Posts Tagged ‘ultimates’

Od jakiegoś czasu mogliśmy obserwować, jak zasadzane są ziarna pod czekającą nas nieuchronnie katastrofę. Najwyższy czas, aby zebrać żniwo. Jeph Loeb – którego czytelnicy uniwersum Ultimate kojarzą przede wszystkim z zakończenia Ultimate Power – wspólnie z Joe’em Madureirą popełnili komiks kontrowersyjny, nieco dziwaczny i wywołujący wśród czytelników wiele emocji. Przede wszystkim negatywnych. Przed Wami początek końca drużyny Ultimates.

1

  2 3 4

5

Superbohaterowie z Ultimatesów mogą być najpotężniejszymi herosami na Ziemi, ale ich drużyna trawiona jest wewnętrznymi rozdarciami. Hawkeye po śmierci żony i dzieci stracił wolę życia, Kapitan Ameryka stał się cichy i nieufny, Thor zdystansował się od reszty wraz ze swoją nową dziewczyną, Valkyrie, a na światło dzienne wyciekła seks-kaseta Tony’ego Starka i Czarnej Wdowy. Areszt domowy Hanka Pyma, pałętające się wszędzie służebne roboty z serii Ultron i nowy, milczący członek drużyny, Black Panther, też nie wpływają za dobrze na atmosferę. Wszystko się jednak załamuje dopiero wtedy, gdy posiadłość Ultimates aatakuje… Venoma, a dzień później jedna z członkiń drużyny, Scarlet Witch, zostaje zamordowana…

killed

Tak, to prawda. Wanda (Lehnsherr) Maximoff, znana też jako Scarlet Witch, ginie. A to dopiero początek. Jeph Loeb doprowadza całą drużynę na skraj załamania nerwowego, wyciąga na wierzch zadawnione konflikty i odziera wszystkie postacie z ich superbohaterskości. Jednocześnie wprowadza szereg dziwnych rozwiązań fabularnych, które bardzo boleśnie odstają od standardów wypracowanych przez Marka Millara, co sprawia, że komiks ten – w zestawieniu z poprzednimi odsłonami przygód Ultimates – wydaje się brudny, zły, obleśny i nierealistyczny. Pełno w nim brutalności, pada też wiele trupów. I to zasadniczo sprawia, że wiele osób szczerze Loeba za niego nienawidzi.

waspalone

Ja jednak postaram się podejść do tego komiksu z otwartą głową i trochę go usprawiedliwić. Zacznę od tego, że:

joker-martin-loeb

No właśnie. Tak jakby nie ma w tym komiksie niepotrzebnej śmierci, choć wiele z nich ukazanych jest w sposób szokujący. Poza tym faktycznie, postacie zachowują się w sposób co najmniej nieprzyjemny, ale wielu z nich ma do tego prawo lub też – co chyba lepiej zabrzmi – ma powody, dla których przyjmuje taką, a nie inną postawę. Najlepszym przykładem jest Hawkeye, który zmienił kostium na dużo mroczniejszy i kojarzący się raczej z Bullseye’em niż agentem S.H.I.E.L.D. Jego zachowanie, zapalczywość, nieliczenie się z niczym i nikim a przede wszystkim otwarte życzenie śmierci muszą w końcu doprowadzić do czegoś złego. Kapitan Ameryka, trzymający sztamę ze znanym nam już z Originsów T’Challą – Black Pantherem – ewidentnie jest cięty na Wasp za umieszczenie jej męża, Hanka Pyma, w posiadłości. Ewidentnie ich związek się nie klei i Janet na zasadzie swego rodzaju syndromu sztokholmskiego chce powoli wrócić do Hanka (co mogliśmy obserwować już w The Ultimates II). Reputacja Iron Mana jest zszargana, on sam więc pogrąża się w alkoholu… i przesadza. Thor, po odzyskaniu boskich mocy, wyraźnie dystansuje się od drużyny i spędza czas ze swoją nową ukochaną, znaną nam z drużyny Defenders Valkyrie, która jakimś cudem posiadła boskie moce (i pegaza). A Quicksilver i Scarlet Witch dużo jawniej niż zwykle okazują swoje wzajemne przywiązanie, które na kartach tego komiksu odarte jest z całej aury niedopowiedzeń i nie mamy już wątpliwości, że łączy(ła) ich miłość kazirodcza.

vshawkeye

Te dopowiedzenia i dosłowności – ujawniające się na każdym kroku, także wtedy, gdy dwóch członków Bractwa Mutantów próbuje zgwałcić Valkyrie – są kolejnym poważnym zarzutem często wysuwanym pod adresem tego komiksu. I trudno się z nim nie zgodzić. Powód takiego stanu rzeczy jest jednak prozaiczny: Loeb miał tylko pięć zeszytów, aby opowiedzieć całą intrygę nie mniej zresztą zakręconą niż pomysły Millara. Stąd też bierze się pozornie większa brutalność komiksu, choć jakby się zastanowić, w The Ultimates II było równie hardkorowo. To, co Millar na przestrzeni trzynastu zeszytów mógł jednak ograć stopniując napięcie, u Loeba sprawia wrażenie gnania na złamanie karku. Ma to podłoże fabularne: kleszcze, które zaciskają się wokół Ultimatesów, robią to szybko i drużyna ma bardzo niewiele czasu na reakcję, można jednak zrozumieć głosy tych, którzy czują się tym wszystkim przytłoczeni.

spider-man

Przypominające duszne, piekielne wizje rysunki Madureiry też nie pomagają, choć taki efekt był chyba zamierzony. Całość sprawia wrażenie nieco nierealnego snu, sytuacji, z której Ultimatesi muszą się jakoś rozbudzić, żeby ogarnąć rzeczywistość, niewiele jednak mogą zrobić. Do tego dochodzi wulgarność innych pojawiających się tutaj bohaterów, jak Wolverine (co nas nie dziwi) i Spider-Man (pogoń za którym ma pokazać, jak bardzo Hawkeye oddalił się od szeroko rozumianego bohaterstwa… nie wiedzieć jednak czemu Pająk też jest wulgarny). Nieco może dziwić brutalność członków Bractwa Mutantów, w szczególności Bloba, który deklaruje chęć zjedzenia Wasp, choć dotąd pamiętaliśmy go raczej jako cywilizowaną osobę. Możliwe jednak, że gdy Magneto spuścił Bractwo ze smyczy, chcieli oni wziąć jak najbrutalniejszy odwet na Ultimatesach (co nas nie dziwi, wszak to Ziemia-1610). A było to tak: Quicksilver po śmierci Scarlet Witch z rozpaczy wezwał Magneto i ten przybył wraz z Bractwem po ciało swojej córki. Zaraz potem przybywa również Wolverine, który dołącza do Ultimates z zamiarem odbicia ciała Wandy oraz prawdopodobnie Pietra. Wszystko to jakoś tam się zgrywa z historią Absolute Power: Logan poleciał niszczyć Banshee na wyspie Muir, więc Magneto i członkowie Bractwa ruszyli z pomocą, zanim jednak Erik zdążył tam dotrzeć, dostał od Pietra sygnał o śmierci Wandy; skierował się więc do Nowego Jorku. Wolverine sobie znanym sposobem odkrył, co jest grane, i ruszył za nim, a dopiero po potyczce w siedzibie Ultimates Quicksilver udał się na szybko na wyspę Muir, by spotkać się z Moirą. Tylko w taki sposób to ma sens.

