zdążył tam dotrzeć, dostał od Pietra sygnał o śmierci Wandy; skierował się więc do Nowego Jorku. Wolverine sobie znanym sposobem odkrył, co jest grane, i ruszył za nim, a dopiero po potyczce w siedzibie Ultimates Quicksilver udał się na szybko na wyspę Muir, by spotkać się z Moirą. Tylko w taki sposób to ma sens.

assault

Nieco mniejszy sens ma obecność w Bractwie Masterminda (który podszywał się pod Magneto w Triskelionie) oraz Pyro (który przed sekundą należał do X-Men). Skąd się tam wzięli i co robili – ta historia pozostaje niedopowiedziana. Oboje jednak giną z ręki Valkyrie, kiedy próbują ją zgwałcić, a ona sama zostaje ocalona przez głos w jej głowie, należący do tajemniczej istoty odpowiedzialnej za jej zdolności. Kolejna tajemnica do wyjaśnienia.

barbara

Jest jeszcze tajemnica Black Panthera, a raczej powodu, dla którego podszywa się pod niego sam Kapitan Ameryka (faktycznie, obaj nigdy nie pojawiają się razem, co drażni Wasp). Samego T’Chali, jak się okazuje, w tym komiksie nie ma, a obecność Panthera jest zainscenizowana przez Steve’a Rogersa. To zagranie też nie jest wyjaśnione na kartach komiksu – choć wiadomo, że Tony Stark o nim wiedział – więc kolejni czytelnicy wpadli w pułapkę niezrozumienia. Ale tego akurat zamierzam twardo bronić, bo raz, że wkrótce dostaniemy wyjaśnienie całej sprawy, a dwa, że to pokazuje, jak bardzo nieufni wobec siebie byli Ultimatesi w tym okresie. I dlaczego stali się tak podatni na ataki.

panther

Bo te ataki przychodzą nagle i właściwie zewsząd, czego punktem kulminacyjnym jest bitwa plemion Savage Land (pod przywództwem Shanny i Ka-Zara, nowych postaci z punktu widzenia uniwersum Ultimate) z Bractwem Magneto, skopaniem przez Magneto tyłka Thorowi i zabraniem mu młota oraz ucieczką latającej fortecy po pozornie śmiertelnym postrzale Quicksilvera (zarobił kulę Hawkeye’a przeznaczoną dla Erika). Motyw walki o ciało Scarlet Witch, ukryte gdzieś skądinąd właśnie przez Pietro, stanowi jednak tylko jedną płaszczyznę tej intrygi.

kazarshanna

Drugą płaszczyzną jest sianie fermentu w drużynie przez… jednego z Ultronów, a konkretniej tego, z którym Scarlet Witch flirtowała w poprzedniej serii przygód Ultimates. Jak to w pewnej chwili wyjawia Wolverine (który dawno temu miał okazję dzielić łoże z ówczesną żoną Magneto, ale dopiero niedawno udało mu się pokojarzyć fakty: przybył bowiem do Savage Land, kiedy Erik rozstał się już z Magdą), Scarlet Witch nie do końca panowała nad swoimi zdolnościami. Z jednej strony łączyła moce mutantów odziedziczone po ojcu i zdolność do władania magią po matce, z drugiej miała wciąż wątły i wrażliwy umysł, który nie radził sobie z takim power setem. Dość powiedzieć, że to Wanda w przypływie złości stworzyła dinozaury zamieszkujące Savage Land (trochę się to kłóci z ikonografią z poprzednich komiksów, wedle której wyspa była od początku zamieszkana przez chociażby pterodaktyle, ale zostawmy to). Logan posuwa się nawet do stwierdzenia, że kazirodcza miłość Pietro i Wandy była efektem, tego, że Quicksilver chciał ochronić świat przed jej mocami i dać jej spokojną przystań. To nadaje zresztą ich relacji dodatkowej głębi, tym bardziej, że pozornie niewinny flirt Wandy z Ultronem zakończył się uzyskaniem przez tego ostatniego samoświadomości… i zakochaniu się w Scarlet Wich.

motherfcker

Przy okazji, Ultrony są na każdym kroku w rezydencji Ultimates, sprowadzone wraz z Hankiem Pymem (który po jakimś czasie odkrywa intrygę swojego robota, w ostatniej chwili, by ocalić swoją żonę, Wasp). Służą, chronią i obserwują wszystko. Są więc idealnymi kamerdynerami, zdolnymi popełnić morderstwo. I faktycznie, okazuje się, że w ramach planu zastąpienia Ultimates innymi Ultronami/replikantami, zakochany android odpowiadał za większość krzywd, jakich doznali Ultimates w tym komiksie. Seks-nagranie, atak Venoma (jak się okazało, również replikanta, wysłanego do rezydencji po to, żeby porwać Wandę), podmienienie Tony’ego Starka na androida i stworzenie innych sztucznych Ultimates, a także zabicie Wandy… wszystko to było efektem złamanego serca robota, który potem miał przyjąć formę Hanka Pyma, by udawać prawdziwego superbohatera. Intryga – przyznam – jest cwana, szkoda tylko, że nie wyjaśnia, w jaki sposób prawdziwy Hank Pym się o wszystkim dowiedział i jak ocknął się z przedawkowania prozacu, które zafundował mu Ultron. Tak że cała koncepcja trochę razi niekonsekwencją, ale dzięki niej otrzymujemy potem epicki pojedynek dwóch Giant-Manów w Savage Land (bo Ultroni przyłączają się do walki z Bractwem, szybko jednak kierują się przeciwko oryginalnym Ultimates).

ultimatesvsrobots

Na marginesie rozważań o mocach Wandy warto przypomnieć, że to właśnie ona w finale Grand Theft America użyła swoich zdolności, aby przywrócić Thorowi boską moc i zezwolić siłom Asgardu na odparcie armii Lokiego. Wychodzi więc na to, że jej power set jest niesamowicie potężny, tym bardziej, że na dobrą sprawę wcześniej Thor był jeno człowiekiem z super pasem i zaawansowanym technicznie młotem. Czy jest więc możliwe, że to Wanda dała Thorowi boską moc? Jak się do tego więc od początku miały moce Lokiego? Dużo niedopowiedzeń, dużo wątpliwości, masa pytań, ale też wielka ekscytacja, oto bowiem w komiksach, które już znamy, mogło dziać się więcej niż początkowo podejrzewaliśmy.

dinos

I ja tak właśnie traktuję The Ultimates III. Jak komiks na poły oniryczny, który odchodząc od estetyki poprzedników jednocześnie obraca ich znaczenia, pokazuje konsekwencje superbohaterskiej działalności, objawiające się głównie w psychice bohaterów, doprowadzonych na krawędź szaleństwa. Oczywiście, to podejście ma swoje wady i może być rozczarowujące dla wszystkich, którzy spodziewali się powtórki z dzieła Millara, taka atmosfera chyba jednak bardziej odpowiada momentowi, w którym jesteśmy. Wszak maszerujemy w stronę Ultimatum.

magda

P.S. I tak potem okazuje się, że za wszystkim stoi Doom. To by wyjaśniało, skąd Ultron miał materiał genetyczny do stworzenia cyber-Venoma.

P.P.S. Quicksilver i Scarlet Witch zastrzeleni, siedziba Magneto w Savage Land spalona, Bractwo nieco przetrzebione, on sam jednak wyszedł zwycięsko z pojedynku z Thorem i posiadł Mjolnira. Śmierć jego dzieci (i wcześniejsza poraża planu z Banshee) doprowadziła go jednak do ostateczności. Za wszystkie cierpienia, jakich doznał Erik Lehnsherr, superbohaterowie Ziemi-1610 – oraz cała ludzkość – zapłacą ostateczną cenę. I to już niedługo.