assault

Nieco mniejszy sens ma obecność w Bractwie Masterminda (który podszywał się pod Magneto w Triskelionie) oraz Pyro (który przed sekundą należał do X-Men). Skąd się tam wzięli i co robili – ta historia pozostaje niedopowiedziana. Oboje jednak giną z ręki Valkyrie, kiedy próbują ją zgwałcić, a ona sama zostaje ocalona przez głos w jej głowie, należący do tajemniczej istoty odpowiedzialnej za jej zdolności. Kolejna tajemnica do wyjaśnienia.

barbara

Jest jeszcze tajemnica Black Panthera, a raczej powodu, dla którego podszywa się pod niego sam Kapitan Ameryka (faktycznie, obaj nigdy nie pojawiają się razem, co drażni Wasp). Samego T’Chali, jak się okazuje, w tym komiksie nie ma, a obecność Panthera jest zainscenizowana przez Steve’a Rogersa. To zagranie też nie jest wyjaśnione na kartach komiksu – choć wiadomo, że Tony Stark o nim wiedział – więc kolejni czytelnicy wpadli w pułapkę niezrozumienia. Ale tego akurat zamierzam twardo bronić, bo raz, że wkrótce dostaniemy wyjaśnienie całej sprawy, a dwa, że to pokazuje, jak bardzo nieufni wobec siebie byli Ultimatesi w tym okresie. I dlaczego stali się tak podatni na ataki.

panther

Bo te ataki przychodzą nagle i właściwie zewsząd, czego punktem kulminacyjnym jest bitwa plemion Savage Land (pod przywództwem Shanny i Ka-Zara, nowych postaci z punktu widzenia uniwersum Ultimate) z Bractwem Magneto, skopaniem przez Magneto tyłka Thorowi i zabraniem mu młota oraz ucieczką latającej fortecy po pozornie śmiertelnym postrzale Quicksilvera (zarobił kulę Hawkeye’a przeznaczoną dla Erika). Motyw walki o ciało Scarlet Witch, ukryte gdzieś skądinąd właśnie przez Pietro, stanowi jednak tylko jedną płaszczyznę tej intrygi.

kazarshanna

Drugą płaszczyzną jest sianie fermentu w drużynie przez… jednego z Ultronów, a konkretniej tego, z którym Scarlet Witch flirtowała w poprzedniej serii przygód Ultimates. Jak to w pewnej chwili wyjawia Wolverine (który dawno temu miał okazję dzielić łoże z ówczesną żoną Magneto, ale dopiero niedawno udało mu się pokojarzyć fakty: przybył bowiem do Savage Land, kiedy Erik rozstał się już z Magdą), Scarlet Witch nie do końca panowała nad swoimi zdolnościami. Z jednej strony łączyła moce mutantów odziedziczone po ojcu i zdolność do władania magią po matce, z drugiej miała wciąż wątły i wrażliwy umysł, który nie radził sobie z takim power setem. Dość powiedzieć, że to Wanda w przypływie złości stworzyła dinozaury zamieszkujące Savage Land (trochę się to kłóci z ikonografią z poprzednich komiksów, wedle której wyspa była od początku zamieszkana przez chociażby pterodaktyle, ale zostawmy to). Logan posuwa się nawet do stwierdzenia, że kazirodcza miłość Pietro i Wandy była efektem, tego, że Quicksilver chciał ochronić świat przed jej mocami i dać jej spokojną przystań. To nadaje zresztą ich relacji dodatkowej głębi, tym bardziej, że pozornie niewinny flirt Wandy z Ultronem zakończył się uzyskaniem przez tego ostatniego samoświadomości… i zakochaniu się w Scarlet Wich.

motherfcker

Przy okazji, Ultrony są na każdym kroku w rezydencji Ultimates, sprowadzone wraz z Hankiem Pymem (który po jakimś czasie odkrywa intrygę swojego robota, w ostatniej chwili, by ocalić swoją żonę, Wasp). Służą, chronią i obserwują wszystko. Są więc idealnymi kamerdynerami, zdolnymi popełnić morderstwo. I faktycznie, okazuje się, że w ramach planu zastąpienia Ultimates innymi Ultronami/replikantami, zakochany android odpowiadał za większość krzywd, jakich doznali Ultimates w tym komiksie. Seks-nagranie, atak Venoma (jak się okazało, również replikanta, wysłanego do rezydencji po to, żeby porwać Wandę), podmienienie Tony’ego Starka na androida i stworzenie innych sztucznych Ultimates, a także zabicie Wandy… wszystko to było efektem złamanego serca robota, który potem miał przyjąć formę Hanka Pyma, by udawać prawdziwego superbohatera. Intryga – przyznam – jest cwana, szkoda tylko, że nie wyjaśnia, w jaki sposób prawdziwy Hank Pym się o wszystkim dowiedział i jak ocknął się z przedawkowania prozacu, które zafundował mu Ultron. Tak że cała koncepcja trochę razi niekonsekwencją, ale dzięki niej otrzymujemy potem epicki pojedynek dwóch Giant-Manów w Savage Land (bo Ultroni przyłączają się do walki z Bractwem, szybko jednak kierują się przeciwko oryginalnym Ultimates).

ultimatesvsrobots

Na marginesie rozważań o mocach Wandy warto przypomnieć, że to właśnie ona w finale Grand Theft America użyła swoich zdolności, aby przywrócić Thorowi boską moc i zezwolić siłom Asgardu na odparcie armii Lokiego. Wychodzi więc na to, że jej power set jest niesamowicie potężny, tym bardziej, że na dobrą sprawę wcześniej Thor był jeno człowiekiem z super pasem i zaawansowanym technicznie młotem. Czy jest więc możliwe, że to Wanda dała Thorowi boską moc? Jak się do tego więc od początku miały moce Lokiego? Dużo niedopowiedzeń, dużo wątpliwości, masa pytań, ale też wielka ekscytacja, oto bowiem w komiksach, które już znamy, mogło dziać się więcej niż początkowo podejrzewaliśmy.

dinos

I ja tak właśnie traktuję The Ultimates III. Jak komiks na poły oniryczny, który odchodząc od estetyki poprzedników jednocześnie obraca ich znaczenia, pokazuje konsekwencje superbohaterskiej działalności, objawiające się głównie w psychice bohaterów, doprowadzonych na krawędź szaleństwa. Oczywiście, to podejście ma swoje wady i może być rozczarowujące dla wszystkich, którzy spodziewali się powtórki z dzieła Millara, taka atmosfera chyba jednak bardziej odpowiada momentowi, w którym jesteśmy. Wszak maszerujemy w stronę Ultimatum.

magda

P.S. I tak potem okazuje się, że za wszystkim stoi Doom. To by wyjaśniało, skąd Ultron miał materiał genetyczny do stworzenia cyber-Venoma.

P.P.S. Quicksilver i Scarlet Witch zastrzeleni, siedziba Magneto w Savage Land spalona, Bractwo nieco przetrzebione, on sam jednak wyszedł zwycięsko z pojedynku z Thorem i posiadł Mjolnira. Śmierć jego dzieci (i wcześniejsza poraża planu z Banshee) doprowadziła go jednak do ostateczności. Za wszystkie cierpienia, jakich doznał Erik Lehnsherr, superbohaterowie Ziemi-1610 – oraz cała ludzkość – zapłacą ostateczną cenę. I to już niedługo.

doom

To właściwie nie tyle komiks, ile zeszyt przypominający czytelnikom, co działo się w uniwersum Ultimate do chwili obecnej i stanowiący wprowadzenie do wydarzeń, które mają nastąpić w nadchodzącym wielkimi krokami The Ultimates III. Stanowi więc świetną okazję do podsumowania tego, co się do tej pory działo, a także zaczerpnięcia oddechu przed pewnym dość długim marszem, który nas jeszcze czeka.