doom

W 2008 roku na ekrany wchodziły Iron Man i The Incredible Hulk – dwa filmy, od których zaczęło się kinowe uniwersum Marvela. Równocześnie – ze względu na komiksowe eventy w mainstreamowym Marvelu – głównie Civil War i Secret Invasion – sprzedaż tytułów z uniwersum Ultimate zaczęła iść w dół. Włodarze firmy poszli więc po sprawdzony – jak dotąd – sposób na promocję ultymatywnych: wszędzie gdzie się da wrzucać postaci z filmów. A czy mieliśmy na Ziemi-1610 jakoś ciekawie poprowadzoną relację między Iron Manem i Hulkiem? Nie? No to najwyższa pora.

1 2

3 4

Bruce Banner przychodzi do Tony’ego Starka z prośbą o pomoc: chce za pomocą jego nanotechnologii wyleczyć się z „efektu Hulka”. Tony zgadza się mu pomóc i prawie mu się udaje, jednak bardzo szybko w całą sprawę wplątuje się ktoś trzeci. To były agent MI6, Peter Wisdom, znany jako Leader. I chce tylko jednego: krwi Starka i Bannera…

saveme

Zabrzmiało dramatycznie, ale on naprawdę chce ich krwi. Peter Wisdom był jednym z inicjatorów Brytyjskiego Programu Superżołnierza, którego wysiłki włożone w przygotowywanie superludzkiej agentury wywiadowczej spełzły na niczym ze względu na zakulisowe gierki wywiadów, żonglowanie stołkami oraz fakt, że Wielka Brytania przyłączyła się do Europejskiej Inicjatywy, której pomysłodawcą i propagatorem był sir James Braddock. W praktyce oznaczało to, że cały wysiłek miał zostać nakierowany w stronę ogólnoeuropejskiej drużyny jawnych superbohaterów, o czym już wiemy. Wisdom natomiast był gorącym zwolennikiem utrzymania niezależności Wielkiej Brytanii, stąd też desperacki krok, który miał na celu pokazanie, że jego koncepcja jest słuszna. Wisdom pozwolił podać sobie serum superżołnierza oparte na analizie krwi Bannera oraz raportach medycznych Starka. Efekt doprowadził do przyrostu układu nerwowego, jednakże tylko w mózgu. Tak powstał Leader.

leader

Tutaj przerwa na zachwyt nad pomysłem na Leadera. Scenarzysta komiksu, Warren Ellis, bardzo skrupulatnie i świadomie wykreował postać z nadnaturalnie rozrośniętym mózgiem, która jednak musi utrzymywać swoją głowę na specjalnym stelażu, inaczej złamałaby kręgosłup. Wielkie och i ach. Znakomicie też podpatrzył on i wykorzystał dwie sprzeczne tendencje obecne w brytyjskiej świadomości: integrację europejską i skłonność do izolacjonizmu. Tę pierwszą spoza kadru reprezentuje sir Braddock i Europejska Inicjatywa (którą poznaliśmy już w The Ultimates II), drugą – oczywiście Leader. Na to nałożona jest typowa dla Ellisa narracja o posthumanizmie i jego reperkusjach. Rozważania na ten temat snują zarówno Banner i Stark (niemalże przerzucając się koncepcjami dotyczącymi możliwości superludzi), jak i Peter Wisdom i jego interlokutorzy. Wszystko to sprowadza się nieraz do dość ponurych, ale wiarygodnych dywagacji rodem z science fiction, a im dłużej o nich myślimy, tym bardziej wydają się realne. I to pozostawia w czytelniku poczucie swoistego niepokoju.