Ultimates_Saga_000

Tony Stark przejął finansowanie grupy Ultimates, przeprowadził się z nimi do posiadłości w centrum Nowego Jorku i zaplanował rebranding. Bohaterowie zyskali nowe kostiumy, niektórzy wrócili do starych, skład drużyny nieco się zmienił, a Iron Man – po śmierci Natashy szukający pocieszenia w ramionach przygodnych kochanek – uzyskał dostęp do tajnych plików Nicka Fury’ego. Szczególnie tych dotyczących drużyny Ultimates… postanowił więc odświeżyć sobie pamięć. A my razem z nim.

Ultimates_Saga_033

I to w sumie tyle. Dlatego chociaż ostatnie podsumowanie było stosunkowo niedawno (biorąc pod uwagę liczbę wpisów, nie ich częstotliwość, rzecz jasna), pozwolę sobie zamieścić tutaj małe podsumowanie, niedługo bowiem wiele rzeczy może się zmienić i dobrze by było mieć świadomość, na czym stoimy.

Kwestie mutantów: w Stanach Zjednoczonych działają Instytut Charlesa Xaviera (w skład której wchodzą Cyclops, Wolverine, Beast, Storm, Angel, Dazzler, Rogue, Iceman, Firestar, Syndicate, Psylocke, Toad i Pyro) oraz Akademia Jutra Emmy Frost (w której znajduje się Havok, Sunspot, Cannonball, Polaris, Ramsey i Colossus). Sama Emma Frost ma sekretne związki z Hellfire Club. Wielu mutantów czuje się jednak wciąż zagrożonych i zbiera się w grupy wzajemnego wsparcia, a nawet straże sąsiedzkie. W kanałach Nowego Jorku znajduje się kryjówka Morlocków pod przywództwem Nightcrawlera. Marvel Girl, władająca teraz mocą Feniksa, odleciała w kosmos, gdzie znajdują się już Silver Surfer i Atrea. Niektóre państwa – jak Genosha – wciąż traktują mutantów jako osobników niższej kategorii. Obok Instytutu Xaviera nadal działa szpital na wyspie Muir, nie jest już jednak kuźnią kadr dla S.H.I.E.L.D., która po incydencie z Lorną Dane zerwała kontakty z X-Men. W Oregonie znajduje się Nursery Two, które też zerwało kontakty z S.H.I.E.L.D.

Ultimates po III wojnie światowej odeszli spod kurateli rządowej i przeszli pod skrzydła finansowe Stark Enterprises. Na chwilę obecną do drużyny należą: Kapitan Ameryka, Thor, Iron Man, Wasp, Quicksilver, Scarlet Witch, Hawkeye i Valkyrie (mniejsza na razie, o co chodzi). S.H.I.E.L.D. zamknęło na jakiś czas program Rezerw Ultimates, w S.H.I.E.L.D. znajdują się więc jedynie Falcon, Karma, dr Brankin i jego zespół. Trudno na tym budować bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Po starciu ze Squadron Supreme i ujawnieniu kooperacji Fury’ego z Dr. Doomem, Nick został wygnany do innego uniwersum. Nowym dyrektorem S.H.I.E.L.D. została Carol Danvers, która nie podziela sympatii Fury’ego względem Spider-Mana (który współpracuje okazjonalnie ze swoją byłą dziewczyną, Kitty Pryde). Tymczasem w Europie działa Europejska Inicjatywa pod wodzą Kapitana Brytanii.

Co do bohaterów, to poza Ultimates na ulicach mamy właśnie Spider-Mana,Kitty Pryde,  Spider-Woman  i Daredevila, który przeszedł załamanie nerwowe. W telewizji karierę robi Dr Strange, gdzieś na świecie jest Blade i Morbius, a Chicago broni Hawk-Owl i Woody. W oddali do siebie dochodzi Kapitan Mahr Vell, Fantastyczna Czwórka  zajmuje się zagrożeniami z innych światów, a Reed Richards po zadymie z Sześcianem próbuje uratować swój związek z Sue Storm, natomiast jego siostra – Enid – cały czas ma supermoce. Gdzieś w odwodzie jest też Zarda ze Squadron Supreme. Na wolności pozostaje Hulk, Magneto wraz z wieloma nowymi wyznawcami też buduje swój przyczółek (choć X-Men są świadomi jego obecności). Zagrożeniem cały czas są dyktatorzy z krajów drugiego i trzeciego świata (w tym Dr Doom, który przejął kontrolę nad Venomem) oraz Namor, potencjalnie mogą nimi być Nieludzie na księżycu. Gdzieś poza zasięgiem naszych oczu działa organizacja A.I.M., wciąż też jest dr Tarleton i Mole Man. Za kratkami siedzą Hank Pym (pod kuratelą Starka), Kingpin, Dr. Octopus, Kraven, Sandman i Electro, zamknięto też pomniejszych łotrów: Gladiatora, Rhino, Omegę Red, Vulture’a, Ringera i Boomeranga, znów siedzi Bullseye, Punisher i Shocker (po raz szósty), spora część Bractwa Mutantów, Dzika Paczka Silver Sable, Serpent Squad, a także Curt Conners i wielu innych przestępców. Zamknięto też na prośbę Fury’ego She-Hulk, czyli Betty Ross. Nie wiadomo, co z wojownikiem imieniem Arcade.

Nie można też zapomnieć o tych, co zginęli. Tak więc na tej liście znajdują się generał Ross, John Wraith, Justin Hammer, Hammerhead, Nihil, Mister Sinister, Harry Osborn, Norman Osborn, Gambit, Czarna Wdowa, Elektra, Crimson Dynamo, Abomination, Schizoid Man, Loki, rodzina Clinta Bartona, Deathstrike, pułkownik Abdul Al-Rahman, Hurricane, część Rezerw Ultimates, Mojo Adams, Moondragon, Dima, Rhona Burchill, Bishop z przyszłości, Stryfe, Bolivar Trask, bliźniaki von Strucker, dr Cornelius, Shinobi Shaw, Rutskaya, Ivan Kragoff, Eddie Brock, Thanos, Leader, Agatha Harkness/Siódemka z Salem, wielki radioaktywny potwór i Warlock. Do tego niezliczone ofiary Hulka, Liberatorów, Hobgoblina, wyznawców Gah Lak Tusa i wielu innych. Lista się rozrasta…

No i wielkie kataklizmy, które przez ten czas nawiedzały świat. Przypomnijmy, do tej pory były to: Hulk i jego rozwałka. Ataki terrorystyczne Magneto, zwłaszcza inwazja na Waszyngton i próba wysadzenia elektrowni jądrowej na Florydzie. Inwazja Chitauri. Atak Zielonego Goblina na Biały Dom. Ataki Proteusa. Rozwałka nad Las Vegas. Pojedynek Spider-Mana z Hobgoblinem. Fala samobójstw po emisji przekazu z Tunguski, walka z Kree, obrona przed Gah Lak Tusem. Atak terrorystyczny na pierwsze płazy. Walka z Namorem. Ataki prewencyjne na Bliski Wschód. III wojna światowa. Potyczka ze Squadron Supreme. Atak Sentineli na Front Wyzwolenia Mutantów. Ucieczka z Triskelionu. Walka z Venomem na ulicach Nowego Jorku.

A prawda ma się tak, że przez cały ten czas – w zasadzie od The Ultimates II – wszystkie najważniejsze wydarzenia w uniwersum Ultimate były albo odczyniane Kosmicznym Sześcianem, albo mocą Feniksa, albo jeszcze inaczej poukrywane. Ingerencji zmieniających status quo było straszliwie mało, a jeśli już były, to rychło je odczyniano, jak np. ze śmiercią Xaviera. Dlaczego? Bo scenarzyści nie mieli za bardzo odwagi, żeby coś więcej zmienić, a ci, którzy mogli (np. Brian Bendis) stawiali raczej na spójność całości niż na jakieś rewolucje. Ultymatywność Ziemi-1610 sprowadziła się więc do wprowadzania kolejnych alternatywnych wersji postaci z Ziemi-616, sam świat przedstawiony i opisywane historie zaczynały być natomiast coraz bardziej typowe, coraz częściej ciążyło na nich odium komiksowatości. Czego najlepszym dowodem nagminne zmartwychwstania i odczynianie zniszczeń magicznymi działaniami.

Do tego dochodzi fakt, że regularne tytuły Marvela zaczynały być coraz bardziej interesujące i ich realizm – choć umowny – stawał się bardziej zjadliwy, a przygody bohaterów przestały wymagać znajomości tysięcy zeszytów komiksowych. Tym samym regularny Marvel zaczął zabierać ultymatywność temu w wersji Ultimate. W Domu Pomysłów postanowiono więc odświeżyć formułę i pokazać coś, co na Ziemi-616 nigdy by nie przeszło: dalekosiężne skutki superbohaterskich działań. Jakie? Nietrudno zgadnąć. Szef utrzymującej pokój agencji został wygnany, jego następczyni ledwo jest w stanie wejść w jego buty, korporacje i zbrodnicze reżimy nie śpią, tolerancja dla mutantów wisi na włosku, superbohaterowie biegają samopas bez żadnej kontroli (nawet Fantastyczna Czwórka), a Dr Doom i Magneto od dawna są na wolności i mieli aż nadto czasu, by uknuć swoje plany. Biorąc pod uwagę, że życie większości bohaterów nie było lekkie i tylko nieliczni zachowali czyste serca. Do czego to doprowadzi? Przekonamy się wkrótce.

Ponieważ w chronologii Ziemi-1610 nastąpiło coś takiego, jak III wojna światowa (jednodniowa, ale zawsze), a wszystkie inne tytuły Marvela musiały iść swoim trybem (i ich scenarzyści nie skupiali się jakoś szczególnie na rozwałce w Waszyngtonie i Nowym Jorku), trzeba było wypuścić komiks, który to wszystko trochę będzie spajał, czytaj: pokazywał konsekwencje inwazji Liberatorów na USA. Po drodze jednak komuś się popieprzyła numeracja i omawiany tutaj The Ultimates Annual ma numer 2, tymczasem poprzedni Annual przynależał raczej do serii The Ultimates II… ale nieważne. Zobaczmy, co się kroi. Odbudowa Stanów Zjednoczonych trwa w najlepsze, każdy pomaga jak może. Wśród ratowników znajdują się Kapitan Ameryka i Sam Wilson a.k.a. Falcon. Gdy jednak docierają do nich doniesienia o masowych mordach dokonywanych na kolorowej ludności, obaj decydują się ukarać winnego. Jest nim szalony nazistowski naukowiec, Arnim Zola (taki lokalny Mengele), z którym Kapitan walczył już w 1942 roku. A ściślej, to sztuczna inteligencja stworzona na bazie jego umysłu przez amerykańskich wojskowych… Dziwny to komiks, jakiś taki rozlazły i oniryczny. Skupia się głównie na przeżyciach wewnętrznych Kapitana Ameryki, o którym już wiemy, że nie przystaje do współczesności. I faktycznie, dobrowolnie odchodząc wraz z Ultimates spod kurateli S.H.I.E.L.D. Steve skazał siebie na coś w rodzaju wewnętrznego osamotnienia; nie mieszka już z Wasp, rozpamiętuje dawne czasy (miedzy innymi polowanie na Zolę na zlecenie amerykańskiego wywiadu), woli grzebać zmarłych niż ratować żywych. Nie rozumie też współczesnego świata, zbudowanego na kompromisach i półśrodkach. Wierzy w Boga, ale nie znajduje to niczyjego zrozumienia, nowinki technologiczne też sprawiają, że czuje się nieswojo. Gdy pojawia się Zola – wróg, którego zna – nic więc dziwnego, że rusza za nim w pogoń. Jakże jest ten Kapitan Ameryka różny od tego, którego mogliśmy spotkać w retrospekcji z końcówki The Ultimates II. Tam był radosny, zakochany, pełen werwy i ideałów, wierzący w Boga i w Amerykę, a mimo panującej w domu biedy – pełen energii. Tutaj jest jedynie człowiekiem znającym wojnę, duszącym się poza polem bitwy, nieprzystającym do niczego. Rozwałka to jedyna rzecz, jaką zna. I trzeba powiedzieć, że zna się na tym dobrze.

Co zaś do Sama Wilsona, to głosi on podobne ideały, podbite jednak przez świadomość sytuacji kolorowych w USA. W ogóle jego teksty pełne są moralitetów, uwag na temat myślenia białych ludzi o czarnych i odwrotnie; a tak się składa, że morderstwa Zoli mają podłoże wybitnie rasistowskie. W ogóle w całym komiksie jest trochę akcji, ale stanowi ona jakby tło do rozważań nad rasizmem w centralnych Stanach i jego przejawami. Te są tutaj utożsamiane przez A.I. Zoli i skorumpowanego żołnierza, Thomasa Jenksa, którego rodzina od pokoleń związana jest z Ku-Klux-Klanem. Potworne eksperymenty nazistowskiego komputera – który powstał po to, by projektować nową broń dla Amerykanów, w tym, być może, kolejnego superżołnierza – mają na celu stworzenie Siegsoldata, ucieleśnienie marzeń Zoli o narodzie niewolników. I „naród niewolników” odgrywa w finalnym konflikcie decydującą rolę… Całość napisał Charlie Huston, za rysunki odpowiadali natomiast Mike Deodato Jr. (współczesność) i Ryan Sook (retrospekcje Kapitana Ameryki). Ciekawy pomysł formalny, tym bardziej, że ci panowie są raczej nowi w uniwersum Ultimate, duszna atmosfera kolejnych kadrów sprawia jednak, że komiks czyta się ciężko. Niby twórcom udało się oddać klimat Ameryki radzącej sobie z kryzysem po inwazji Liberatorów (bo to nie wrogie wojska, ale zbiegli więźniowie i lokalni watażkowie są teraz problemem, a jedną z takich grup jest właśnie prywatna, rasistowska armia Jenksa), ale mam wrażenie, że Huston nie do końca wiedział, czy chce zrobić pogadankę o rasizmie czy komiks akcji. No i wyszło coś pomiędzy. Warto jednak zajrzeć do tego komiksu chociażby ze względu na klimat, który sygnalizuje znakomita okładka: mroczna, niepewna, tajemnicza, niby nawiązująca do klasycznych przygód Kapitana i Falcona z Ziemi-616, ale znacznie bardziej niepokojąca, choćby ze względu na skryte w cieniu twarze superbohaterów… W uniwersum Ultimate naprawdę zrobiło się mroczno. P.S. Komiks serwuje też kilka nowinek o skrzydłach Wilsona. Nie tylko są one jednocześnie wielką anteną – o czym już wiedzieliśmy – ale mają też własny minikomputer podłączony do mózgu Sama za pomocą nanobotów; podobnych zapewne do tych, które kierują zbroją Starka. Ciekawostka. Ale zacna.

Długo przyszło Wam na to czekać, ale obiecałem, że będzie warto. No to wypada teraz moją obietnicę spełnić, bowiem po tym wszystkim, czego się do tej pory dowiedzieliście i czego doświadczyliście, nic mało widowiskowego nie mogłoby Was zadowolić. A cóż może być bardziej widowiskowego niż III wojna światowa? Przed Wami konkluzja miniserii The Ultimates II.