Oczywiście jest to komiks o Iron Manie i Hulku, więc nie brakuje całkiem sprawnie i przejmująco narysowanych scen rozwałki na terenie pustyń Nowego Meksyku.Tu brawa należą się Cary’emu Nordowi, który całkiem nieźle się sprawdza w rysowaniu takich nieco dystopijnych, prawie fotorealistycznych scen (no i pamiętał, że po The Ultimates Hulk jest szary, o czym niektórym zdarza się zapominać). Oczywistym jest też, że na poziomie akcji komiks ten powiela znany skądinąd schemat: Banner chce się wyleczyć – znajduje się ktoś, kto mu pomaga – Banner się leczy – pojawia się zagrożenie (czyli Leader i jego mała prywatna armia, przy pomocy której chce zdobyć krew bohaterów i dokończyć swoją transformację) – tylko Hulk może je powstrzymać – znajduje się sposób na przywrócenie Hulka – nie da się już powtórzyć leczenia. To było już ogrywane tak w komiksach, jak i kreskówkach, paradoksalnie też w filmie, który miał pociągnąć sprzedaż Ultimate Human. Ale tak jakby nie dla fabuły czyta się ten komiks, choć i ona jest całkiem nieźle osadzona w uniwersum.

freak

Na brawa zasługują nawiązania do innych komiksów serii, fakt że Banner jest znów pod wojskowym nadzorem – o czym była mowa w Ultimate Power – również cieszy… trochę dziwne, że Carol Danvers ot tak pozwoliła Starkowi zabrać go do Nowego Meksyku, ale może jakoś ją przekonał. Ze strony Iron Mana jest sporo nawiązań do jego genetycznych modyfikacji, o których była mowa w uznawanym teraz za niekanoniczny cyklu Ultimate Iron Man, ale jeśli potraktować te wzmianki literalnie, to w sumie czemu nie: rodzice Tony’ego mogli bawić się jego genomem, nikt nie mówi, że nie. To też tłumaczy tutaj zwiększone ryzyko występowania nowotworu, co w sumie przecież ma miejsce. Wspomina się również o tym, że to Stark finansuje teraz Ultimates,co też cieszy. Bruce mówi w pewnej chwili, że tak jak Kapitan Ameryka dzięki serum superżołnierza z brooklyńskiego tłuka stał się geniuszem strategii, tak i on – wszczepiając sobie serum Hulka – przede wszystkim chciał być mądrzejszy (i my mu wierzymy, bo znamy go z poprzednich komiksów). Pierwsze strony nawiązują natomiast do relacji między Bannerem a Tony’ym znanych z komiksów Millara i wszystko dzięki temu się ślicznie ze sobą spaja. Zastanawia tylko, dlaczego Hulk nie jest w stanie kontrolować swoich napadów gniewu: wszak w Himalajach nie miał już z tym problemu. Z drugiej jednak strony, w Ultimate Human oglądamy go w sytuacjach dość ekstremalnych, więc można to jakoś zrozumieć.

venus

Sam komiks w swojej istocie wraca do ideologiczno-stylistycznych korzeni Ultimate Marvela, przywołując (znów) dyskusję o posthumanizmie, urealniając postacie i zwiększając wiarygodność opisywanych wydarzeń. Wprawdzie widoczny tu biologizm nie zawsze i nie dla wszystkich może być strawny. Ja jednak takie komiksy lubię. Pokazują one, jakie możliwości drzemią w historiach o superbohaterach i że nie trzeba wiele, by je wydobyć. I to właśnie w swój ponury i ciężki sposób robi Ultimate Human.

Jeśli miałbym wskazać najbardziej odjechaną i zdrowo popieprzoną historię w całym superbohaterskim życiorysie Petera Parkera, to bez wahania wybrałbym właśnie tę. Szanowni Państwo, przed Wami Wojna symbiotów.

1 2 3

4 5 6

Życie wciąż nie rozpieszcza Spider-Mana i ciągle płata mu figle. Wiele miesięcy temu wpadł na tajemniczego przeciwnika w zbroi żuka, który usiłował wykraść coś z firmy Roxxon. Kilka miesięcy później miał średnio sympatyczne spotkanie z Venomem, które skończyło się dla niego dość nieciekawie; wystarczy powiedzieć, że znalazł się na celowniku Ultimates i Dzikiej Paczki Silver Sable. Teraz zaś… teraz robi się jeszcze goręcej, oto bowiem Eddie Brock próbuje go szantażować, a znikąd pojawia się nie kto inny, a Gwen Stacy. Tylko czy to wciąż ta sama Gwen…?

gwen

Jeśli mieliście kiedyś w rękach ten komiks i ogarnęliście go za pierwszym razem – winszuję. Brian Michael Bendis i Stuart Immonen doszli w sadze o Ultimate Spider-Manie do etapu, w którym wątki mieszają się tak bardzo, że tylko powolna i uważna lektura pozwala się połapać w całym tym galimatiasie. Zacząć należy od tego, że w zasadzie osią dla całej opowieści jest monolog Eddiego Brocka, siedzącego sobie w parku i rozmawiającego z każdym, kto się dosiądzie i zechce posłuchać. A opowiada on różne rzeczy, z których absolutna większość jest dla nas – czytelników – całkowitą nowością. Ale po kolei. Oto dowiadujemy się, że kilka miesięcy wcześniej Spider-Man natknął się na enigmatycznego osobnika ochrzczonego mianem Beetle (choć sam Peter woli nazywać go w pewnej chwili „Boba Fett”). Beetle włamuje się do znanej nam już korporacji Roxxon, by ukraść… fragment symbiota. Skąd w ogóle w Roxxon symbiot i o co w ogóle chodzi, to osobna zagadka. W każdym razie Spider-Man go powstrzymuje, dochodzi do przepychanki i Beetle ucieka. Tak dostajemy kolejny kamyczek do ogródka wątpliwych moralnie działań firmy Roxxon i poznajemy samego Beetle’a, choć on sam nie mówi wtedy ani słowa.

beetle

Kilka tygodni później Spider-Man musi stoczyć w muzeum walkę z Venomem, którego przyciąga DNA Petera – z kolei Peter dostaje bólu głowy od pajęczego zmysłu, gdy Venom jest w pobliżu.  Tak było, kiedy Eddie Brock śledził Spider-Mana podczas jednego z jego starć z R.H.I.N.O. (wtedy też okazało się, że polują na niego ludzie Silver Sable), tak jest i teraz. Po wymianie ciosów, podczas której Spider-Man stara się ratować co ważniejsze muzealne eksponaty, znów wpada Silver Sable i obezwładnia Brocka, by zawieźć go do swojego pracodawcy. Tym razem jest to Bolivar Trask, któremu – jak się okazuje – Edward Brock Senior wraz z Richardem Parkerem lekkomyślnie sprzedali prawa do kostiumu leczącego raka – czyli symbiota Venoma – i Trask pragnie teraz ów kostium odzyskać. Sam kostium chce natomiast do Petera, bo to DNA jego ojca posłużyło za pierwowzór nosiciela.  I mamy galimatias, bowiem do siedziby Traska wpada Beetle, usiłujący zabrać kawałek Venoma, ten jednak się uwalnia, robi borutę i wypada na ulicę, by zmierzyć się z Chrabąszczem, Spider-Manem i Sable. Podczas walki jednak symbiot infekuje Petera i to on staje się na chwilę Venomem, co doprowadza do kolejnej rozróby, którą tylko Ultimates – wraz z Nickiem Fury’ym – są w stanie zakończyć. Tymczasem Silver Sable idzie do paki.

venom-sable

Tu przerwa na interludium chronologiczne. Po pierwsze, spotkanie z Beetle’em musi mieć miejsce po wydarzeniach znanych z Clone Sagi, Parker bowiem lubi się już z Fury’ym na tyle, żeby spotykać się z nim na dachu Bugle’a. Sam Fury (znów) ma związane ręce i liczy, że Peter angażując się w konflikt wiele kwestii przed nim ujawni i wtedy on będzie mógł wezwać Ultimates i posprzątać bałagan. Zadyma w muzeum i walka Petera-Venoma z Ultimates – swoją drogą całkiem przejmująca, Peter naprawdę narobiłby w gacie, gdyby te gacie nie chciały przejąć nad nim kontroli – musiała mieć natomiast miejsce chwilę przed Ultimate Power, po pierwsze dlatego, że wciąż mamy tutaj Fury’ego, po drugie ze względu na obecność Bolivara Traska, pragnącego posiąść tajemnicę symbiota. Trask – jak pamiętamy – zupełnie niezależnie zaczął budować dla von Struckerów nowe Sentinele, co zakończyło się jego śmiercią. No i tutaj po raz kolejny widzimy, jak Fury – mimo że już nie dowodzi Ultimates – w razie wyższej konieczności może na nich liczyć. A Kapitan Ameryka, Thor, Iron Man, Hawkeye i Wasp dowiadują się, kto to Venom i dlaczego tak trudno go zabić. Nick natomiast cieszy się, że symbiot został zniszczony, byli bowiem blisko kolejnej wojny światowej; o kontrolę nad wynalazkiem Brocka Sr. i Parkera – obok firm Roxxona i Traska – walczyła również Latveria. Tak więc Dr. Doom mimo układów z Fury’ym przygotowywał sobie w ten sposób kolejny plan, co w sumie nie powinno nikogo dziwić. Wszak to przebiegła i bezlitosna bestia jest.

ultimates

Potem mamy kolejny przeskok w czasie i do Petera przychodzi Eddie Brock mówiąc, że rozpowie całemu światu o jego podwójnym życiu, jeśli ten nie pomoże mu odzyskać symbiota. Ewidentnie życie na marginesie społeczeństwa, ciągły głód i poniewierka zmuszająca go do zabijania innych ludzi były lepsze niż samotność, która go spotkała, gdy symbiot wybrał Parkera (to się nazywa toksyczna miłość…). Peter lekko tego szantażu nie znosi i próbuje uzyskać pomoc u Ultimates i Fantastycznej Czwórki (których akurat nie ma w okolicy, po raz pierwszy chyba w historii tego uniwersum), więc musi radzić sobie sam. Wspiera go ciocia May i… Gwen Stacy. No, powiedzmy, że Gwen Stacy.

war

Pamiętacie klona Gwen, który zamieniał się w Carnage’a, a którego wyhodował Dr Octopus pracując dla Henry’ego Gyricha? Tak, wiem, że to trudno ogarnąć, dlatego chciałbym poświęcić temu chwilę uwagi. To ten sam klon, który pojawił się podczas zadymy z klonami w domu Parkerów i który został potem pochwycony przez S.H.I.E.L.D. (Clone Saga), a następnie przewijał się gdzieś z boku kadru w scenach ucieczki Zielonego Goblina z Triskelionu (Death of a Goblin)? Na pewno pamiętacie, bo o nim wspominałem… W każdym razie Gwen-Carnage przychodzi do domu Petera, by potem pomóc mu w walce z Brockiem, który – jak się okazuje – pod wpływem kontaktu z Gwen sam zamienia się w Venoma. To na pierwszy rzut oka nie ma sensu, ale jak uwolnimy się od myślenia o Venomie jako o postaci z Ziemi-616 i zejdziemy na Ziemię-1610, to Bendis całkiem zgrabnie to sobie wykombinował. Podsumujmy fakty:

  • oryginalny symbiot powstał w oparciu o DNA Richarda Parkera i jako taki okazał się pasożytem-ludożercą (fe);
  • ów symbiot został zniszczony, ale Brock przywdział kopię, której nie mógł kontrolować – również opartą na DNA Richarda Parkera;
  • symbiot dąży do jedności ze swoim macierzystym DNA, a najbliżej DNA Richarda jest kod genetyczny jego syna – Petera;
  • to samo stało się, gdy Curt Conners wyhodował z krwi Petera – i w oparciu o notatki Richarda – klona Spider-Mana, który jednak ze względu na niedostatecznie rozwinięty łańcuch DNA stał się kolejnym symbiotem;
  • drugi symbiot – Carnage – zabija Gwen Stacy i wiele innych osób, rekonstruując swój łańcuch DNA, a jego finalna forma bardziej wygląda jak Richard niż jak Peter (zapewne ze względu na to, że jest starszy);
  • Peter zabija Carnage’a, ale próbka symbiota dostaje się – za pośrednictwem Bena Reilly’ego – w ręce FBI i Dr. Octopusa, który klonuje Carnage’a – z jakichś raczej chorych powodów z dominującym DNA Gwen Stacy;
  • starszy symbiot jest więc uwiązany do DNA Brocka, młodszy – do Stacy, starszy jednak potrzebuje się scalić z kodem genetycznym Petera;
  • kod genetyczny Petera jest jednak podstawą młodszego symbiota, stąd gdy dochodzi do walki między Carnage’em a Venomem (DNA symbiotu jak to z pasożytami bywa wciąż było obecne w Brocku i to pewnie ono dążyło do kompletności), starszy symbiot wchłonął DNA młodszego i osiągnął kompletność;
  • Gwen – Carnage + Venom = kompletny Venom + Gwen.

Pokręcone to, ale chyba wszystko teraz jest już jasne. W każdym razie klon Gwen przemielony przez symbiot nie jest do końca klonem, za to jeśli wierzyć badaniom Tony’ego Starka, jest całkowicie Gwen, z jej wspomnieniami itp. Tym samym panna Stacy wróciła do rodziny. Brock natomiast – zachwycony, że stał się już stuprocentowym Venomem – opuścił miejsce akcji i poszedł do parku, by rozmawiać z ludźmi. Tam też zgarnął go nasz stary znajomy – Beetle – by wywieźć do Latverii.

horse

No. To myślałby kto, że się Bendis rozkręcił i chciał uraczyć nas najbardziej zagmatwaną historią ze Spider-Manem w uniwersum 1610, ale wiele rzeczy tutaj można zgubić. Po pierwsze, cała ta zadyma z symbiotami jest bardziej zakręcona niż to konieczne, podchody Roxxona, Traska i Beetle’a jeszcze bardziej wszystko komplikują, a całość rozgrywa się dość kameralnie jak na historie tego typu, którymi scenarzysta raczył nas do tej pory. Do tego można się zastanawiać, po co cała ta retrospekcja, skoro można było trzymać się chronologii i nie bawić w nawiązania do Forresta Gumpa z Brockiem siedzącym w parku. Odpowiedź jest niestety bardzo prozaiczna.

 

(Tam mówią, że to pierwsza gra w historii, w której możemy grać wrogiem Spider-Mana, ale to nieprawda; w Maximum Carnage i Separation Anxkiety – platformówkach na NES-a – również można było grać zaróno jako Spider-Man, jak i Venom. Koniec offtopa.)

peter-venom

To jest właśnie problem; w 2005 roku wyszła sandboxowa gra Ultimate Spider-Man, która – z pewnymi nieznacznymi zmianami – opowiada właśnie powyższą historię. Ponieważ jednak gry sobie, a kontinuum sobie, w ramach rozwoju serii komiksowej gdzieś się informacje o tych wydarzeniach pogubiły. Poza tym ktoś w Marvelu chyba wpadł na pomysł, że dobrze by było przybliżyć tę opowieść wszystkim, którzy w grę nie grali, stąd nieco retroaktywnie Bendis wpisał wątki gry w serię. A że wiele rzeczy zdążyło się już w uniwersum pozmieniać, stąd konieczność nieco dzikich i zamazujących obraz całości retrospekcji. I wrażenie ogólnego dymu i niedosytu. A wynika to najpewniej z tego, że gra ma swoją dynamikę, a komiks swoją, i choć przełożenie z jednego medium na drugie wyszło nie najgorzej, to wciąż pozostaje poczucie pewnego rozczarowania. No i kolejne już wskrzeszenie postaci w uniwersum, które słynie z ich uśmiercania… to trochę zgrzyta. Oby Bendis się opamiętał i więcej nam takich wątków nie serwował.

supervenom