 

 

 

Dorzuciłem Wam dwie powiększone okładki, a co. Trzeba bowiem oddać Markowi Millarowi i Bryanowi Hitchowi sprawiedliwość: wyszło im dzieło epickie. Czyżby najlepsza historia w uniwersum 1610? Zobaczcie sami…

Bruce Banner rzekomo stracony, Thor pozbawiony dającego mu moc kostiumu siedzi w celi w Triskelionie. Kapitan Ameryka przeżywa kryzys w swoim związku, Tony Stark i Natasha Romanova dystansują się od drużyny, przygotowując się do ślubu, Hank Pym przechodzi do domorosłej drużyny bohaterów – Defenders – co staje się początkiem jego upadku… dawno już Ultimates nie stawiali czoła takiemu kryzysowi. A w dodatku rząd USA (czyli Nick Fury) wysyła ich na Bliski Wschód, gdzie obalają oni lokalny reżim. Odwet ze strony niezadowolonych państw drugiego i trzeciego świata wydaje się nieunikniony. A dodatkowo w zespole ukrywa się zdrajca…

The Ultimates II Millara i Hitcha zbierało swego czasu znakomite recenzje i trudno się temu dziwić. Scenarzysta, który zwykle ma tendencje do przesadzania w każdą niemożliwą stronę, tutaj zrobił to w taki sposób, że w zasadzie całość nie razi, choć tempo wydarzeń może być dezorientujące. Dlatego żeby uniknąć niepotrzebnego chaosu, będę o wszystkim pisał otwartym tekstem. Słowem, spodziewajcie się masy spoilerów. Niestety, w tym przypadku inaczej się nie da.

Najpierw jednak rysunki. Bryan Hitch wielkim rysownikiem jest i to już wiemy, ale tutaj przeskoczył samego siebie. Plansz jest masa, są przepiękne, szczegółowe, głębokie i pełne. Swoje robi też tusz i kolory, przez co i tak znakomity, fotorealistyczny styl Hitcha nabiera dodatkowego wyrazu. Poraża też dbałość o detale. Wystarczy spojrzeć na tę planszę, prezentującą naszych bohaterów:

Co zaś u nich? Tutaj trzeba przyznać, że fakt, iż w uniwersum 1610 wszystko ma swoje konsekwencje i z reguły jedna poważna decyzja prowadzi do innej, losy Ultimates wypadają przerażająco i mroczno. Coraz mroczniej. Rodzina Hawkeye’a zostaje zabita, o co oskarża się Kapitana Amerykę. Nick Fury jest wściekły, był bowiem dość blisko z Bartonem, a i sam Clint przez jakiś czas wykonywał dla niego mniej wygodne zlecenia. Co gorsza, giną dzieci Hawkeye’a, mordowane z zimną krwią. Dla Fury’ego – przypomnijmy: zimnego skurczybyka – to granica, za którą przestaje być miły; możliwość wyciągnięcia z lodu Steve’a Rogersa akurat w chwili, gdy USA potrzebowały superżołnierza, nagle staje się zbyt podejrzana. Janet Pym jest zdruzgotana, choć jej i Rogersowi od jakiegoś czasu się nie układało; być z facetem wychowanym w latach 20. XX wieku to jak wchodzić w związek z własnym dziadkiem. Nic dziwnego, że Wasp wkręca się z powrotem w romans z Hankiem, choć ten jest już na zupełnej krawędzi.

Losy Hanka Pyma jako człowieka, który przez swoją porywczość, alkohol i prozac utracił pracę, żonę i status superbohatera, są chyba najciekawiej poprowadzone. Ten człowiek miał wszystko, ale serum Giant Mana wzorował na genomie Janet (sam go nie wymyślił), hełm Ant-Mana jest mało imponujący, a roboty z serii Ultron, nad którymi pracował z Bannerem… cóż, Fury i S.H.I.E.L.D. po prostu ich nie chcą. Nic dziwnego, że w akcie rozpaczy zapisuje się do fuszerkowej, amatorskiej grupy superbohaterów, którą już zresztą znamy. To Defenders, czyli Nighthawk (koleś przebrany za jastrzębia), Black Knight (koleś, który po pracy biega z mieczem i tarczą), Hellcat (czyli modelka w bikini, Patsy Walker), Power Man (wielki Murzyn), Son Of Satan (emo, a tak naprawdę tajny agent S.H.I.E.L.D.), Valkyrie (laska udająca Thora) i Whiz-kid… ale jego nie ma w tej historii. Pym wstępuje do Defenders, kiedy okazuje się, że Brankin i inni naukowcy z Triskelionu przekroczyli górną granicę wzrostu Giant Mana, i to ponad sześciokrotnie, skutkiem czego troje Goliatów to prawdziwe giganty. Podminowany tym Pym usiłuje radzić sobie jako Ant-Man w Defenders… kończy się to jednak klapą. Osiągnąwszy dno – a po drodze jeszcze przespawszy się z Valkyrie – Pym decyduje się… przejść na stronę wroga.

A kim jest wróg? No cóż… tutaj muszę powiedzieć, że Millar poszedł na całość. Po prewencyjnych atakach USA na Bliski Wschód reszta świata (nie cała, ale spora jej część) zawiązuje triumwirat: Ameryce trzeba pokazać, kto tu rządzi, i że superludzki wyścig zbrojeń nie czyni z niej policjanta świata. Chiny, Korea, Rosja, Emiraty Arabskie i szereg innych państw, które czują się zagrożone działaniami Ultimates, fundują więc ich wschodni odpowiednik: grupę Liberators. A tutaj mamy już prawdziwą paradę straszydeł rodem z najstraszliwszych snów: Abomination, Crimson Dynamo, Swarm (odpowiedniczka Wasp, kontrolująca owady), Perun, Schizoid Man (wariacja genetyczna na temat Jamiego Madroxa… zaraz. Kogo? Młodego mutanta, o którym jeszcze będzie głośno…), pułkownik Abdul Al-Rahman (chłopak z Azerbejdżanu, który przyjął pozytywnie serum Kapitana Ameryki), Hurricane (szybkonoga niewiasta) i… Loki.

Zaraz, zaraz? Loki? Przecież Thor od zawsze był schizofrenikiem i oszustem… a jednak. Millar rozbroił nam Thora pod koniec poprzedniej opowieści, żeby tym razem mocniej zaznaczyć jego powrót. Okazuje się, że Loki od zawsze istniał i od zawsze miał plany zrujnowania misji Thora, a obłąkańcze opowieści boga piorunów nie były wyssane z palca. Dlaczego więc Thor rozbrojony nie był już nadczłowiekiem? Na to pytanie przyjdzie nam odpowiedzieć kiedy indziej, w tej chwili jednak dość powiedzieć, że Loki – doprowadzając do jego uwięzienia – stał się prawdziwym architektem III wojny światowej. A to tylko początek…

Oczywiście nie może być wojny światowej bez innych herosów, mamy więc podczas inwazji Liberatorów na USA małe cameo pozostałych bohaterów: Spider-Mana, Fantastycznej Czwórki, X-Men, Europejskiej Inicjatywy… ich rola jest jednak niewielka. Najpierw wszyscy zostają złapani przez superludzi pod dowództwem Liberatorów, potem jednak – uwolnieni przez Kapitana Brytanię i resztę Europejczyków – pomagają w wyzwoleniu Nowego Jorku.

Początkowy atak wojsk agresora jest jednak druzgocący, i choć superkostiumy obcych najeźdźców sprawiają, że ich ciała rozpadają się po krótkim czasie, pierwsze uderzenie jest tak druzgocące, że doprowadza do zniszczenia Statuy Wolności, Triskelionu, zdziesiątkowania rezerw Ultimates (którym wcześniej udało się pochwycić uznanego za zdrajcę Kapitana Amerykę) i pozbawienia jednej ręki Nicka Fury’ego. Nie, żeby nie mógł sobie potem poradzić tylko drugą…

Jak to zwykle u Millara bywa, z wielkiego dołu bohaterowie dość szybko windują się na zwycięskie pozycje. Pochwycony przez wroga Hawkeye zabija swoich oprawców strzelając wyrwanymi sobie paznokciami (sic!), Wasp uwalnia Kapitana Amerykę w ostatniej chwili, żeby pokonać Schizoid Mana, nagle w Waszyngtonie pojawia się Hulk (że przeżył dzięki Pymowi, wiemy z The Reserves), by potłuc roboty Crimson Dynamo i samego Abomination, Tony Stark odpala swoją tajną broń, Iron Mana 6, a Quicksilver przekracza granicę szybkości pokazując Hurricane, kto tu jest tak naprawdę szybki. Wasp wstrzykuje sobie serum Giant Mana i dzięki temu zyskuje przewagę nad Swarm. Mało jednak w tym pojedynku glorii i heroizmu. Tutaj każdy gra bez pardonu, każdy walczy tak brutalnie, jak tylko może. Dość powiedzieć, że Quicksilver biegnie na tyle szybko, że ciało Hurricane nie wytrzymuje ciśnienia i dość paskudnie się rozlatuje, a Hulk odrywa Abomination ręce i tłucze go na śmierć.

Nie inaczej postępuje Kapitan Ameryka, który niemal z zimną krwią morduje Al-Rahmana zaraz po tym, jak Hawkeye odcina mu ręce tarczą Rogersa. Barton pozwala sobie przy okazji na chyba ostatni w tej epoce dowcip, a dotyczy on broni pułkownika Liberatorów. Dlaczego ostatni? Bo przed sekundą stracił on żonę i trójkę dzieci, zabitych z zimną krwią z ręki zdrajcy, i nie jest mu już do śmiechu. Teraz chce tylko krwi i wie, jak tę krew wypuścić ze swoich ofiar. Jeśli kiedykolwiek którykolwiek bohater tak bardzo przekroczył granicę szaleństwa i rozpaczy, to – jeśli nie licząc Punishera – właśnie Clint Barton. A granicę moralności przekraczają tutaj wszyscy. Są okrutni, bezlitośni, skuteczni.

Bezlitosna jest również zemsta Hawkeye’a na zdrajcy Ultimates. I chyba wypada Wam już zdradzić, kto to był. Kretem w zespole, czekającym na swoją kolej i ulokowanym w najbardziej wrażliwym punkcie, mogącym uderzyć wielokrotnie, skutecznie i boleśnie, był… nie nie. Nie Hank Pym. On i jego Ultroni zostali skaptowani przez prawdziwego zdrajcę, którego pseudonim… Czarna Wdowa. Kobieta, która zdobyła serce Tony’ego Starka, która dostała podobną zbroję, wkradła się w łaski tak Fury’ego, jak i Hawkeye’a i Kapitana Ameryki… to ona zdradziła zespół, doprowadzając do śmierci rodziny Clinta i inwazji na Amerykę. Dlatego też Clint rozprawił się z nią… bezlitośnie.

Co tu dużo kryć, rozwałka ma kolosalne rozmiary i trudno ją ogarnąć na pierwszy rzut oka, ale największy bum jest pozostawiony na koniec, gdy Ultimates likwidują zagrożenie ze strony Liberatorów, ratują prezydenta i jego córkę (ach, ten Millar…). Pojawia się bowiem Loki i sprowadza armię mitycznych, nordyckich potworów, by dopełniły dzieła zniszczenia. Na szczęście (?) w zespole jest Scarlet Witch, która dzięki swoim mocom ściąga Thora. A Thor nie jest sam…

Millar oczywiście nie bez powodu jest znany ze skłonności do przesady. Mieliśmy szansę oglądać jego fanaberie wielokrotnie, ale gdy na łamach The Ultimates II ściąga nordyckich bogów, żeby walczyli w Waszyngtonie… nie jest to znowu aż tak głupie, ale przesadzone. No i psuje efekt, który udało mu się osiągnąć w poprzedniej serii – rozwiał zagadkę Thora. Niby wszyscy od jakiegoś czasu na to czekaliśmy, ale… no właśnie. Wolałem Thora szalonego, niepewnego, niestabilnego. A i rozwiązanie zaproponowane przez Millara jest jakieś takie nieskładne… ale niech będzie.

Pojawienie się Hulka, jego dobra komitywa z Betty po całej tej walce i ogólna radość po zwycięstwie, Quicksilver biegający dla wszystkich po piwo etc. są też bardzo miłymi akcentami, ale Millar zdaje się zapominać, że Kapitan i Wasp przed chwilą się pożarli, Banner jest skazanym przestępcą, który poza nieco absurdalnym poczuciem patriotyzmu nie ma żadnych powodów, żeby pojawiać się w Waszyngtonie… no i nie da się ukryć, że choć metody Liberatorów były ostateczne, oni sami mieli rację. Euforia po zwycięstwie wydaje się natomiast nieco… jednostronna. Ultimates wyciągają jednak wnioski i wszyscy… rezygnują ze służby w S.H.I.E.L.D., przechodząc na finansowanie Starka. Tym samym zbliżają się nieco do swoich odpowiedników z Ziemi-616, ale co ważniejsze, Fury zostaje bez swoich superbohaterów (ma jedynie Pyma, ale ten siedzi w celi za pomoc najeźdźcom). A to nie jest sytuacja, która byłaby dla niego wygodna… tym bardziej, że prezydent USA ma teraz wolną rękę, by ulec naciskom ONZ i zakazać eksperymentów na superludziach. Nie może być już bezkarnym policjantem świata, musi kombinować.

Fakty jednak są, jakie są. III wojna światowa trwała jeden dzień i pozostawiła Stany Zjednoczone w ruinie (znów trzeba wszystko odbudowywać), a Ultimates w proszku. Bo mimo zwycięstwa rany są liczne, psychika superbohaterów została poddana trudnym próbom i nie wszyscy im podołali. W gruncie rzeczy Grand Theft America to komiks mroczny, poważny, trudny. Dalej będzie już tylko mroczniej…

Niedawno było o roczniku Ultimate Spider-Mana, potem o roczniku Ultimate X-Men, a Ultimates nie mieli jeszcze swojego. Czas to zmienić. Potraktujcie tę historię jako swoiste preludium do dalszego ciągu The Ultimates II. Od teraz to uniwersum nie będzie już takie samo.

Ultimates święcą tryumfy na wszystkich frontach świata, ale Nickowi Fury’emu to nie wystarcza. Powoli wprowadza do służby kolejnych Ultimates, którzy mają stać się oddziałami rezerwowymi dla etatowych superbohaterów. Superludzki wyścig zbrojeń trwa, co nie podoba się ani ONZ, ani przywódcom innych państw, którym nie podoba się wizja Ameryki jako policjanta świata…

Zanim przejdziemy do fabuły, jedno oświadczenie: Steve Dillon jest jednym z absolutnie najgorszych rysowników, jacy trafili do Ultimate Marvela. Jego one-shot z Profesorem X był jeszcze jak cię mogę, ale tutaj to on po prostu bazgrze. Niestety, to nie jest jego ostatni komiks z bohaterami Ziemi-1610, więc przyjdzie nam jeszcze trochę pocierpieć. Przemilczmy więc oprawę graficzną i skupmy się na fabule. Ultimates wprawdzie działają już bez Thora i Giant-Mana, ale mają swoje rezerwy: jeszcze nieujawnioną grupę wsparcia złożoną z siedemnastu żołnierzy i naukowców, wśród których znajduje się pięciu Goliathów (ludzi naszprycowanych serum Giant-Mana), trzech Rocketmanów (noszących pierwotne wersje zbroi Iron Mana) oddział marines w specjalnie zaprojektowanych strojach, znany jako Cztery Pory Roku, do tego Thunderbolt, Intangi-Girl (wszyscy w powiększających siłę i szybkość kostiumach na wzór tych z Inicjatywy Europejskiej), no i jeszcze kilku, którzy jeszcze nie wiadomo, co potrafią…

Czy to jacyś nowi bohaterowie? Nie, każdy z nich jest żołnierzem, żaden jednak nie wchodzi w skórę herosa i nie wie, co to prawdziwe bohaterstwo. Służą swojej ojczyźnie w atakach prewencyjnych, z których po 11 września 2001 zaczyna być ona znana… tak tak. W uniwersum 1610 doszło jednak do ataków terrorystycznych, najpewniej jednak straciły one na znaczeniu po fali paniki z powodu mutantów. Gdy grozi nam Bractwo Magneto, kto by się przejmował Al-Qaidą… W każdym razie chłopaki (i dziewczyna) to silne, bo silne, ale jednak jedynie wsparcie. Millar doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie super-moce czynią bohatera i że Rezerwy Ultimates muszą się wiele nauczyć, zanim będą mogli nazwać się herosami. Na razie są oczkiem w głowie dr. Brankina, głównego animatora programu prac nad super-żołnierzami po odsunięciu Bannera. Brankin przewijał się już kilkukrotnie na kartach Ultimates, zawsze jednak w tle; tutaj widzimy go, jak pracuje nad dziełem swojego życia i staje się człowiekiem niezastąpionym dla Nicka Fury’ego.

Sam Fury musi przetrwać starcie z niejakim Nixem, zamachowcem na emeryturze, który podejmuje się zlecenia zabicia dyrektora S.H.I.E.L.D.; daje się bowiem przekonać, że Fury stanowi zagrożenie dla pokoju na świecie i przeorganizował Ultimates w nic innego, jak swoją prywatną policję. Nick z kolei – który pełni tu rolę narratora – jest jak zwykle bezkompromisowy: wysyła Rezerwy w pościg za widzianym w Himalajach, zielonym gigantem (wszyscy wiemy, o kogo chodzi), uczestniczy w wieczorze kawalerskim Tony’ego Starka, wreszcie projektuje jednego z członków Rezerw, Liebermana, żeby był nowym… Kapitanem Ameryką.

To nie cynizm i nie pomyłka. Fury doskonale zdaje sobie sprawę, że Kapitan w każdej chwili może zginąć, przejść na stronę wroga, zostać okaleczony itp., a Ultimates potrzebują symbolu. Z kolei Lieberman jest jedynym, który w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przyjął serum super-żołnierza i przeżył (wielu nie przeżyło). Kiedy jednak Lieberman usiłuje dorosnąć do butów superbohatera i zrobić coś bohaterskiego – czytaj: uratować kogoś z pożaru – wtedy… a co Wam będę mówił. Zobaczcie sami.

Najważniejsze, że Ameryka coraz bardziej bezczelnie poczyna sobie z innymi krajami, usiłując narzucić swój ład i swój porządek. Znamy to? Pewnie, że tak. Ale w uniwersum 1610 jeszcze tego nie doświadczyli, a co ważniejsze – wyścig zbrojeń ma się dopiero rozpocząć…

P.S. Po raz pierwszy pojawia się tu (super)grupa Defenders, ale o nich też – następnym razem.

Bez wątpienia jeden z najważniejszych komiksów osadzonych w realiach uniwersum Ultimate. Mark Millar dzierży pióro, Bryan Hitch – ołówek. Czas na kolejne – być może finalne – przygody zespołu Ultimates.

   

   

Kapitan Ameryka. Iron Man. Thor. Hawkeye. Wasp. Czarna Wdowa. Quicksilver. Scarlet Witch. Oto drużyna, która ratowała już Amerykę przed szeregiem zagrożeń. Teraz jednak Ultimates zaczynają działać poza terenem Stanów Zjednoczonych, wysyła się ich na misje między innymi na Bliski Wschód. Nie podoba się to Thorowi, który opuszcza drużynę i zaczyna otwarcie nawoływać do sprzeciwu wobec rządu USA. A jakby tego było mało, do mediów wycieka informacja o tym, że Bruce Banner – Hulk – odpowiedzialny za śmierć kilkuset ludzi, żyje sobie wygodnie w celi w Triskelionie…

Po roku od uformowania Ultimates wiele się zmieniło. Hank Pym, który nie jest już wprawdzie Giant-Manem, ale który cały czas krąży wokół S.H.I.E.L.D., zaprzyjaźnia się z nielubianym przez siebie wcześniej Bannerem. Obu łączy los pariasa i wygnańca, obaj też wymieniają się poglądami na temat ostatnich pomysłów Pyma: robota o nazwie Ultron oraz kostiumu i hełmu Ant-Mana. Kiepski PR, jaki obaj mają w mediach, sprawia jednak, że Pym zostaje wydalony z zespołu, a Banner… no właśnie.

Millar robi dokładnie to, co powinno się zrobić z zespołem takich indywidualistów i popaprańców, jak Ultimates: rozwala ich od środka. Nad Bannerem odbywa się sąd – jego sprawę prowadzi znany skądinąd ambitny prawnik, Matt Murdock – który nie wypada szczególnie pomyślnie. Przy okazji Betty Ross ujawnia swoje prawdziwe uczucia względem Bruce’a, choć jest dla nich już za późno. Sam Banner odnajduje w sobie siłę, by poczuć się do odpowiedzialności za czyny Hulka, a członków Ultimates zaczyna przez ten rok traktować jako swoich przyjaciół (co nieco dziwi Tony’ego; w zasadzie obaj nie zamienili ze sobą zbyt wiele zdań). Tym bardziej sposób, w jaki Nick Fury radzi sobie z jego problemem, wywołuje w odbiorcy i w bohaterach ogromny niesmak.

Żalem napawa też widok niemal pustego kościoła podczas pogrzebu Bannera. Przybija też smutek i rozgoryczenie Hanka Pyma, który stracił wszystko: projekty Ultrona, Giant-Mana, pracę, żonę…

Właśnie. Kapitan Ameryka oficjalnie zszedł się z Wasp i chociaż wciąż jest boleśnie anachroniczny – przez co tej parze średnio się układa – to oboje stają się celebrytami, a Janet jako taka świetnie sobie radzi z występami w mediach. Steve Rogers wciąż jednak pozostał półgłówkiem, który lubi dzielić świat na dobrych i złych oraz rozwiązywać wszystko przemocą. Tak jest chociażby w przypadku Thora.

Thor ma majaki albo ktoś bawi się rzeczywistością wokół niego. Myślałby kto, że sprawcą tego wszystkiego jest Loki (jak pamiętamy, Thor już raz walczył z zesłanym przez niego wielkim wężem… a przynajmniej tak twierdzi). Jednocześnie – ponieważ z racji swojego jawnego sprzeciwu wobec polityki Fury’ego Thor jest głównym podejrzanym odnośnie wycieku informacji o Bannerze, a i sam wszczyna zamieszki – pozostali Ultimates zaczynają się nim żywo interesować. Ujawnia się brat Thora, który wraz ze znanym nam już profesorem Jamesem Braddockiem wyjawiają, iż był on pierwszym i najbardziej obiecującym członkiem programu superbohaterskiego Unii Europejskiej (którego członkowie pomogli już Iron Manowi w ratowaniu łodzi podwodnej… na marginesie, Colossus też raz ratował łódź podwodną; czy Millar myśli, że w Europie nie ma innych katastrof?), który zbzikował i zaczął odgrywać rolę nordyckiego boga. Ultimates mają opory przed konfrontacją z przyjacielem – zwłaszcza Tony – uznają jednak, że to coś, co trzeba zrobić. A ja powiem tylko, że walka Thora z Ultimates i Inicjatywą Europejską (w skład której wchodzi Kapitan Brytania, Kapitan Francja, Kapitan Włochy…) należy do najbardziej epickich, jakie miały miejsce w tym uniwersum. A postać Thora urasta do figury niemal chrystusowej.

Co zaś u reszty ekipy? Hawkeye żyje spokojnie z żoną (tak, pobrali się) i trójką dzieci. Pietro i Wanda żyją sobie i zwiedzają Europę, dopóki nie wezwie ich Fury; widać wyraźnie, że mają się za istoty wyższe niż ludzie, ale nie jest to podszyte niechęcią ani nienawiścią. Chcą wspólnie walczyć o lepszy świat. I łączy ich ewidentnie coś więcej niż tylko miłość siostry i brata… A skoro o miłości mowa, to Tony Stark – ku rozpaczy Jarvisa – oficjalnie poprosił o rękę Natashę Romanov, dał jej również na urodziny czarną zbroję podobną do swojej. Choć więc drużyna traci Pyma, Hulka i Thora, zyskuje żeńską wersję Iron Mana…

Ten komiks jest wyjątkowy, jednak nie tylko ze względu na postacie. Oto pośród licznych kontrowersji Ameryka za pomocą „osób masowej zagłady” zaczyna znów poczuwać się do roli policjanta świata. Obcesowość i bezkarność Nicka Fury’ego jest pod tym względem niewygodna nie tylko dla mediów, ale też dla innych nacji. Co jednak jeszcze ważniejsze, mamy w tym miejscu początek pewnego zwrotu: jak dotąd superbohaterowie operowali głównie na amerykańskiej ziemi, ich liczba wzrastała, ich fantastyczność była bezsprzeczna. Cały czas jednak była to fantastyczność odrealniona, albo stojąca na poziomie lokalnym, albo globalnym, ale kameralnym (jeden Magneto, jedna bitwa z kosmitami, jeden atak na Biały Dom, jedna inwazja na Triskelion itp.). Wypady za granicę były rzadkie, wszystkie konflikty obracały się w ramach określonych konwencji. Ultimates to złamali, uznając siebie za policjantów świata. To – w połączeniu ze wspominanym już gdzieniegdzie genetycznym wyścigiem zbrojeń – wprawiło w ruch szereg działań, których skutków na razie nie sposób przewidzieć…

Co więc będzie dalej z naszymi superbohaterami?? Loki w wizji Thora twierdzi, że w zespole jest zdrajca. Nad Ultimates zbierają się więc czarne, bardzo czarne chmury… co będzie dalej?

Warren Ellis idzie za ciosem i prezentuje nam nową opowieść o próbie zmierzenia się z nadciągającym w stronę Ziemi zagrożeniem. Przy okazji pokazuje, jak bardzo zdesperowani są ludzie, aby ocalić swoją planetę.

  

   

Philip Lawson, genialny inżynier pracujący nad Asis, nowym silnikiem umożliwiającym podróże międzygwiezdne, skrywa ogromną tajemnicę. Jest przedstawicielem rasy Kree – obcych, którzy przybyli obserwować naszą cywilizację i dopomóc jej w rozwoju. Ze względu na zagrożenie ze strony Gah Lak Tusa, dowódca Kree decyduje się jednak wstrzymać tę pomoc i obserwować zagładę Ziemi. Lawson – a tak naprawdę Kapitan Mahr Vell – nie zamierza do tego dopuścić. I w tym celu sprzymierza się z Ultimates… i Fantastyczną Czwórką.

Minęło kilka miesięcy od wydarzeń z Ultimate Nightmare, Sam Wilson pracuje z heroldem (o wiele mówiącym imieniu Vision) nad rozpoznaniem natury Gah Lak Tusa. Zarówno on, jak i Nick Fury są jednak bezradni: nie wiedzą, co ani w jaki sposób uderzy. Dlatego pomoc Mahr Vella – którego wszyscy z uporem godnym lepszej sprawy nazywają Marvel – wydaje się nieoceniona. Prosi on również o pomoc świeżo ujawnionych superbohaterów, Fantastyczną Czwórkę, która całkiem nieźle wpasowuje się w działalność Ultimates i pokazuje, że w ogniu walki potrafi dorównać profesjonalistom. Thor nawet zaprasza Thinga i Human Torcha na piwo…

 

Sam Kapitan Marvel został jednak przez Ellisa potraktowany trochę instrumentalnie. Jego pobudki i motywacje muszą być wypowiedziane wprost i to dopiero w ostatnim zeszycie, co z jednej strony może i trochę buduje napięcie powstające wokół jego osoby, z drugiej jednak sprawia, że nie do końca mu wierzymy. A kiedy jeszcze dostajemy tyle sznurków wpuszczonych w wodę i same wypowiedzi Marvela są wymijające czy wręcz cyniczne – trudno o bardziej enigmatyczną postać. Niestety, dopóki nie dowiadujemy się, o co tak naprawdę Kapitanowi chodzi, jest on bardziej irytujący niż intrygujący.

Reszta właściwie działa w sposób przewidywalny. Dość istotnymi wydają się przemyślenia Hawkeye’a, którego męczy to całe superbohaterskie towarzystwo i lepiej odnalazłby się – jak twierdzi – w starych, dobrych oddziałach specjalnych. Czarna Wdowa jest zgryźliwa i cyniczna jak zawsze, Iron Man próbuje uderzać (raczej z rozpędu) do Sue Storm, ta jednak szybko daje mu kosza. Dość niefajne zachowanie (ze strony Tony’ego, nie Sue), zwłaszcza że mamy wyraźnie powiedziane, iż Stark jest już niemal narzeczonym Wdowy. To zmęczenie i zblazowanie bohaterów może się wydać dziwne, jednak biorąc pod uwagę, że właściwie nie było dotąd – poza Chitauri i Magneto – zagrożenia, które by ich w pełni absorbowało, wszystko jest do przyjęcia.

Stark i Reed Richards – znów – doskonale się dogadują, a nawet wciągają w swoje dywagacje Marvela, i to wbrew zaleceniom nowej wiceszefowej S.H.I.E.L.D. i osoby odpowiedzialnej za odkrycie rasy Kree, Carol Danvers. Obok więc prób użycia Asis celem infiltracji okrętu obcych (i w rezultacie regularnej bitwy naziemnej między ludźmi, superludźmi a żołnierzami Kree) i chęci poznania prawdy o Gah Lak Tusie mamy dużo pogodnych, wręcz sympatycznych wstawek. A to Kapitan Marvel pozwala sobie na seksistowskie żarty, a to Johnny z Benem usiłują pędzić bimber w urządzeniach Reeda, a to Sue i Hawkeye robią sobie jaja z dowódcy Kree… co się dzieje, panie Ellis? Za dużo mroku? Pewnie, można założyć, że nikt na Ziemi nie zna tak całkowicie charakteru zagrożenia, ale ej, trochę powagi. Wszyscy słyszeli i widzieli straszne obrazy emitowane przez Vision, więc skąd ta lekkość? A może po pokonaniu Chitauri mamy wszyscy przesadną wiarę we własne siły? No to zobaczymy, co będzie dalej…

P.S. Za rysunki odpowiadają Steve McNiven i  Tom Raney. Ten drugi jest lepszy, choć ewidentnie bardziej kreskówkowy. Widać to chociażby po tej planszy: